MENU

    Czy POSTProdukcja Tour to trasa dla każdego? Koncert Dawida Podsiadły we Wrocławiu. Relacja Julii Dumitrescu

    POSTProdukcja Tour wystartowała i trwa w najlepsze, a w miniony poniedziałek, 7 listopada, miałam okazję uczestniczyć w niej także i ja. Na koncercie Dawida Podsiadły byłam już nie raz, obserwując go zarówno na stadionowych scenach oraz w bardziej intymnych sceneriach takich jak teatry czy domy kultury. Tym razem Dawid zagrał przed 10 tysiącami osób we wrocławskiej Hali Stulecia. Czy POSTProdukcja Tour spełniła moje oczekiwania?  

    Kto miał okazję usłyszeć Dawida Podsiadło na żywo, ten wie, że są to koncerty najwyższej jakości. Po letnich występach na stadionach niejednokrotnie można było spotkać się ze stwierdzeniem, że reprezentuje on nawet poziom światowy. W ramach tej trasy przenieśliśmy się do odrobinę mniejszych lokalizacji, jednak czy to jakkolwiek wpłynęło na odbiór koncertu? Występy Dawida wciąż zachwycają wizualnie, zarówno pod względem budowy sceny, jej oświetlenia czy oryginalnych efektów specjalnych w postaci latających nad publicznością delfinów oraz motyli. Jednak niestety jest to jedyna rzecz, która nie wywołała we mnie mieszanych uczuć.

    Wyjątkowo cenię sobie, gdy idę na koncert danego artysty i czuję, że odkryłam na nim jego muzykę na nowo. Dawid zdecydowanie zaliczał się do tego grona, serwując publiczności swoje największe hity w nowych aranżacjach lub wzbogacone o smaczki w postaci m.in. imponujących improwizacji na koniec utworu. Pojawiły się one i tym razem, m.in. jako już stały element emocjonalnego Nieznajomego oraz jako nowości w kawałkach z Lat DwudziestychTAZOSach i DIABLE. Niestety, tak jak słysząc utwory z ostatniej płyty mamy styczność z czymś nowym, w wielu przypadkach jest wręcz przeciwnie. Idąc na koncert byłam przygotowana na usłyszenie największych hitów Dawida, jednak w odświeżonych aranżacjach; w rzeczywistości dostałam wersje, które są mi już znane z poprzednich tras koncertowych. W jednym przypadku jest to jak najbardziej dobra decyzja – Trójkąty i Kwadraty w klubowym wydaniu, połączone z mini-wstawką Na Zawsze Julii Wieniawy, to niezmiennie największy banger wieczoru.

    Na koncertach z trasy mamy okazję usłyszeć utwory z każdego albumu artysty. Fanów jego wcześniejszej twórczości z pewnością ucieszy obecność And I na setliście – po 6-letniej przerwie Dawid zdecydował się otrzepać z kurzu ten wyjątkowo poruszający utwór. Jeśli mowa o wzruszających momentach, na szczególną uwagę zasługuje akustyczny set, który otwiera odświeżona Matylda, podczas której sam artysta gra na gitarze wraz z Olkiem Świerkotem i Patrickiem The Pan. Następnie przechodzimy do najbardziej magicznej części wieczoru – na scenie zostaje jedynie Dawid i pianino. Wybrzmiewa szczególnie emocjonalna wersja mori (ten utwór jest wręcz stworzony dla takiej aranżacji!) oraz cover utworu Strange od Celeste. Ten segment koncertu poruszył wrocławską publiczność do tego stopnia, że pojawiły się prośby o ponowne wykonanie mori, które zakończyły się powodzeniem. Sam Dawid, bardzo wzruszony, wyznał, że jest to pierwszy raz w jego karierze, gdy zdecydował się zagrać na koncercie ten sam utwór po raz drugi.

    Poza tym krótkim akustycznym setem, reszta koncertu jest zdecydowanie taneczna. Artysta wraz ze swoim zespołem (szczególnie z chórzystkami Agą Bigaj i Julką Kulpą, które aż zarażają pozytywną energią) porywa nas do tańca, serwując swoje poprzednie przeboje na przemian z kawałkami z Lat Dwudziestych. Samo show rozpoczyna się energicznym To Co Masz Ty!, zgrabnie przechodząc do kolejnych utworów. Jednak jeśli jesteście fanami najnowszego wydawnictwa Dawida, możecie odczuć pewien niedosyt w postaci 5 pominiętych kawałków. Tak jak w przypadku duetów jest to zrozumiała decyzja, do dziś zastanawiam się co stoi za brakiem na setliście Halo, Blanta i przede wszystkim millenium, które zdaje się wręcz stworzone do klimatycznych występów na żywo. Utwory te różnią się od tanecznej większości, jednak obserwując z jakim entuzjazmem jest przyjęta niego spokojniejsza Szarość i Róż, jestem pewna, że zrobiłyby na koncertach niemałe wrażenie i byłyby ciekawszym wyborem niż znane od lat aranżacje starych hitów.

    Istotnym elementem jest również akcent w postaci kawałków powiązanych z Męskim Graniem. Na koncercie usłyszymy dwa hymny MGO Początek z 2018 roku oraz I Ciebie też, bardzo z 2021 r. Z pewnością jest to miła niespodzianka dla osób, które nie miały okazji usłyszeć tych kawałków na żywo (każdy wie jak trudno jest dorwać bilety na Męskie Granie). Poza nimi wybrzmiewa również już swego rodzaju ikoniczny cover Nic Nie Może Przecież Wiecznie Trwać, znajdujący się również na wersji limitowanej najnowszego albumu Podsiadły.

    Koncerty z POSTProdukcja Tour to zdecydowanie występy przestawiające to, jakim artystą jest Dawid Podsiadło – zarówno od tej wrażliwszej, nostalgicznej strony, jak i tej porywającej tłumy do tańca przy swoich największych przebojach. Jeśli tak jak ja, niejednokrotnie mieliście zobaczyć Dawida na żywo, może ona pozostawić pewien niedosyt. Z pewnością wynika on z pewnego rodzaju przyzwyczajenia do coraz wyżej stawianej poprzeczki przez samego artystę, którą jak widać, nie zawsze da się przeskoczyć. Jednak wciąż jest to koncert na najwyższym poziomie, który zapewni nam wachlarz emocji oraz wiele wrażeń, dlatego absolutnie nie dziwią mnie głosy zachwytu zasłyszane w tłumie po zakończonym występie.

    Ostatnio opublikowane