Katy Perry – Witness (2017), recenzja Alicji Surmiak

3
275

Nie ukrywam, że z muzyką Katy Perry raczej nigdy nie było mi po drodze. Odpychał mnie jej cukierkowy wizerunek, a co za tym idzie, niekiedy podobnie kiczowata, typowo popowa muzyka, mająca wojować na listach przebojów (album Teenage dream mówi sam za siebie). Witness to już jednak piąty krążek tej wokalistki i mimo że sięgnęłam po niego niechętnie, nie oznacza to, że się zawiodłam. Chociaż podczas pierwszego odsłuchu materiał w zupełności mnie nie ruszył, to z każdym kolejnym podejściem zaczęłam doceniać go bardziej.

Na najnowszej płycie Katy Perry wciąż serwuje nam pop, jednak już od pierwszych dźwięków sprawia on wrażenie zupełnie innego, niż to, co otrzymywaliśmy do tej pory. Kompozycję tytułową, która otwiera krążek, zaliczam do tych przyjemniejszych punktów wydawnictwa. Szczególnie podoba mi się jej niebanalny „mostek” łączący zwrotki z zapadającym w pamięć refrenem. Przyzwoicie przedstawia się również jej warstwa tekstowa: If I lost it all today, would you stay?

Niemal wszystkie utwory na Witness utrzymane są w podobnej stylistyce, co czyni krążek spójnym, ale nie nużącym, bo jednak każda kompozycja czymś się wyróżnia – i ta cecha jest ogromnym plusem płyty. Wyjątkowo lubię charakterystyczne Tsunami, czy pozytywnie brzmiące Pendulum, którego refren na długo nie chce wyjść z głowy. Ciekawie przedstawia się również Power – nie obawiajcie się, pod tym tytułem nie ukrywa się żaden imprezowy banger. To kompozycja charakteryzująca się gładkimi, spokojniejszymi zwrotkami i uderzającym refrenem. Mieszane uczucia zostawia po sobie Hey Hey Hey, które jest irytujące i intrygujące jednocześnie. Podoba mi się jednak tutaj wokal Katy, szczególnie podczas śpiewania refrenu.

Co z singlami? Do Chained To The Rhythm długo nie mogłam się przekonać. Teraz całkiem lubię ten kawałek, którego największym atutem jest tekst maskujący się za dość wesołą melodią:

Are we crazy? Living our lives through a lens trapped in our white-picket fence like ornaments. So comfortable, we’re living in a bubble. So comfortable, we cannot see the trouble.

Rola promocji Witness przypadła również piosence Bon Appetit, która podobałaby mi się bardziej gdyby nie partia hip-hopowej grupy Migos. Zdecydowanie chętniej powracam do house’owego Swish Swish, którego kiedyś nie znosiłam, a dziś wręcz uwielbiam. Duża w tym zasługa Nicki Minaj, która swoim rapem urozmaiciła tę piosenkę, nadając jej charakteru. Podobne odczucia towarzyszyły mi co do utworu Deja Vu, w którym uwielbiam refren podszyty delikatnym, nienarzucającym się bitem.

Aż chciałoby się powiedzieć, że na Witness brak słabszych momentów, ale niestety tak nie jest. Roulette sprawia w moim odczuciu wrażenie jedynie zapychacza, podobnie zresztą jak nijakie, bez pomysłowe Bigger than me. Również ballady nie są mocną stroną tej płyty. Utwory takie jak Miss You MoreSafe As Draft czy Into Me You See zwyczajnie mnie nudzą. Gdzieś pomiędzy dryfuje również kompozycja Mind Maze, która przelatuje ledwo zauważalna.

Jak więc podsumować Witness? Ciężko byłoby mi powiedzieć, że jestem tą płytą zachwycona. Muszę jednak przyznać, że z pewnością o wiele bardziej chce mi się wracać do tego krążka niż do jakiegokolwiek innego od Katy Perry. Jest to bowiem album bardzo dobrze wyprodukowany, z pewnością bardziej dopracowany i precyzyjniej przygotowany niż poprzednie wydawnictwa wokalistki, która poprawiła się tutaj chociażby pod względem wokalnym. Piosenkarka nie atakuje nas już wprost komercyjnymi, banalnymi melodiami. Chce raczej pokazać się z zupełnie innej strony – może nie do końca mrocznej, ale na pewno już nie tej różowej i słodkiej jak dawniej. I, jak mam być szczera, pomimo tego, że mogę mieć co do najnowszego wydawnictwa artystki kilka zarzutów, to zdecydowanie bardziej wolę tę „nową Katy”, a samo Witness wśród innych popowych płyt przedstawia się naprawdę przyzwoicie.

3 KOMENTARZE

  1. W tytule czytamy „recenzja Alicji Surmiak”. Jednak Pani Alicja zamiast serwować nam porządną recenzję, dzieli się z nami swoimi opiniami i przemyśleniami na temat albumu – a to już nie jest recenzja tylko opinia.

    • Recenzja jest opinią, recenzja jest tekstem, w którym recenzent wyraża swoje zdanie, opinie, uwagi, przeżycia związane z danym filmem, płyta, piosenką, sztuką. Recenzja jest opinią.

      Jeśli nie jest to co tu powinno być?

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.