KAMP! w klubie Tama. Fotorelacja Katarzyny Mieszawskiej

6 października w poznańskim klubie Tama, odbył się drugi koncert z trasy Don’t Clap Hands zespołu Kamp! Było duszno, tłoczno i tanecznie, ale właśnie tak powinno być na dobrych koncertach, bo tylko wtedy, gdy brakuje Ci tchu, nogi bolą Cię od skakania, a gardło od śpiewania, to wiesz, że wieczór był udany.

Welcome, enjoy – czyli występ, którego nie chce się kończyć

 

Na koncertach tych panów bywam tak często, że przestałam już liczyć. Każdy występ „na żywo” jest dla mnie niesamowitym przeżyciem i zawsze mam wrażenie, że na nowo odkrywam i poznaję dobrze znane mi utwory tj. Cairo czy Distance of  The Modern Hearts, których nie zabrakło w sobotni wieczór. Pewnie zastanawiasz się drogi czytelniku, dlaczego utwory z debiutanckiego longplay’a pojawiły się na koncercie promującym nowy album? Nie oszukujmy się, Dare jest świetne, ale każdy fan wybierając się na muzyczne spotkanie, zawsze pragnie posłuchać też tych najlepiej znanych mu szlagierów.

 

Na poznański koncert wybrałam się z moim niezawodnym towarzyszem – aparatem fotograficznym. Wiadomo, telefonem robi się zdjęcia łatwiej, szybciej i od razu można pochwalić się fotą w sieci, tak żeby nic nikogo nie ominęło (ah, to F.O.M.O), ale jednak aparat ma magiczną moc. Wracając jednak do tego co chcę napisać. Pracując jako fotograf nauczyłam się, że najlepsze momenty zawsze dzieją się, gdy nie masz aparatu w ręce. Nie lubię kiedy uciekają mi kadry sprzed oka, dlatego jeśli tylko mam ze sobą sprzęt, to ciężko jest mi go tak po prostu odłożyć. Z tego miejsca pragnę przeprosić wszystkich fanów, którzy w tłumie oberwali ode mnie obiektywem w głowę!


Ze względu na aparat niestety nie mogłam bawić się w stu procentach, lecz potupałam trochę nogą przy Don’t Clap Hands, które porwało całą poznańską publiczność oraz nieco się wzruszyłam przy cudownej balladzie Drunk. Nie zabrakło też ostrego basu Dalidy i  tanecznego rytmu Mañany. Nie mogę nie wspomnieć o magicznej Nanette, którą słyszałam stojąc przy realizatorach dźwięku –  po tym kawałku można zbierać szczękę z podłogi.




Kiedy już zebraliśmy zęby, mogłoby się wydawać, że koncert się skończy, ale czym byłyby występ Kamp! bez Breaking a Ghost’s Heart?  Po takiej dawce muzyki, prawie, że na sam koniec chłopaki zaserwowali poznańskiej publiczności jeden kawałek z Ornety. Dorian to mój faworyt z tego krążka i już dawno nie słyszałam go na żywo. Tomek, Radek i Michał nieco go zmodyfikowali, lecz nowa wersja dobrze wpisuje się w cały set zaprezentowany na koncercie.  Teraz żeby Was nie zanudzać moim tekstem, trochę zdjęć – w końcu to ma być fotorelacje, nie?





















 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Chłopaki mają bardzo dobry kontakt z publiką, co można było zobaczyć nie tylko w trakcie koncertu, ale także po jego zakończeniu. Kilka minut po zejściu ze sceny Radek, Michał i Tomek pojawili się ponownie, aby rozdać autografy oraz porozmawiać z fanami. Rozmowy i wspominki z wcześniejszych tras trwały bez końca – był nawet zakład o słodkie eklery z jednej z cukierni na Jeżycach (w dalszym ciągu nie wiem kto go wygrał, ale podejrzewam, że jest 1:0 dla uśmiechniętej fanki z fotografią sprzed lat).





Jeśli jeszcze nie macie biletu na następne koncerty chłopaków, to nie czekajcie na ostatnią chwilę! Sprawdźcie czy Kamp! wystąpi w Twoim mieście na Follow The Step.

Czytaj również