Dominacja Brytyjek w muzyce trwa w najlepsze. Może nie do końca sprawdzają się w klubowych rytmach (słabe wyczyny Alexandry Burke), ale w ambitniejszych dźwiękach nie mają sobie równych. Piosenki Amy Winehouse, Adele czy Katie Meluy zna cały świat. Czy dołączy do nich Jessie Ware?
Kiedy pierwszy raz posłuchałam debiutanckiej płyty Jessie Ware zatytułowanej Devotion, określiłam brytyjską wokalistkę mianem młodszej koleżanki Sade Adu. Jednak im bardziej zagłębiałam się w album Ware, tym bardziej od tego porównania odchodziłam. Owszem, Jessie ma całkiem podobny głos do Sade Adu oraz równie świetnie sprawdza się w soulowej stylistyce, lecz nie próbujmy na siłę wkładać 27-letniej Brytyjki do jakiejś szufladki. Nie, żeby porównania do Adu były ujmujące. Jessie jest po prostu sobą, nie ogląda się na innych i robi swoje.
Muzyka, którą Ware prezentuje nam na swoim debiutanckim krążku to mieszanka szlachetnego popu, soulu, r&b oraz muzyki elektronicznej. Jessie udało się osiągnąć nieco chłodne brzmienie, ale za to bardzo eleganckie i wysmakowane. Po prostu z klasą. Płyta Devotion jest bardzo spójna i dopracowana. Piosenki są estetyczne i ciekawe.
Album otwiera tytułowe nagranie – Devotion. Co tu dużo pisać – jest po prostu niesamowite, takie magiczne. Zwraca na siebie uwagę delikatnością i subtelnością. Wokal Jessie idealnie współgra z melodią. Podoba mi się szczególnie fragment, gdzie artystka śpiewa
life with you is like a dream, without you there’s no way to be (PL: życie z tobą jest jak sen, bez ciebie nie mogę iść dalej).
To mój numer jeden ze wszystkich kawałków na debiucie. Bardzo lubię również Running ze świetnym momentem, kiedy Jessie śpiewając mocnym głosem brzmi zupełnie inaczej niż w pozostałych kawałkach. Uwielbiam też Night Light, które jest najbardziej wyrazistym kawałkiem na Devotion. Ciekawie prezentuje się też kawałek No to Love, który dla mnie jest ‘soulową wersją hip hopu’. Obok Jessie usłyszeć w niej możemy rapującego Dave’a Okumu, który jest producentem krążka. Warto również zwrócić uwagę na pogodne Sweet Talk i 110%. Świetnie prezentują się spokojniejsze utwory, do których zaliczyć możemy Swan Song, bardzo łagodne Taking in Water, nieco tajemnicze Still Love Me i różnorodne Something Inside.
Krążek Devotion jest świetny. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób po pierwszym zetknięciu się z tą płytą będzie ziewać z nudów i pytać o co tyle szumu. Trzeba naprawdę mocno wsłuchać się w utwory Jessie Ware, by móc odpowiednio je docenić. Ja na szczęście nie miałam problemu z tym, że piosenki nie odstają stylistycznie od siebie. Słuchanie Devotion to uczta dla naszych uszu. Co więcej, tego doskonałego dania możemy smakować długo. Nie nudzi się szybko. Skoro tak brzmi debiut Jessie Ware, to aż boję się myśleć, jak cudowna może być jej następna płyta. Nawiązując do tytułu jednej z jej piosenek – artystka dała z siebie 110%.
Jessie Ware na All About Music
Rising Stars: Kim jest Jessie Ware / Devotion – recenzja Zuzanny / Devotion – recenzja Marty

