Jazzombie – Erotyki (2016), recenzja Michała Kaźmierczaka

0
389

Nie będę ukrywał, że połączenie sił Lao Che i Pink Freud wzbudziło we mnie dreszczyk emocji. Na początku była wspólna trasa koncertowa, a później muzycy postanowili nagrać płytę – Erotyki to album właśnie tego projektu, który nazwano Jazzombie. Dreszczyk emocji był, włączyłem płytę – dreszczyk zniknął.

Czego się spodziewać po płycie stworzonej przez muzyków z zespołów, które bez wątpienia plasują się w czołówce najlepszych w Polsce? Pewnie olśniewającego krążka. Pewnie nowatorskiego krążka. Pewnie krążka, który będzie jednym z najważniejszych w roku jego premiery. I nie brać pod uwagę, że Lao Che po płycie Gospel nie nagrało już niczego równie genialnego? Otóż nie sposób jest nie brać tego pod uwagę. Erotyki to bez wątpienia płyta ciekawa, ale niestety – po takim składzie można, a nawet trzeba, spodziewać się czegoś więcej. Zwłaszcza, gdy na warsztat bierze się twórczość Juliana Tuwima, Jana Brzechwy, Bolesława Leśmiana czy Emila Zegadłowicza.

Zacznę od tego, co na Erotykach wyróżnia się szczególnie. Po pierwsze – drugi singiel. Sic! to utwór do wiersza Juliana Tuwima. Jest to zdecydowanie najlepsza piosenka pośród trzynastu kompozycji zawartych na płycie. Spięty chyba powrócił na moment do tworzenia rewelacyjnych linii melodycznych, co było jedną z jego głównych zalet na wyżej wspomnianej płycie Gospel, i obdarzył nią utwór Sic!. Wokalistę wspomaga leniwie płynąca muzyka i oczywiście świetny tekst – głębokie ukłony za te cztery minut. Drugim utworem, który koniecznie trzeba wyróżnić jest Z tymi wierszami, to trzeba uważać. Jest on jednym z niewielu tak energicznych, a dodatkowo tak mrocznych – idealnie komponuje się z tekstem. Trzecią piosenką, przy której zatrzymałem się na dłużej jest Ostatni gang bang – jako jedyna opatrzona tekstem Spiętego. Delikatna, lekko melancholijna muzyka kontrastuje tutaj z tekstem – zabieg udał się perfekcyjnie.

Tak, jak wspomniałem – płyta nie zwala z nóg. Poza utworami, które już wymieniłem mamy kilka ciekawych, ale też kilka nie do końca udanych. Z pewnością jednym z nich jest pierwszy singiel – Dziewiąta. Jest to oczywiście wariacja wokół przeboju Umówiłem się z nią na dziewiąta Henryka Warsa, z tym że jest to wariacja, mówiąc kolokwialnie, przekombinowana. Również rozpoczynający płytę Erotyk do wiersza Jana Brzechwy, ze swoim reggaeowym stylem nie robi wrażenia – bronią się tu chyba jedynie dęciaki.

Ciekawszym utworem jest już transowy Uczciwe… do wiersza Czesława Miłosza. Z kolei Miłość, która brzmi niczym kołysanka przed snem, wprowadza nas w ciepły klimat – zupełnie odmienny od tego, który wytworzyła Ewa Demarczyk, kiedy śpiewała ten tekst, bo pozbawiony dramaturgii, ale broniący się subtelnością. Dwa serduszka, cztery oczy również jest interesująco zinterpretowane – jest trochę karykaturalnie zaśpiewane i pozbawione ludowego klimatu. Uwagę przykuwa jeszcze surowe, wręcz punkowe, Przedwczoraj – drastycznie odmienne od całości, oraz Together – bardzo minimalistyczne, brzmiące jak swobodna improwizacja. Trzy pozostałe utwory to funkowe Ty jesteś moją miłością, hipnotyczny Szał oraz, przywołujące na myśl klimat pierwszej płyty Lao CheGusła, Sarajevo…Zagreb…Beograd.

Nie mogę powiedzieć, że zawiodłem się na płycie Erotyki – nie jest tak, mimo że mnie ona nie zachwyciła. Na pewno oczekiwałem czegoś wielkiego, czegoś bezkompromisowo genialnego, a dostałem płytę po prostu dobrą – z momentami słabszymi, ale i tymi z najwyższej półki. Z pewnością będę do niej wracał, ale jeszcze pewniejsze jest to, że będę czekał – na coś więcej niż tylko po prostu dobrą płytę.