Sobota z felietonem. Jak stworzyć hit lata?

Lato powoli dobiegło końca, więc nie pozostaje nam nic innego jak przygotować się na długie, jesienne wieczory. O lecie mogą nam niewątpliwie przypominać letnie hity, które jak grzyby po deszczu powstają co roku. W czym tkwi ich fenomen i jaka jest recepta na stworzenie letniego przeboju?

Na pewno takim hitem może być sezonowy utwór, który pojawia się, króluje przez jakiś, można go usłyszeć w każdej radiostacji a na każdej dyskotece porywa wszystkich. Z tegorocznym latem kojarzy mi się piosenka Tacabro pod zabawnym tytułem Tacata. I są to słowa, które przewijają się przez cały numer. Jak widać czasami wystarczy poskładać kilka sylab, aby uzyskać hit. Prostilinijność to na pewno jedna z cech letniego hitu. Co potrzeba dalej? odpowiedź wydaję się być prosta. A mianowicie melodia, która równiez powinna opierać sie na prostych rytmach, bez wyszukanych melodii. Szybko, łatwo i przyjemnie. Ważne, aby hit porywał do tańca, aby juz w pierwszych rytmach nogi same podrywały się do tańca lub chociaż chciały tupać w rytm muzyki. Czy to wystarczy? Żeby stać się sezonówką to jak najbardziej. podsumowując przepis na hit jest prosty: Nieskopmlikowany tekst (najlepiej kiljka sylab powtarzanych do znudzenia), banalna melodia wpadająca w ucho i motywująca do zabawy.

Jeżeli jednak popatrzymy na utwory, które oficjalnie zostały okrzyknięte mianem hitu lata to nie są one już tak proste w swojej budowie. W Polsce w plebiscycie RMF FM hitem lata okazały się Skrzydlate ręce polsko – ukraińskiej grupy Enej, natomiast w USA królowało Call Me Maybe kanadyjskiej wokalistki Carly Rea Jepsen. Trzeba przyznać, że Skrzydlate ręcę porywaja i nóżka sama przy nich przytupuje do rytmu. Może dzięki swojej skoczności okazał się ten numer hitem. Co do Jepsen to utwór jest na pewno zabawny, w szczególności klip, który do niego powstał. Do tego łatwo zauważyć, że Call Me Maybe to jeden, łatwy do zapamiętania rytm, który też wpada w ucho. I nie są to sezonówki, gdyz jak wiemy juz długi czas królują one w rozgłośniach radiowych.

W dużej mierze promocja gwiazd odbywa się obecnie poprzez media społecznościowe. Może tez dzięki temu Carly udało się wypromować swój hit. Call Me Maybe pierwsze usłyszeliśmy na YouTube i Twiterze, a dopiero później trafiły one do tradycyjnych mediów. Czy słusznie? Jak się okazuje tak i nawet rynek muzyczny ucieka już od tradycjonalizmu i gwiazdy coraz częściej zaczynają swoja promocję od umieszczenia swoich utworów internecie. I chwała im za to! Chociaż niezmienny pozostaje fakt, że puszczając w radiu jedną i tę sama piosenkę (o ile spełnia kilka warunków i niekoniecznie musi być na wysokim poziomie) w końcu stanie się ona hitem bez ingerencji w internecie. Wystarczy aby wpadała w ucho, podrywała do tańca i była wesoła.

W poprzednich latach na listach letnich list przebojów królowały m.in.: Umbrella Rihanny i Jay-Z (2007 rok), I Kissed a Girl w wykonaniu Katy Perry z 2008 roku, I Gotta Feeling repertuaru The Black Eyed Peas w 2009 roku, California Gurls Snoop Doga i Katy Pery w 2010 roku oraz ubiegłoroczne Party Rock Anthem – LMFAO. Jak łatwo zauważyć żadna z powyższych piosenek nie jest liryczno – melancholijna ani nie ma w sobie głębokiego przesłania. po prostu można się przy niej zabawić, jest skoczna, łatwa do zapamiętania i co najważniejsze wpadająca w ucho. Jednak jeżeli ktoś w Polsce postanowił zaśpiewać o parasolce to wątpliwa sprawa, że udało by mu się odnieść sukces, chociaż czasami nie warto wątpić w potencjalnego masowego odbiorcę. W myśl zasady rządzącej rynkiem komercyjnym wszystko ładnie opakowane i rozreklamowane można sprzedać. Przecież jeszcze nie tak dawno usłyszeć można było polskie Parasolki.

Skoro już jesteśmy przy polskiej scenie muzycznej to w ostatnich latach prym na listach przebojów wiodły takie utwory jak S.O.S Kasi Cerekwickiej z 2007 roku, Papaya Song Urszuli Dudziak z 2008 roku, Cicho z repertuaru Ewy Farney z 2009 roku. Rok później hitem lata był utwór Voleveremos grupy Volver natomiast w ubiegłym roku, tak jak i w tym, królował Enej i ich Radio Hello. O dziwo polskie piosenki nie należą do tych skocznych i zupełnie pozbawionych sensu. Nie są to bezmyślnie wypowiadane sylaby w myśl prostej linii melodycznej. Może z wyjątkiem Papaya song, jednak raz na sześć lat można to wybaczyć.

Jak widać recepta na hit wydaje się prosta. Czy jednak tak jest? Albo czy warto robić muzykę, by zaspokoić masowe potrzeby, często niezbyt wygórowanych słuchaczy? Chociaż z drugiej strony lato to czas zabawy, więc też potrzeba sezonowych, sylabowych prostych (u)tworów dzięki, którym można się pobawić, potańczyć i bez wzniosłości posłuchać tak zwanej muzyki.

Czytaj również