Andrzej Piaseczny – To co dobre (2012), recenzja

Andrzej Piaseczny znany z takich utworów jak Chodź, Przytul, Przebacz czy Rysowane Tobie nagrał kolejny krążek pod tytułem To co dobre. Czy faktycznie znajdziemy na niej wszystko to co dobre w jego twórczości, czy może artysta uległ amerykańskim producentom i zrobił krążek pod nich? Słuchając płyty utwór po utworze starałam się wychwycić z niej to co dobre. A oto rezultaty.

Czy Piasek pokazał ’to co dobre’ na swoim kolejnym krążku?

To co dobre to siódmy, solowy album w dorobku Andrzeja Piasecznego. Piasek stanął na wysokości zadania, nie podążał za zmieniającą się modą i pozostał wierny swojej stylizacji muzycznej. Płyta to kompozycja 10 „pościelówek” trafiających do serc szczególnie żeńskiej części publiczności. I chociaż artysta nagrał album w studiu Waterfront w Hudson, w stanie Nowy Jork, a wyprodukował  go Henry Hirsch – który współpracował z Madonną, Lennym Kravitzem i Mickiem Jaggerem – to pozostał wierny sobie. I to w nim cenię.

To co dobre to kontynuacja poprzedniego krążka Spisu rzeczy ulubionych z tym, że Piasek pokazał się nam jako dojrzalszy artysta. Oczywiście warto wspomnieć, że nadal współpracował on z Sewerynem Krajewskim i na siódmym krążku duet ten pokazał znowu kawał dobrej muzyki.

Przechodząc do konkretów: To co dobre to kompozycja 10 ballad, które łagodnością i dosadnymi tekstami łapią za serce. Pierwszy singiel, o tym samym tytule co cała płyta, zaskarbił sobie fanów i mimo swojego liryzmu zdobył listy przebojów. Drugi – Z dwojga ciał również jest lirycznym nieco  melancholijnym wykonaniem, ale przecież z tego jest znany Piasek, więc nie powinniśmy się dziwić. Zwłaszcza teksty przyciągają uwagę słuchacza, gdyż są o czymś. Nie są muzyczna papką, sklejką bezsensownych wersów. Są głębokie, przemyślane i co ważne nie obrażają inteligencji słuchacza.

Warto zauważyć, że do tej pory znaliśmy Piaska z łagodnych wykonań. Na tym krążku, mimo jego liryzmu możemy usłyszeć nieco mocniejszy głos i trochę inny akompaniament niż do tej pory. Bardziej garażowy, jednak nadal na wysokim poziomie na szczęście bez zbędnych ozdobników, które zazwyczaj są przesadzone.

Osobiście najbardziej ujął utwór Miłość nie chce czekać ani dnia. Nie tylko za sprawą tekstu, ale również aranżacji. Gitara, którą słychać w tle sprawia, że piosenka jest wyrazista a sam Piasek pokazał w niej swoje możliwości wokalne. Kolejny utwór, który również utkwił mi w pamięci to W liniach życia, chyba poprzez swoja łagodność. Z kolei utwór O wiolonczelach pokazał moc duetu Krajewski – Piasek.

Słabe punkty? Jak dla mnie to jedynie okładka z twarzą Piaska. Słychać, że w takim repertuarze artysta czuje się najlepiej. Krążek bez zbytniej oryginalności, nie podążający za szybko zmieniającymi się modami. Klasycznie i prosto, czyli niby zwyczajnie, ale dobrze. Wokal Piasecznego dopełniony odpowiednimi instrumentami w połączeniu z przemyślanymi tekstami  daje zwyczajną, jednak dobrą kompozycję. I choć wydawać by się mogło, że skromna linia melodyczna może być wadą albumu to w zupełności wystarcza a uzupełniają ją teksty utworów. Duży plus należy się również za nie. Zaplątane prawdy o życiu w liryczne metafory pozwalają na indywidualną interpretację dla słuchacza i pozwalają mu na własne przemyślenia.

Czytaj również