Fismoll i Ifi Ude zagrali w Gdańsku, relacja Sandry Szepietowskiej

Bardzo rzadko bywam na kameralnych, klubowych koncertach. Pewnie dlatego, że większość artystów, których lubię słuchać na żywo, to gwiazdy światowego formatu, dające w Polsce, koncerty tylko dla mas. Bardzo więc ucieszyłam się z możliwości pojawienia się na koncercie Ifi Ude i Fismolla w gdańskim klubie Żak. Tak jak twórczości i postaci Ifi Ude za dobrze nie znałam, tak Fismolla – od dnia premiery jego debiutanckiej płyty – wielbię pod niebiosa.

Trochę się bałam tego zderzenia kultur i jak się potem okazało – słusznie. Zarówno Ifi jak i Fismoll to zjawiskowe odkrycia polskiej sceny muzycznej, ale jednocześnie zupełnie inne. Żadnemu z nich nie można odmówić talentu, jednak łączenie, tak bardzo różnych doznań muzycznych, bywa często ryzykowne.

Ifi Ude jest stworzona do tego by występować na scenie i obcować z publiką, to po prostu sceniczna bestia. Jej piosenki, wykonane na żywo zyskują zupełnie nowy wymiar. Artystka bardzo szybko zniwelowała dystans między zespołem a publicznością i zyskała sympatię wszystkich zgromadzonych osób. Szczególnie miłe było zaproszenie do wspólnego tańca na scenie, przy oszałamiającej piosence Day. Na sali zapanowało istne muzyczne szaleństwo. Ten koncert to była pełnia mocy muzyki elektronicznej połączonej w niecodzienny sposób z charyzmatycznym głosem wokalistki. Tego wszystkiego nie da się określić nazwą jednego gatunku muzycznego, ale momentami nie mogłam oprzeć się skojarzeniom z ekscentryczną Bjork i etnicznym Crystal Fighters.

Zobacz zdjęcia na facebooku Klubu Żak

Podsumowując, Ifi zagrała świetny koncert, robiąc przy tym niesamowite show, jednak nijak to się miało, do tego co potem pokazał nam Fismoll.

Jego muzyka to synonim spokoju i piękna. Młody Arkadiusz, swoim lirycznym głosem, już  po chwili zaprosił wszystkich, do świata pełnego błogiego ukojenia. W swojej set liście zawarł wszystkie kompozycje z debiutanckiej płyty At Glade. Ponadto na prośbę publiczności wykonał dwa razy utwory Let’s Play Birds i Look At This. Razem z Fismollem wystąpił pięcioosobowy zespół w skład, którego wchodziły: wiolonczelistka, skrzypaczka, perkusista i dwóch gitarzystów. Fismoll to niewątpliwie uosobienie skromności i wdzięku. W tym wszystkim jednak, najbardziej niesamowite jest to, że tak młody człowiek  potrafi tworzyć i śpiewać tak dojrzale. Bardzo mile, zaskoczył mnie również kontakt z publiką i ogromny dystans artysty do własnego występu. Muzyczny świat byłby dużo piękniejszy gdyby, każdy z muzyków, darzył takim szacunkiem swoją publikę.

Po tym genialnym koncercie miałam okazję zamienić z Fismollem kilka słów i dowiedziałam się, że At Glade to dopiero początek muzycznych doznań, a materiał na nową płytę jest już prawie gotowy i czeka na swoje chwile chwały.

Zobacz zdjęcia na facebooku Klubu Żak

Czytaj również