Na wstępie pozwolę sobie zacytować: Tak wielki talent jak Fismoll to już kategoria: NIEPRZYZWOITE. Ten chłopak upłynnia mi serce – tak o muzyce artysty wypowiedziała się doświadczona, starsza koleżanka po fachu, Katarzyna Nosowska.
Zdumiewający debiut młodego Fismolla
Kim jest młodzieniec, który tak dobre wrażenie zrobił na pani Nosowskiej? Zanim zdradzę jego nazwisko, powiem Wam jeszcze, że singiel promujący krążek At Glade, o tytule Let’s Play Birds , przed premierą (na marginesie miała ona miejsce 18 czerwca) został Piosenką Dnia w Programie Trzecim Polskiego Radia. Nie chcę tu promować konkretnej stacji radiowej, ale przyznać muszę, że Trójka wyróżnia się wysokim poziomem. Czy może jednak nie mam racji?
No dobrze, ale nie zapędzaj się autorka, co z tym Fismollem! Proszę bardzo, najpierw włączcie sobie jego muzykę:
Czy wrażliwość kompozycyjna, subtelnie skrojone teksty i tembr głosu przywołujący w pamięci takich wykonawców jak Damian Rice czy Sigur Rós, nie wprawiają w zdziwienie, jeśli weźmie się pod uwagę, że jest to debiutujący artysta? Dodatkowo szokującym jest, że muzyk urodził się w 1994 roku i ma zaledwie (szybciutko liczymy na palcach) 19 lat! Uczeń poznańskiej, prestiżowej tkw. Szkoły Talentów – Arkadiusz Glensk- syn wiolonczelistki i skrzypka. Od małego obcował z muzyką. Nic dziwnego, że jako berbeć nie miał oporów przed dźwiękowym wyrażaniem się. Podśpiewywał sobie najczęściej w tonacji fis-moll, co zauważył jego ojciec. Arkadiusz postanowił, że taki będzie jego pseudonim artystyczny.
Jego debiutancka płyta szlifowana była w Londynie przez Mandy Parnell, która współpracowała m.in. z Bjork, czy Depeche Mode. Dzięki temu brzmi zapewne tak niebywale profesjonalnie. Niemałym atutem jest wykorzystanie sporej ilości instrumentów. Na krążku nie zabrało: skrzypiec, wiolonczeli, altówki, cymbałów, bębnów, no i oczywiście gitary oraz pianina. I chyba skrzypce odgrywają tutaj najistotniejszą rolę. Bowiem wprowadzają odbiorcę w niemal baśniowy klimat.
Całe wydawnictwo jest gratką dla fanów indie rocka. Wyśpiewanei wygrane delikatnie, niemal intymnie. Sam muzyk przyznaje się, że utwory to tak naprawdę spisane jego wspomnienia lub efekt wrażeniowy tych wspomnień. I jak Zachód przyzwyczaił się do takich utworów, tak w Polsce jest to smakołyk, który póki co jest rarytasem.
Krążek zawiera 10 piosenek silnie oddziaływających na emocje słuchacza. Płytę rozpoczyna Flowering – z silnie zaznaczonymi skrzypcami, niezwykle intymny, kończy natomiast Look At This – tutaj rolę, oprócz świetnej muzyki, gra niemal ekshibicjonistyczny, wyszeptany przez młodego artystę tekst i perkusja, która po raz pierwszy daje się we znaki. Z kolei Close To The Light to delikatność wokalna Damiana Rice’a w połączeniu z akustycznym brzmieniem gitary. I… mogłabym opisać każdy utwór, ale nie, nie odbiorę Wam przyjemności z pierwszego słuchania. Zwróćcie tylko jeszcze uwagę na naturę, przyrodę, która jest wyczuwalna w piosenkach.
Krytycy są zgodni do tego, że Fismoll to twór na poziomie światowym. Szufladkując go z wcześniej wymienianymi artystami, robiłam to nie tylko w celu ukazania podobieństwa. Ten młodziak dorównuje im i bez obaw mógłby stanąć z nimi w szranki. Bardzo dojrzałe teksty, jednorodna kompozycja, wyczucie i subtelność – to cechy charakterystyczne jego twórczości. Szczerze polecam! Melancholijność wyzierająca z głośników, nie powoduje w tym przypadku smutku czy przygnębienia. Wręcz odwrotnie! Jest to iskierka rozpalająca nastrój zadumy i refleksji, dająca jednocześnie uczucie nadziei. Płyta znakomicie nadaje się na długie jesienne wieczory. Myślę, że świetnie sprawdzi się w trójkącie z kocem na kolanach i herbatą w ręku.Niech tradycji w przypadku tego co mi się podoba stanie się za dość- czyli podsumowanie jak zwykle- włóżcie na uszy słuchawki z muzyką Fismoll. Nie gwarantuje, że Wam się spodoba, ale przyzwoitość w poznawaniu nowości, a Fismoll na skalę polską niezaprzeczalnie jest czymś nowym, nakazuje sprawdzić, co w trawie piszczy, śpiewa, szepcze…

