Fetty Wap to debiutancki hip hopowy album, który swą nazwę zawdzięcza artyście z niemal 460. milionami odtworzeń na Youtube. Dodatkowo Trap Queen ma niemal 304 miliony odsłuchań na Spotify i zajął 2. miejsce na liście przebojów Billboard 100. Mówi się, że to jednooki artysta jednego przeboju. Czy naprawdę? Pora się przekonać.
Słuchając albumu niestety mam wrażenie, że jest mocno przeciętny. Yeah baby, uh i 1738 przewijają się przez całą płytę razem z charakterystycznym sposobem śpiewania i sprawiają, że ciężko nam rozróżnić niektóre utwory. Istnieje bardzo cienka linia między oryginalnością i własnym stylem, a powtarzalnością i brakiem nowego pomysłu. Mimo, że Fetty Wap to pierwszy artysta, którego 4 piosenki były w Top 10 listy Hip – Hop/R&B Billboard w minione wakacje (Trap Queen, 679 feat. Remy Boyz, My Way i Again), to Trap Queen bije je wszystkie unikatowym stylem i świeżością.
Najbardziej razi mnie rapowanie nie do rytmu w wielu utworach. Kwintesencją hip hopu jest nienaganne wstrzelenie się w tempo, w przeciwnym razie brzmi to strasznie. Jugg i D.A.M. to niezłe piosenki, ale właśnie brak w nich wyczucia tempa wyjątkowo je psuje. W Rock My Chain podobnie, a dodatkowo jest zupełnie bez pomysłu i śpiew brzmi jak jakieś jęczące dziecko. Dawno nic tak nie działało mi na nerwy. I’m Straight w wielu momentach śpiewane jest za szybko, ale gdyby lepiej zmiksować i pousuwać yeah baby, mielibyśmy całkiem ciekawy utwór.
Płyta jest pełna przeciętnych piosenek, połowy z nich po prostu bym się pozbyła, szczególnie tych przepełnionych tym samym pomysłem muzycznym. Nie rozumiem też czemu 679 na płycie zostało okrojone tylko do współrapu Montiego – wersy P-Dice’a w moim przekonaniu dodają energii temu fajnemu kawałkowi:
Fetty Wap zaskakuje mnie swoim pozytywnym podejściem i dość romantyczną naturą. Mimo utraty wzroku w jednym oku przez jaskrę i zajmowaniu się narkotykami jako sposobem na życie, znalazł inne rozwiązanie. Dobrze, gdyby podobnie postąpił w muzyce. Trap Queen to piosenka o równouprawnieniu w domu, w My Way twierdzi, że strzeli w łeb każdemu kto spróbuje ukraść jego dziewczynę, a w Again chce z powrotem dziewczynę, mimo że zdaje sobie sprawę, że jego styl życia doprowadza ją do szaleństwa.
Pozytywnie zaskakuje mnie też część Fetty Wap. RGF Island to genialny utwór, moją opinię zdaje się potwierdzać 8. miejsce na liście Hip Hop/ R&B Billboardu. Super podkład, piękna melodia i ciekawe wokale pod koniec utworu. Ciężko mi powiedzieć, czy zostawiłabym to yeah baby w tle – tu wyjątkowo nie razi, ale przesyt w całym albumie sprawia, że ciężko ocenić, czy to dobry pomysł. Time i No Days Off to świetne przykłady piosenek, w których charakterystyczny styl jest zachowany, a jednak są oryginalne. Tekst w tej pierwszej jest jednym z lepszych. Refreny w obu utworach są świetne, jednak pojawienie się Montiego w drugim, jest całkowicie niepotrzebne. I Wonder bardzo mi się spodobało przy pierwszych słuchaniach płyty, jednak z czasem straciło swój blask.
Trap Luv bardzo przypomina mi wokalnie Gucci Mane’a, szczególnie na początku. Jest to jakiś pomysł na to, żeby głos Fetty Wapa nie brzmiał ciągle tak samo, bo jego barwa może się podobać, ale może być też irytująca. W Boomin bardzo mi się podoba mroczniejsza strona tego artysty. Jego głos w wielu miejscach brzmi o wiele ciekawiej. Słysząc started from the bottom, chcąc nie chcąc, mamy w głowie dalszy ciąg linijek Drake’a now we’re here, a Fetty rozkłada nas na łopatki krótką, pomysłową końcówką hallelujah, która kontrastuje znaczeniowo z poprzednim.
Podsumowując, Fetty Wap to momentami ciekawa propozycja hip hopowa. Brak wyczucia rytmu psuje wiele utworów, jednak jeśli ktoś nie wyczuwa tego silnie, to są w show biznesie osoby z podobnym problemem, które odnoszą sukces. Za dużo powtarzalności, za mało zróżnicowania i trudno mi ocenić czy artysta chciał w ten sposób podkreślić swój styl i przesadził, czy po prostu nie umie wymyślić nic innego. Moim zdaniem płyta wymagała wiekszego dopracowania i przemyślenia, ale nie mam wątpliwości, że w tym artyście drzemie olbrzymi potencjał. Jeśli do sławy podejdzie z pokorą, a krytyczne uwagi przyjmie do siebie, może zajść naprawdę daleko.


