Marina Lambrini Diamandis (bo tak brzmi jej prawdziwe imię i nazwisko) to brytyjska wokalistka wykonująca muzykę z pogranicza indie popu, popu i elektroniki. Popularność zdobyła dzięki albumowi The Family Jewels i wydanych z niego singli (największymi hitami okazały się piosenki I Am Not a Robot oraz Hollywood). Potem o artystce trochę przycichło, żeby w zeszłym roku znowu zaczęto o niej mówić. Jednak coś chyba poszło nie tak, bo krążek Electra Heart nie stał się tak popularny jak poprzedni. No i przede wszystkim zyskał dużo słabsze recenzje. Czy po czymś takim mogę mieć pewność, że Marina & the Diamonds mnie nie zawiedzie?
Choć krążek Electra Heart (w przeciwieństwie do poprzedniego) pełny jest popu i electropopu, to nie można powiedzieć, że wokalistka się skomercjalizowała. Album jest koncepcyjny. Opowiada historię tytułowej Electry Heart – gwiazdki zapatrzonej w siebie, dla której najważniejsze są sława i romanse. Marina & the Diamonds upodobniła się trochę do topowych wokalistek pokroju Rihanny. Choć płyta nie jest tak dobra i oryginalna jak The Family Jewels, to warto dać jej szansę. Artystka tak dobrze orientuje się w electropopie, że wciąż słychać, że krążek jest jej.
Płytę promowały trzy single. Pierwszy z nich – Primadonna – nakreśla, a właściwie to nawet obnaża, to co znajdziemy na płycie. Piosenka łączy w sobie mocny, elektryczny bit (zwrotki) ze znacznie spokojniejszymi dźwiękami (refren). Można powiedzieć, że to takie Electra Heart w pigułce. Podobny patent został wykorzystany w drugim singlu – Power & Control. Jednak ten utwór bardziej mi się od Primadonny podoba. Ostatnim singlem zostało umieszczone jedynie na amerykańskiej wersji krążka How to Be a Heartbreaker. Choć za pierwszym razem kawałek strasznie mi się nie podobał, to dziś lubię sobie go posłuchać. To chyba najbardziej przebojowa i taneczna piosenka na płycie.
Z Mariną na pewno nudzić się nie będziemy. Każdy utwór jest zupełnie inny, a mimo tego album sprawia wrażenie bardzo spójnego. Zaraz na początku krążka umieszczony został prawdziwy dynamit – Bubblegum Bitch. Numer nawiązuje trochę do rocka. Bardzo podoba mi się ten gitarowy motyw i zadziorny tekst. To jednak wyjątek na Electra Heart. Później dostajemy zupełnie inne piosenki. Mamy więc podszyte elektronicznym bitem (choć całkiem spokojne) Lies, nieco nudne Hypocrates czy electropopowe Living Dead.
Z podstawowej wersji albumu najbardziej podoba mi się utwór Starring Role. Jest to całkiem spokojna, ale mimo tego tajemnicza i wciągająca piosenka. Smutna i po prostu powalająca. Wokalistka brzmi w niej świetnie. Podoba mi się też opowiadający o miłości tekst. Wbrew pozorom sporo tu innych, spokojnych numerów. Warto wyróżnić nieco musicalowe Teen Idle, posiadające świetny refren Valley of the Dolls, rewelacyjne The State of Dreaming (które jednak rozkręca się w refrenie) oraz Fear and Loathing. Ten ostatni utwór różni się od pozostałych na Electra Heart. Powiedziałbym nawet, że tu nie pasuje, ale dziś nie wyobrażam sobie tego krążka bez Fear and Loathing. To nieco elektroniczna, ale piękna i wzruszająca ballada.
A co znajdziemy na wersji rozszerzonej albumu? Przede wszystkim utrzymane w klubowym, electro house’owym klimacie Radioactive. Numer zupełnie nie w stylu Mariny. Kiedy po raz pierwszy go usłyszałem, zacząłem się doszukiwać wśród producentów nazwiska Calvina Harrisa. O dziwo go tam nie znalazłem. Artystka jednak całkiem nieźle odnalazła się w tej komercyjnej, tanecznej piosence. Bardzo lubię również najbardziej popowe (ale wcale niegłupie) Sex Yeah. Przekonałem się do błyskotliwego, imprezowego Lonely Hearts Club. Nie podoba mi się natomiast ostatnia z piosenek z deluxe’a – Buy the Stars. To chyba jedyna ballada z tego albumu, w której nie ma ani trochę elektroniki. Mimo tego nie przypadła mi do gustu. Jest po prostu nieco nudna i zbyt nijaka.
Na The Family Jewels sporo było prześmiewczych tekstów. Jako przykład mogę podać chociażby Girls czy Hollywood. Na szczęście nie Marina nie odeszła od szydzenia z np. głupich dziewczyn. W Bubblegum Bitch padają słowa:
Got a figure like a pin-up, got a figure like a doll. Don’t care if you think I’m dumb, I don’t care at all. Candy best, sweety pie, wanna be adored. I’m the girl you die for (PL: Mam figurę jak dziewczyna pin-up, mam figurę jak lalka. Nie obchodzi mnie, że myślisz, że jestem głupia, W ogóle mnie to nie obchodzi. Najlepszy cukierek, słodziutki, chcę być uwielbiana. Jestem dziewczyną, za którą będziesz gotów umrzeć).
Pozostałe utwory są jednak dojrzalsze i po prostu lepsze tekstowo. Uwielbiam teksty do Lies i Hypocrates. W Starring Role pojawiają się słowa:
It almost feels like a joke to play out the part When you are not the starring role in someone else’s heart You know I’d rather walk alone, than play a supporting role If I can’t get the starring role (PL: Całe to przedstawienie wygląda jak żart Kiedy nie masz głównej roli w czyimś życiu Raczej będę kroczyła przez życie samotnie, niż grała drugie skrzypce Jeśli nie mogę dostać głównej roli)
W Fear and Loathing natomiast Marina śpiewa, że nie chce już żyć w strachu.
Płyta Electra Heart zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Nie jest jakaś szczególnie ambitna, ludzie nie będą o niej pamiętać za 50 lat. Ale w kategorii electropop z czystym sumieniem stawiam ją wysoko. Marina & the Diamonds po raz kolejny nie zawiodła. Już czekam na kolejny krążek.

