Marina And The Diamonds to prawdziwa perełka na brytyjskiej scenie muzycznej. Trochę niedoceniana, choć bardzo charyzmatyczna. Widać że ma swój własny świat, własny ale interesujący. Z jej twórczością spotkałem się już za sprawą debiutanckiego krążka The Family Jewels, po którym stwierdziłem że tkwi w niej potencjał.
Chcąc pokazać to co w niej najlepsze, w 2012 roku ukazał się krążek Electra Heart. Jeszcze lepszy niż jego poprzednik, a to skutkuje że chce jej się po prostu słuchać. Nowa płyta to również nowy image a więc Marina stara się być już nie tylko wokalistką a artystką. Czy udany? Twierdzę, że całkowicie pasujący do klimatu muzycznego tej płyty. Można by powiedzieć, że jest naprawdę primadonną – taką jaką nazywa się w piosence.
Pierwszy numer na płycie – świetny. Bubblegum Bitch dobrze wprowadza w klimat krążka, pokazuje jego najlepsze strony, ale tym samym zachowuje nutkę tajemniczości. To, co wyróżnia Marinę na tle innych wokalistek to bardzo intrygujące teksty (Jestem Panną Cukierkowo-Różową o alkoholowych ustach, Będę słodką aż do mdłości suką). Mogą one być postrzegane jako wulgarne, kipiące erotyzmem, ale także jako proste w przekazie dla normalnego słuchacza. I ta druga wersja bardziej mnie przekonuje.
http://youtu.be/S823a0vA3Ko
Pierwszym singlem promującym album była wspomniana już Primadonna. I był to dobry wybór. Kompozycja typowo dance`owa z elementami elektroniki ciekawie prezentuje materiał z płyty. No i głos. Marina ma ciekawą barwę, taką z którą się jeszcze nie spotkałem. Taki niby dziewczęcy, ale z pazurem. Nie zgadzam się z wyborem drugiego singla – Power & Control. Jest to dobry utwór z niezłym bitem. Prędzej naawałby się jednak jako tylko singiel promocyjny – w klubowej odsłonie. Póki co ostatnim singlem zostało How To Be A Heartbreaker, które znajduje się tylko na amerykańskiej wersji płyty. Jest to mój ulubiony utwór z Electra Heart – bardzo mnie wciągnęło jego brzmienie, czuć nawiązania i inspiracje futuryzmem.
Całkowicie nie trafiają do mnie spokojniejsze i mniej odważne utwory. Lies wydaje się za bardzo monotonne, a balladowość nie pasuje mi do ogólnego wyrazu tego krążka. Podobne zdanie mam o Starring Role – dziwna groteskowość brzmienia i nie zwracająca mojej uwagi melodia. Jest jednak jeden wyjątek. Utwór The State Of Dreaming, które swoją prostotą pokazuje, że Marinę stać na piękną balladę.
Wśród potencjalnych kandydatów na single proponowałbym Hypocrates albo Radioactive. Pierwszy utwór to typowy pop, ale w niezwykłej odsłonie. Marina mogłaby zyskać nowych słuchaczy, którzy nie znają zbytnio jej twórczości. Radioactive zaś, było co prawda już singlem promocyjnym, ale jako fizyczny singiel mógłby się sprawdzić w radiach. Wokalistka bardzo eksponuje tu swój nieskazitelny głos i czaruje nim słuchacza. Interesujące są momenty, w których wydobywa bardzo wysokie rejestry głosowe – kolejny atut.
O Electra Heart można na pewno powiedzieć, że to kawał dobrej roboty. Nie jest idealna, ale wokalistka postarała się o spójną całość prezentując swoje największe atuty. Jeśli będzie robić takie postępy jak pomiędzy The Family Jewels a Electra Heart, z całą pewnością usłyszy o niej większa liczba słuchaczy. Już teraz z niecierpliwością czekamy na kolejną odsłonę Mariny na nowym trzecim już albumie.

