Echosmith – Talking Dreams (2015), recenzja Joanny Gulewicz

Mimo, że Echosmith zostało założone aż sześć lat temu, być może jeszcze o nich nie słyszeliście. Słyszeliście natomiast na pewno ich wielki przebój Cool Kids, który w ostatnim czasie święci triumfy na wszelkich listach przebojów. Ta utalentowana czwórka rodzeństwa pochodzi ze słonecznej Kalifornii i mimo bardzo młodego jeszcze wieku (wszyscy między 16-tymn, a 21-ym rokiem życia), z całą pewnością wie czego chce. Cool Kids zdążyło podbić serca fanów i zająć zaszczytne 13-te miejsce na amerykańskim  Billboard Hot 100, a RIAA przyznało mu platynę za ponad milionowy nakład sprzedaży. To naprawdę duży sukces, jeśli wziąć pod uwagę, że artyści nagrali kawałek niemal trzy lata! Początkiem lutego wyszedł w Polsce debiutancki album EchosmithTalking Dreams. Zapraszam do lektury!

Krążek otwiera przepełnione pozytywną energią singlowe Come Together. Bazę utworu stanowi pulsująca, rytmiczna gitara, której towarzyszy spora ilość raczej dość banalnej elektroniki i całkiem niezła, jak na 16-latkę ścieżka głosu. Młodzieńcza euforia osiąga zenit w refrenach, gdzie głos wokalistki nabiera mocy i wspina się w stronę wyższych rejestrów, czemu towarzyszy „rozbłysk” syntetyzatorów – również oscylujących wokół wysokich partiach pięciolinii. Ten techniczny zabieg pozwolił wpuścić w utwór sporo „słońca” ale i całość została utrzymywana w skocznej, durowej i pogodnej tonacji. Teledysk skupia się na problemach życia garstki nastolatków, czyli sobotnia koza i złośliwostki sprawiane opiekunowi.

Euforyczny nastrój radości i wakacyjnej beztroski utrzymuje się również w Let’s Love. Także tutaj głównym filarem utworu jest silnie zdynamizowana sekcja strunowa, której odpowiada młodzieńczo skoczny i żywiołowy wokal – to wokalistki, to znów jej brata. Melodia wiodąca kawałka do skomplikowanych raczej nie należy, choć urzeka beztroską i wdziękiem.

Singlowe Cool Kids to wdzięczna i urocza piosenka, z drobną nutką melancholijnej refleksji. Kawałek rozpoczyna się od muzycznego dialogu pojedynczych dźwięków gitary z wokalem Sydney. Wraz z rozwojem utworu kawałek nabiera tempa i obrasta w wielodźwiękowość i dynamikę. Powoli z tła wyłania się coraz więcej elektroniki i instrumentarium, łącząc się w harmonijną całość z głosem wokalistki. Całość jest spokojna i stonowana, dzięki łagodnemu mariażowi durów z molami, które bliskie są brzmieniem balladzie. Bardzo podobnie brzmi utwór Safest Place.

W March Into The Sun tempo nieco zwalnia, wysuwając na plan pierwszy wokal. Dość nieciekawe i przewidywalne zwrotki, bazujące na gitarowym brzdąkaniu i monotonnym śpiewie, nieoczekiwanie zmieniają się w refrenach. Zarówno melodia odbiega tutaj znacznie od motywu wiodącego, ale również i wokal nieco odchyla się od przewidywalnej linii melodycznej, ciążąc w kierunku wysokich rejestrów i trzeba przyznać, że tej młodej damie wychodzi to całkiem nieźle. Bliźniaczy wydaje się względem niego kawałek Nothing’s Wrong.

Come With Me z kolei to kolejny prześwit dynamiki i młodzieńczej euforii. Motyw wiodący wyznacza dynamiczny, acz subtelny motyw gitarowy, bardzo charakterystyczny dla dream popu i wszelkiej maści współczesnej „słonecznej” i lekkiej kreacji. W ślad za nim podąża wokal, który w zwrotkach utrzymuje stonowanie i spokój tła muzycznego, by w refrenach wybuchnąć, mieniąc się mnogością odcieni radości. Podobnie został skonstruowany utwór Run Off In The Night.

Ostatni singiel z albumu – Bright to kołysząca i wdzięczna pół-akustyczna, ballada bliska gatunkowi country. Zwrotki zawierają urocze akustyczne elementy gitarowe, którym asystuje gładki i spokojny wokal. Stopniowo w utworze pojawiają się elementy elektroniczne, czy perkusyjne ale w żadnym wypadku nie przyćmiewa to rozkołysanej i subtelnej oprawy utworu. Podobnie rzecz się ma z Tall Her You Love Her.

W tytułowym Talking Dreams mamy do czynienia z gwałtownym powrotem charyzmy i żywiołowości.  Dosyć nieciekawe, niby zwichnięte zwrotki cudownie rozkwitają w refrenach, otwierając się na szeroką przestrzeń muzyczną. Dzięki pojawieniu się w refrenach zaśpiewów chórkowych, które wznoszą się wzwyż pięciolinii i osiągają wysokie rejestry, mamy wrażenie, ze utwór wzlatuje w jasne, wakacyjne niebo i pociąga za sobą linię wokalną. Jest beztrosko, słonecznie i uroczo.

No i nareszcie zamykające płytę Surround You. Tutaj nastrojowość gwałtownie się zmienia i młodzieńcza euforia pryska, ustępując miejsca melancholijnej, stłumionej kołysance. Na plan pierwszy wybija się tutaj głos Sydney, który tak naprawdę konstruuje całość utworu. Reszta dźwięków i chórków w tle stanowi jedynie tło dla sekcji głosowej. Subtelna i kołysząca struktura utworu stopniowo obrasta w dźwięki, zaś wokal wzrasta w mocy, by wybuchnąć pod koniec, niczym przysłowiowa spadająca gwiazda.

Podsumowując krążek chyba całkiem udany, a przede wszystkim pełen pozytywnych emocji. I taki urzekająco letni, beztroski, przywodzący na myśl niekończące się wakacyjne noce z ugwieżdżonym niebem w tle i pierwszym przebłyskiem poranka. Na pewno bardzo udany debiut, a jeśli wziąć pod uwagę wiek samych artystów, to niemal perełka!

echosmith-talking-dreams

Czytaj również