Cukier – CK Anderson (2021), recenzja Darii Radomskiej

Inne recenzje

Debiut chłopaków z Cukru wywołał w ubiegłym roku niemałe zamieszanie. Pod pozorną słodkością okazało się, że wcale nie jest aż tak kolorowo. Wydało się, jak bardzo wielowarstwowym i nieoczywistym są tworem. Brutalnie i dobitnie komentującym otaczającą nas rzeczywistość. Pięknie żonglującym słowem i wykraczającym poza muzyczne schematy. Nieco ponad rok później duet CabońKrebs spuszcza na polską scenę kolejną muzyczną bombę.

Preorder: Cukier - "CK Anderson" CD z autografem i spersonalizowaną wlepką  Sklep z muzyką

„Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie?” – pyta grupa w jednym z początkowych numerów. Mały spoiler alert, bo ja już wiem. Będzie głośno i bardzo zaskakująco. Chyba nikt nie był na to gotowy. Chociaż  już Jedynka pokazała nam, jak bardzo wielowarstwowy i nieoczywisty jest Cukier, wydaje się, że nowy album przenosi nas na wyżyny  twórczego kunsztu. Pierwsze słowo, jakie ciśnie mi się na usta po przesłuchaniu całości to „obłęd”.

Zaczyna się z przysłowiowej grubej rury. Spaliłem dla niej Rzym – już w pierwszym wersie pierwszego utworu deklaruje podmiot liryczny. Chłopaki nigdy nie bali się mocnych słów, a ta piosenka to idealne potwierdzenie tego, że albo wszystko albo nic.  Już od samego początku jest intensywnie. O ile debiutancki album, Jeden, pomimo dość mrocznej warstwy lirycznej kontrastował brzmieniowo, tutaj wszystko wydaje się być bardziej spójne. W tekście pada bardzo istotny cytat, którego motyw przewija się również w dalszej części albumu – „nikt nie rodzi się złym”. Czy aby na pewno?  Pewne jest, że na nasze decyzje często składa się wiele czynników,  nie często jednak zdajemy sobie sprawę  z tego, jakie niosą one konsekwencje.

Pamiętam, gdy na długi czas przed premierą albumu miałam okazję usłyszeć Chłopcy są na mieście. Wtedy chyba nie do końca zdawałam sobie, jak dobrze wróży to dla całości, choć kawałek zdecydowanie pokazywał tę mocniejszą stronę Cukru. Chyba najbardziej uderzył mnie wtedy fragment „mała, gdzie masz serce, nie zapomnij, gdy mnie nie będzie”.  Dotarło do mnie, jak ważnym jest, by nie uzależniać swojego szczęścia od innych osób i traktować siebie samego jako priorytet.

Zarówno na Jedynce, jak i na najnowszym wydawnictwie, nie mogło zabraknąć nawiązań do innych dzieł sztuki. Dziady Mickiewicza pomimo upływu lat są niewyczerpanym źródłem inspiracji. Ale dam sobie rękę uciąć, że takiej wersji jeszcze nie słyszeliście! Jest głośno, chaotycznie, bardzo elektronicznie. Chociaż nie mamy tutaj do czynienia z typową rozmową z duchami, reprezentowane są one raczej przez wewnętrzne dylematy każdego z nas. Natłok myśli niejednokrotnie doprowadza do szału.  

Tomek Li to kolejny ukłon w stronę popkultury. Indiana Jones, James Bond, Harrison Ford, Mel B, Wanna be, I’m so lonely.. Znacie? Pamiętacie? Niezmiernie cieszy, że to kolejna przygoda z elektroniką, której w naszym kraju brakuje! I ten freestyle pod koniec!

12 małp to chyba mój ulubiony wyrywek z całości. Choć nie jest to podane wprost, nawiązania do filmu o takim samym tytule są dość oczywiste.  Oryginalnie to forma eksperymentu dotycząca podróży do przeszłości w celu zapobiegnięcia kataklizmowi uratowania ludzkości, w wersji Cukru – to ucieczka przed samym sobą, nawiązanie do tego, jak jesteśmy obserwowani, szufladkowani i marginalizowani. Niekiedy to też niepewność. Hej, ile razy zadawaliście sobie pytanie „a może ze mną jest coś nie tak?” No właśnie. Brzmieniowo to  kompletna psychodela. Perkusja wybija jednostajny rytm, przypominający trochę cykanie zegara, instrumenty klawiszowe sprawiają wrażenie odrealnienia.

A co powiecie na Hasztag? Niech nie zmyli was taneczny bit tego kawałka uporczywie nie chcącego wyjść z głowy. To słodko – gorzka historyjka o wykraczaniu poza schematy i niejednoznaczności w obecnych czasach w najbardziej bujającej formie z możliwych. Włączcie raz, a na pewno nie przestaniecie nucić pod nosem i tupać nóżką. Fenomenalnie wyważone brzmienia!

Konwenanse to zbiór norm zachowań przyjętych w pewnym środowisku i właśnie o tym traktuje ten numer. Pojawiający się tutaj motyw powtarzającego się „tralala” kojarzy się totalnie z  różnymi hasłami wpajanymi nam do głowy, często wpuszczanymi jednym uchem, a wypuszczanymi drugim, bo przecież „ja wiem lepiej”.

Polska to dobitnie ukazana opowieść o państwie, w jakim żyjemy. O chorym systemie, o szarości, samotności, braku celu, sentymentach. O tym, że niekiedy musimy przymknąć gębę, żeby nie powiedzieć za dużo, i nie oberwać za to. „Daj no mi, daj no mi, daj no mi jakiś cel” wykrzykuje błagalnym wręcz tonem podmiot liryczny. Każdy z nas chciałby być zapamiętany i chciałby zostawić po sobie jakiś ślad. Temat kontynuowany jest w następnym kawałku, Czy ktoś widział mnie tu, gdzie pośród instrumentów wybijających i wbijających się w rytm miasta podmiot opowiada o tym, że chciałby się z czymś utożsamić. „Ktoś mnie rozmienił, nie wydał ze stu / nie uwieram, już nikogo nie uwieram”– to  idealnie podsumowanie obecnych realiów i jednocześnie genialna gra słowem.

„Skarbie, ja nie tańczę, posiedzę i popatrzę.” Czarne ściany są pewnego rodzaju manifestem bierności. Zdecydowanie bardziej wolimy jako społeczeństwo przyglądać się, biernie obserwować otaczający nas świat. Co nas ogranicza? Co nie pozwala brać z życia pełnymi garściami? Tak naprawdę tylko i wyłącznie nasza głowa. Zdanie sobie z tego sprawy to początek sukcesu.

Pętla. Utwór, w którym odnalazłam cząstkę siebie i traktuję go bardzo personalnie. Smutna melodia rozpoczynająca całość wraz z tekstem „dlaczego zawsze gdy otwieram się, dostaję po łbie?” to odwieczne dylematy towarzyszące również i mi. Boimy się rozmawiać o tym, co czujemy, boimy się reakcji innych na nasze uczucia i emocje. Powtarzamy błędy z przeszłości, doskonale zdając sobie z tego sprawę. Historia, która zdarzyła się raz, powtórzy jeszcze nie jeden. Błędne koło. Niespełna trzy minuty przyprawiające o ciarki na skórze i wylewające kubeł zimnej wody na głowę. Otwierające głowę.

Krótkie momenty chwały to traktat o wieczne pragnieniu posiadania więcej niekiedy ogromnym kosztem. Od niechcenia przemycony motyw bajeczki dla dzieci zakrawa o groteskowość.

Prawie na sam koniec dostajemy dość niejednoznaczną balladę (tak, balladę!) Lubię gdy Cię nie ma. Historia o dojrzałości uświadamiająca jak ważne jest znalezienie czasu dla samego siebie. Pokazująca, że nie trzeba mieć kogoś fizycznie obok siebie 24 godziny na dobę, aby budować stabilną i szczerą relację. Autonomia jest czymś niezwykle potrzebnym, aby nie zwariować.

Ostatnia, bonusowa piosenka to przestroga. Nie kłam doskonale pokazuje to, że dla chłopaków nie istnieją żadne muzyczne bariery. Choć zaczyna się dość niepozornie utwór z każdą sekundą nabiera agresywności. Mieszanka trance’u, dubstepu, techno i krzykliwy wokal sprawiają, ze całość nabiera mocnego wydźwięku. Grupa po raz kolejny zrzuciła na nas petardę!

Tytułowy CK Anderson to Ty, ja i ta osoba, którą przed chwilą minąłeś na ulicy. Wszyscy mierzymy się z podobnymi historiami, odczuwamy podobne emocje, choć każdy na swój własny wyjątkowy sposób. Miłym dla ucha jest spersonalizowanie tekstów, mówienie w pierwszej osobie. Bezpośrednie zwroty zdecydowanie dobitniej trafiają do słuchacza i skłaniają od refleksji.

Debiutanckie wydawnictwo duetu było przedsmakiem tego, co ma on do zaoferowania, CK Anderson natomiast jest rozpostarciem skrzydeł na pełną szerokość. Jest kolejną sztabką Cukru, jeszcze mocniejszą, mroczniejszą i jeszcze bardziej ich. Nie znajdziecie tutaj przysłowiowego owijania w bawełnę i lania wody, jest szczerze, brutalnie i prosto z mostu. Cukier w takiej postaci lubię właśnie najbardziej!

Cukier - CK Anderson
  • Data premiery: 07 07 2021
  • Single: Spaliłem dla niej Rzym, Lubię gdy cię nie ma, 12 małp
Najlepsze utwory: 12 małp, Czarne Ściany, Hasztag, Pętla, Lubię gdy Cię nie ma
Najsłabsze utwory:


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Daria Radomska
Daria Radomska
Zawieszona pomiędzy alternatywnym graniem a zdecydowanymi krzykliwymi wokalami. Zakochana w rocku lat 80tych. Na pewno spotkasz mnie na jakimś koncercie!

Czytaj również

Debiut chłopaków z Cukru wywołał w ubiegłym roku niemałe zamieszanie. Pod pozorną słodkością okazało się, że wcale nie jest aż tak kolorowo. Wydało się, jak bardzo wielowarstwowym i nieoczywistym są tworem. Brutalnie i dobitnie komentującym otaczającą nas rzeczywistość. Pięknie żonglującym słowem i wykraczającym...Cukier - CK Anderson (2021), recenzja Darii Radomskiej