Niedawno Marta Bijan niezależnie wydała swój nowy, drugi już w dorobku, album zatytułowany Sztuka Płakania. W związku z jego premierą miałyśmy okazję porozmawiać o muzyce, o książkach, aspektach wizualnych, czy o podejściu do życia i tworzenia. Przeczytajcie zapis naszego bardzo ciekawego wywiadu.
Adrianna Małolepszy: Po pierwsze serdecznie gratuluję płyty! SZTUKA PŁAKANIA już jest wszędzie.
Tak! Wreszcie!
Adrianna Małolepszy: Jak odbiór?
Jestem bardzo mile zaskoczona odbiorem. Muszę przyznać, że bardzo się tego obawiałam, jako że SZTUKA PŁAKANIA jest zupełnie inna od Melancholii – mojego debiutanckiego albumu. Bałam się trochę opinii osób, które wcześniej mnie słuchały, bo poszłam inną ścieżką, niż mogli się tego spodziewać, ale zastanawiałam się też nad reakcją tych, które nigdy wcześniej o mnie nie słyszały. To była jakaś skumulowana obawa, ale finalnie okazało się, że odbiór jest dużo lepszy, niż debiutanckiego albumu. Czuję się jakbym debiutowała.
AM: Dlaczego?
Ta płyta to jest coś, co aktualnie czuję. Z Melancholią nie do końca tak było. Teraz mogę podpisać się rękami i nogami pod wszystkim co na tym albumie się znajduję i wciąż jestem z tego zadowolona, a to mi się rzadko zdarza, więc po prostu w pełni się tym cieszę.
AM: Mówiłaś, że droga do tej płyty była długa i dość wyboista. Chciałabyś się podzielić tym jak to mniej więcej wyglądało?
Na pewno nie była tak długa jak droga do pierwszej płyty, ale również wyboista. Miałam problemy ze znalezieniem producenta, managementu, wytwórni… Na mojej drodze pojawiało się sporo osób, które albo szybko znikały, albo okazywało się, że patrzymy w zupełnie różnych kierunkach. Kiedy już spotkałam odpowiednich ludzi, wybuchła pandemia i wszyscy wiemy jak wyglądało to dalej. Premiera cały czas się przesuwała, trwało to długie miesiące. W ostatniej chwili zdecydowałam się wydać SZTUKĘ PŁAKANIA sama, co było dość szalone, ale na razie jestem zadowolona. Zobaczymy co będzie.
AM: Moim zdaniem jeśli chodzi o samą muzykę i jej jakość, wyszło cudownie.
Dziękuję. Bardzo się cieszę, że tak myślisz.
AM: Chciałabym, żebyś troszeczkę mi opowiedziała o poszczególnych utworach. Zacznijmy może od Szczeliny, bo wyjątkowo do mnie przemówiła.
Napisałam ją inspirując się bezpośrednio książką o tym samym tytule, słowackiego pisarza Jozefa Kariki. Jest to powieść grozy balansująca na granicy fikcji i faktu, mówi o prawdziwych zniknięciach w górach Trybecz na Słowcji. Wszystkim polecam tę pozycję.
Tak bardzo pochłonęła mnie ta sprawa jak i sama książka, że musiałam napisać o tym piosenkę. Ujęłam to po swojemu i mój producent zrobił do tego bardzo klimatyczny aranż, w klimacie lat 80’.
AM: A widzisz to odebrałam ją w inny sposób. Dla mnie mam wrażenie jest to utwór o chęci oddzielenia się od bodźców.
Absolutnie trafnie, bo to jest drugie dno, które ujawniam w refrenie. Chciałabym się na chwilę zdematerializować.
AM: Muszę Cię jeszcze zapytać o Piosenkę o końcu. Uwielbiam jak połączyłaś delikatność tego utworu, z tym bardzo mrocznym outro. Tworzy to niesamowitą, psychodeliczną wręcz całość. Jak to zrobiłaś?
To akurat nie moja zasługa. Końcówkę wymyślił mój producent. On doskonale wie co ja lubię. To zamiłowanie do horroru, mrocznych, psychodelicznych brzmień to ten element, który nas łączy. Po tym jak mi to pokazał, stwierdziłam, że jest to idealne podsumowanie tej piosenki.
AM: Piosenki na tej płycie troszkę trudno rozdzielić. One tak jakoś w siebie przechodzą, że robi się z tego prawie koncept album. Miałaś taki zamiar?
Nie do końca. Chciałam żeby ta płyta była spójna, ale nie sądziłam, że po ułożeniu tracklisty to wszystko tak fajnie się zazębi.
AM: Widać też, że przykładasz ogromną wagę do strony wizualnej, do klipów.
To pewnie dlatego, że skończyłam szkołę filmową i to nadal gdzieś we mnie siedzi. Strona wizualna jest dla mnie równie ważna, co ta muzyczna.
AM: Właśnie. Wiem, że jest film, fotografia, oczywiście książki, muzyka… Czy jest coś co jest bliższe Twojemu sercu, czy wszystko traktujesz jednakowo?
Muzyka jest zawsze najbliżej mimo, że miewam od niej najdłuższe przerwy. Jest to dla mnie bardzo specyficzna relacja, jest mi niesamowicie bliska i chyba gdybym była zmuszona wybrać jedną dziedzinę to wybrałabym muzykę.
AM: Na szczęście nie musisz.
Na szczęście nie. Staram się to wszystko godzić. Kiedyś myślałam, że muszę coś wybrać, ale teraz wiem, że wcale nie.
AM: Gdybyś miała porównać sobie proces tworzenia muzyki do procesu pisania książki czy innego tekstu to czy któryś sprawia ci większą radość?
Komponowanie jest przyjemne, bo można popłynąć i dać się ponieść emocjom. Tekst nawet jeśli na początku powstaje pod wpływem emocji, to i tak trzeba go potem szlifować i poprawiać. Jest to więc bardziej złożony proces, mimo to – największą satysfakcję czerpię z pisania.
AM: Patrząc na Twoje teksty nasuwa mi się jedno pytanie. Czy chciałabyś wydać kiedyś tomik poezji?
Wydałam już jeden, nosi tytuł kwiat wielu nocy. Często moje wiersze mają dużo wspólnego z tekstami piosenek, bo często tworzę je na podstawie wierszy. To się u mnie łączy.
AM: Zajmujesz się wieloma rzeczami, ale czy jest jeszcze coś czego nie próbowałaś, a chciałabyś?
Chciałabym kiedyś spróbować swoich sił w dubbingu. Wprawdzie nie interesuję się aktorstwem, ale to moje małe marzenie, o którym mi teraz przypomniałaś, zaczęło się od tego, że zawsze chciałam zaśpiewać jakąś piosenkę dla Disney’a, do jakiejś bajki.
Nie jest to mój priorytet, ale byłabym bardzo ciekawa jak się w tym sprawdzę.
AM: Wróćmy jeszcze do muzyki. Od Melancholii minęło parę lat, idziesz w troszkę innym kierunku. Jak teraz patrzysz na ten album?
Trochę jak na młodszą siebie. Uważam ją za pamiętnik złożony z moich nastoletnich utworów, poszukiwanie brzmienia i siebie. Uważam, że był to przedsmak mojej muzycznej drogi. Dopiero teraz naprawdę czuję, że to wszystko się zaczyna. Wiem, że ta droga będzie długa, pewnie mniej wybuchowa niż to, co się działo po X Factorze, kiedy byłam na fali jakiejś popularności. Teraz tego nie ma, po prostu powoli działam. Ten pierwszy album jest dla mnie pamiątką tamtych nastoletnich czasów, kiedy tyle się działo.
Teraz mam nadzieję, że jestem już świadomą wokalistką i autorką.
AM: Jak tak Cię słucham to mam nieodparte wrażenie, że tak powoli, po Twojemu jest Ci lepiej.
Zdecydowanie jest mi lepiej i bardzo się cieszę z tego, co się teraz dzieje.
AM: Wracając do płyty. Gdybyś miała z niej wybrać jakiś utwór, który w tej chwili jest Ci najbliższy, to który by to był?
lato smakuje. To moja ulubiona piosenka z tego albumu. Pierwsza, która na niego powstała, a poza tym mam lekką obsesję na punkcie lata. Lubię dostrzegać jego mroczne strony, właśnie o tym jest ten numer. Cieszę się, że otwiera tę płytę. Jak słyszę jego pierwsze dźwięki, czuję, że mi się udało.
AM: Ten mrok jest czymś co towarzyszy Ci od zawsze, czy jest czymś co odkryłaś niedawno?
Nie. Mrok towarzyszy mi od zawsze. Po prostu kiedyś w muzyce bardziej emanował ze mnie smutek, którego też mam w sobie dużo, a teraz bardziej wychylił się właśnie mrok. Jest też bardziej uwydatniony ze względu na to, że mój producent także lubi mroczne brzmienia. Można powiedzieć, że nasze “mroki” się połączyły i wybrzmiewają jeszcze bardziej.
AM: Troszkę dążę do tego co zrobiłaś w piosence przesilenia, bo dla mnie to jest komentarz do tego co się teraz dzieje, dlatego pytam czy ten mrok pojawił Ci się teraz.
Chyba już od dziecka oswojona ze złymi wydarzeniami. Mam wrażenie, że przez to nie panikuję, tylko bardziej obserwuję i opisuję i przyjmuję to jeszcze spokojniej niż kiedyś.
AM: A jak sobie to zrzucisz to jest Ci lepiej?
Tak. Dla mnie właściwie wszystko, co kreatywnie robię jest jakąś formą autoterapii.
AM: Bardzo Ci dziękuję za rozmowę!
Dziękuję również.


