Christina Aguilera – Lotus (2012), recenzja Zuzanny

Czekałam, czekałam, aż się doczekałam. Od wczoraj w sklepach czeka na nas najnowsza płyta Christiny Aguilery Lotus. Jest ona następcą wydanego dwa lata temu albumu Bionic (tak na marginesie – naprawdę wyśmienitego). Aguilera jest artystką, która co płytę pokazuje nam swoje inne oblicze. Była już elegancką wokalistką retro (Back to Basics), zbuntowaną kobietą (Stripped) i wybiegającą daleko w przyszłość artystką (Bionic). Nigdy nie bała się zmian. Próbowała swoich sił w prawie wszystkich muzycznych gatunkach. To wszystko sprawiło, że nie mogłam doczekać się, by przekonać się, jaka Christina jest na Lotus.

Tytuł albumu, Lotus (PL: Lotos), nie jest przypadkowy. Nie bez przyczyny właśnie ten kwiat odgrywa tak dużą rolę.

Lotos to niepokonany kwiat, który potrafi przetrwać najtrudniejsze warunki i wciąż kwitnie

Tak mówi o nim artystka. Już na wstępie ma ode mnie plusa za niebanalny tytuł. Mogła przecież zatytułować nową płytę bardziej przyziemnie – Rebirth czy I’m Back. Postawiła na oryginalność. I niczym kwiat lotosu, odrodziła się na nowo. Lepsza?

Na Lotus miała powrócić do czasów debiutu. Wiemy, że jest to nie możliwe, ale tak czy inaczej piąta płyta jest najbardziej popową z wydanych przez nią w ostatnich 12 latach.

Christina Aguilera - Lotus cover Dotychczas albumy Aguilery charakteryzowały się spójnością. Miała na swoją muzykę konkretny pomysł i go realizowała. Lotus pod tym względem odstaje od pozostałych. Mamy tu niemalże wszystko. Są skoczne, taneczne kawałki, są też ballady, a nawet utwory z elementami rocka. Zaczyna się naprawdę niezwykle. Nie dajcie się zwieść tytułowi – Lotus Intro to 'pełnowymiarowa’ piosenka. Jest odrobinę elektroniczna, bardzo delikatna, subtelna. Christina śpiewa o tym, że zostawiła za sobą przeszłość i jest gotowa na nowy początek. Udana kompozycja, która nijak nie definiuje całej płyty.

Każda piosenka z zawartych tutaj jest potencjalnym singlem i hitem. Chociażby elektroniczne i odrobinę taneczne Army of Me. Bardziej jednak podoba mi się pozytywne, niebanalne Red Hot Kinda Love albo zarażający optymizmem, funkowo-popowy duet (już trzeci) z Cee Lo GreenMake the World Move.

Na Lotus znajdziemy również dwa utwory, które mają za zadanie spodobać się każdemu i rozgrzać do czerwoności klubowe parkiety. Jednym z nich jest singlowe Your Body (tak na marginesie – bardzo dobry numer), drugi to Let There Be Love. Kiedy po raz pierwszy go usłyszałam, zaczęłam szukać wśród producentów nazwiska Guetty lub Calvina Harrisa. Ani jeden, ani drugi nie jest odpowiedzialny za ten kawałek. Christina sama sięgnęła po takie bity. I, niestety, choć przebojowości odmówić mu nie można, nie jest to piosenka godna Christiny. Takie coś to może Ke$ha nagrywać.

Christina Aguilera - Circles cover Bardzo szybko w ucho wpadły mi dwie przebojowe piosenki: Circles oraz Around the World. Kiedy posłuchacie tej drugiej, będzie wam ona chodzić po głowie przez najbliższy tydzień. Circles z kolei jest dość przewrotnym utworem. Zwrotki są łagodne, słodkie. W refrenie dochodzą gitary, wokal Aguilery zostaje ciekawie przerobiony. To wszystko składa się na naprawdę udaną kompozycję.

Czym byłaby muzyka Christiny bez ballad? Na Lotus mamy tylko jedną klasyczną balladę. Jest nią piękne, wzruszające Blank Page. Oprócz tego artystka przygotowała dla nas kilka spokojniejszych numerów. Jednym z nich jest łączące pop i r&b Sing for Me. Innym Best of Me. Jednak dwie bezapelacyjnie najlepsze (zaraz po Blank Page) to Cease Fire oraz Just a Fool. To właśnie ta pierwsza ma prawo być nazywana Fighter 2.0. Jest mocna, gniewna, bezkompromisowa. Just a Fool to soulowy duet Christiny z wokalistą country Blakiem Sheltonem. Ich wspólna piosenka jest po prostu świetna. Bardzo podoba mi się barwa głosu Blake’a. Wokal jego i Aguilery pięknie razem współistnieją.

Uważam, że album Lotus jest naprawdę udaną płytą, pełną zarówno tanecznych hitów (Red Hot Kinda Love, Your Body) jak i wzruszających momentów (Best of Me, Blank Page). Jedyne, co mi nieco zawadza to fakt, że Lotus nie jest spójnym krążkiem. Christina wymieszała z popem, co mogła. Chociaż piąta płyta wokalistki nie przebiła w moim prywatnym rankingu Stripped, Bionic czy Back to Basics (ani nawet My Kind of Christmas), na pewno będę do niej wracać.

’Lotus’ na All About Music

Czytaj również