Można by tu użyć parafrazy – nie oceniaj płyty po okładce, ale chyba nie sposób przejść obojętnie obok tej z płyty Tell Me I’m Pretty. To tak tytułem wstępu, bo przecież nie samą okładką i tytułem (swoją drogą również zgrabnie wymyślonym) człowiek żyje. Czasem lubię zatrzymać się na dłużej przy dobrym, rockowym graniu, więc zatrzymuję się przy Cage The Elephant.
Tell Me I’m Pretty to czwarty album w karierze amerykańskiego zespołu. Szperając w sieci w poszukiwaniu informacji natknąłem się na takie oto dane szczegółowe: utwory z płyty Tell Me I’m Pretty zostały wyprodukowane przez Dana Auerbacha (The Black Keys, The Arcs), miksem zajął się Tom Elmhirst (współpracował z Amy Winehouse, Adele czy Florence and The Machine). Skład oczywiście nie byle jaki, ale przecież oczywistym jest fakt, że sama produkcja i miksy nie wystarczą do tego, by stworzyć dobry krążek. Na całe szczęście w tym przypadku muzycy Cage The Elephant sprostali zadaniu i obok znanych nazwisk pojawiły się utwory wysokiej próby.
Oczywiście początkowe Cry Baby nie jest jeszcze jakoś totalnie powalające (a nawet nie jest powalające w najmniejszym stopniu), bo to trochę taka typowa piosenka rockowa – jest gitara, jest nośny refren, jest energia. Jednak nie zapominajmy – to pierwszy utwór, a krążek ten to najlepszy przykład tego, jak z każdym kolejnym dźwiękiem zespół może się rozkręcić. I tak, po nie do końca sprawnym otwarciu, przychodzi kolej na singiel – Mess Around. Tu już widać jakiś progres, a zważywszy na to, że był to utwór promocyjny, nie powinniśmy oczekiwać od niego zbyt wiele. Jednak trzeba przyznać, że jest to singiel udany – wpada w ucho, a takie zadanie powinien spełniać.
Przy trzecim utworze – Sweetie Little Jean – robi się całkiem przyjemnie. Wokaliście wkrada się momentami falset, linia melodyczna w końcu zaczyna robić się ciekawa, energiczność jest tu w odpowiedniej ilości – bez nachalności z taktownymi zwolnieniami. Ale to dopiero przy kolejnym Too Late To Say Goodbye, mam wrażenie, że zespół nareszcie wkroczył na właściwą ścieżkę. Bardzo dobry refren podparty równie dobrym podejściem, a do tego sprawna choć krótka solówka gitarowa. Tak naprawdę właśnie od tego momentu mogłaby się ta płyta zacząć.
Cold Cold Cold to piąta piosenka – momentami trochę Beatlesowska z na wpół wykrzyczanym refrenem i świetnym gitarowym solo, przywodzącym na myśl dokonania Jacka White’a. Również bardzo płynny, przyjemny, z trochę mniejszym nakładem energii utwór Trouble kontynuuje dobrą passę. Natomiast How Are You True to już jest absolutnie jeden z najlepszych momentów tego krążka. Zespół idealnie rozłożył tu emocje, idealnie dobrał środki, posługując się instrumentami smyczkowymi, czy zostawiając wokalistę sam na sam z gitarą. Do tego rewelacyjna linia melodyczna – tutaj aż chce się wracać.
Zostały trzy utwory. Pierwszy z trzech – That’s Right – to niesamowicie optymistyczny kawałek, od którego długo nie mogłem się uwolnić. To drugi z moich ulubionych momentów tejże płyty. Punchin’ Bag – numer dziewięć – trochę spuszcza z tonu ze swoją typowo rockową konstrukcją. I na koniec Cage The Elephant serwuje nam utwór zatytułowany Portuguese Knife Fight. Tutaj po raz kolejny moje skojarzenia biegną ku Jackowi White’owi – oprócz gitary usłyszałem go tu jeszcze w wokalu.
Tak jak już wspomniałem – Tell Me I’m Pretty właściwie mogłoby się zacząć od czwartego utworu i wtedy nie miałby kompletnie żadnych zarzutów. Jednak nie zaczyna się, więc jakaś tam mała zadra zostaje w mojej muzycznej głowie. Chociaż, tak teraz sobie myślę, że chyba jednak warto było dać sobie tę zadrę wbić, by usłyszeć kolejne sześć utworów.


