Dylan wrócił z nowym materiałem po ośmiu latach i nie mógł wybrać lepszego momentu. Rok epidemicznej katastrofy to dobry czas na wsłuchanie się w przekaz, nagrodzonego literackim Noblem, amerykańskiego barda.

Bywają tacy artyści, których milczenie jest dużo bardziej znamienne niż bezużyteczna nadprodukcja albumów. Na pewno nie należy do nich Bob Dylan, choć w ciągu sześćdziesięciu lat swojej kariery próżno szukać dłuższych przestojów w jego artystycznej pracy. Rough and Rowdy Ways to pierwszy od 2012 roku nowy materiał i już pierwsza piosenka pokazuje, jak bardzo warto było na to czekać.
I Contain Multitudes o niemalże elegijnym charakterze wpuszcza nas za kurtynę życiowych rozważań Dylana, spoglądającego na świat z perspektywy niespełna 80-latka. Utwór wprowadza jednocześnie w bardzo refleksyjny charakter całego albumu, który w kilku miejscach staje się pewnego rodzaju spuentowaniem dorobku Dylana jako artysty i jego pozycji w historii światowej muzyki. Kolejny utwór na płycie, False Prophet, sugeruje nam, że Dylan jest dumny z własnych dokonań i daleko mu do popadania w nutę fałszywej skromności, umniejszającej jego znaczenie.
I’m first among equals
second to none
Last of the best
you can bury the rest
Dylan śpiewa do nas bardzo uważnie, precyzyjnie, czasami cicho. Nie zmusza nas tym do wytężenia słuchu, ale zachęca do całkowitego oddania się muzyce podczas tych siedemdziesięciu minut. Słyszymy głównie folk i blues w bardzo dylanowskim stylu. Nieoczywiste rymy, gry słów, powtórzenia, popkulturowe nawiązania – to wszystko jest i wciąż brzmi bardzo dobrze, jak niekończąca się ballada. Trochę smętna, trochę ponura, na wskroś fatalistyczna, ale niezwykle ciekawa. Dylan znowu pokazuje się jako artysta z doskonałym społecznym słuchem, rozumiejącym amerykańską duszę, ale niekoniecznie chcący brać udział codziennej medialnej wojnie na słowa, które już dawno utraciły swoją moc. Między innymi dlatego łatwo nadać temu albumowi społeczno-polityczny kontekst, choć z drugiej strony, lepiej byłoby nie nurzać go w wypełnionej po brzegi fejkami nawalance.
W kontraście do całości pozostaje utwór Key West (Philosopher Pirate), powolna i nostalgiczna ballada, brzmiąca niczym oda do zaczarowanej krainy. W tytule mieści się nie tylko geograficzna nazwa najdalej wysuniętego na południe punktu na mapie Ameryki, ale też gra słów, gdzie key jest metaforycznym kluczem do „krainy czystości i niewinności, równości i dobra, nieśmiertelności i boskiego raju”. Key West staje się antytezą Ameryki przedstawionej w następnym utworze Murder Most Foul, kończącym ten niezwykły album i wydanym wcześniej jako singiel.
Murder Most Foul to artystyczny popis Dylana. To prawie siedemnastominutowa opowieść o Ameryce zasnuta w cieniu zabójstwa Johna F. Kennedy’ego. Obraz przestępstwa popełnionego na amerykańskim prezydencie staje się niejako metaforą współczesnych Stanów Zjednoczonych, zatopionych w społecznym podziale i niepewnej przyszłości. Wyśpiewywane, a raczej wyrecytowane zdania na przestrzeni całego utworu, sprawiają wrażenie strumienia świadomości, choć w rzeczywistości Dylan użył każdego zdania z premedytacją niczego nie pozostawiając przypadkowi. W Murder Must Foul jest także wiele muzycznych odniesień, a sam Dylan wymienia expressis verbis ponad 70 (sic!) utworów, które uznał za fundamentalne dla epoki. Powstała nawet specjalna playlista wszystkich wymienionych utworów.
Rough and Rowdy Ways to jedna z najlepszych płyt Dylana w XXI w. Znakomity powrót po latach i widomy znak wciąż wysokiej formy. Płyta słusznie trafiła do subiektywnych rankingów najlepszych albumów ubiegłego roku (w tym nasz redakacyjny), choć takie wyścigi zdają się Boba nie obchodzić. I dobrze, bo właśnie dzięki byciu w poprzek wszystkiemu i wszystkim wszedł na artystyczny Olimp.
- Data premiery: 19 06 2020
- Single: I Containg Multitudes, Murder Most Foul, False Prophet
