Blanche – EMPIRE (2020), recenzja Pawła Markiewicza

Inne recenzje

Jeszcze trzy lata temu nikt nie wiedział kim jest młoda belgijka ukrywająca się pod pseudonimem artystycznym – Blanche. Nikt również nie spodziewał się, że w 2017 roku miliony europejczyków oszaleją na jej punkcie za sprawą jej występu na Eurowizji, podczas którego zaprezentowała utwór City Lights. Po trzech latach milczenia wokalistka w końcu wydała debiutanckie wydawnictwo.

Większość artystów, którzy decydują się wziąć udział w Eurowizji i odnoszą sukces – z miejsca wydają albumy i single, żeby zachłysnąć się międzynarodową sławą. Blanche taka nie była. Zdecydowała się ukończyć szkołe i odnaleźć swoją drogę artystyczną. Dzięki temu EMPIRE przede wszystkim zyskuje na dojrzałości. Dojrzałości, której zazwyczaj nie przypisuje się dwudziestolatkom. To kobieta kilka lub nawet kilkanaście lat starsza w aspekcie artystycznym. Dziś trudno przypisać ją do tej cichej, wystraszonej i niepewnej siebie dziewczynki z czasów Eurowizji i City Lights. Teraz to pełnoprawna kobieta świadoma swojej siły.

W jej młodym ciele gnieździ się dojrzała kobieta świadoma swoich emocji i uczuć. Kobieta, która nie boi się powiedzieć, że zaklęta jest w niej dusza romantyczki. Kobieta, która pragnie kochać i być kochana. Kobieta pełna lęków, obawy przed utratą najbliższych i zranienia. I wreszczie kobieta, która pozostając cichą i zamkniętą w sobie jest świadoma swojego ciała, seksualności i wolności.

Even with a thousand souls around us
Boy it’s only you and I
Bodies trapped in motion, they surround us
Till the moment we collide
Till we collide

Blanche dostarcza nam 40-minutowy seans, w którym dominuje długość dźwięków samotności. Zatapiamy się w delikatnych melodiach by od czasu do czasu wyrwać się z tego transu za pośrednictwem bardziej wyszukanych, tanecznych dźwięków. Jej królestwo zbudowane jest na słowach. Słowach pełnych nadziei na lepsze jutro, na lepszą rzeczywistość. To królestwo zostało stworzone w oparciu autentyczne historię, ból, cierpienie, ale też radość, szczęście i najsilniejsze uczucie – miłość.

I’m in my head, trust me you don’t wanna follow
At the end nothing left, I’m feeling so low
Oh, I’ve been trying, oh, I’ve been trying
But it’s not right, like I’ve been hiding in the light

Gdyby Blanche wbiła się do mainstreamu, byłaby dla młodego pokolenia – takiego, które wchodzi w świadomy odbiór przekazu artystycznego, kimś na miarę Birdy, na której wychowałem się ja. Młoda wiekiem, ale stara duchem. Pełna bólu, nadziei, miłości i niezrozumienia. Artystka reprezentuje dzisiejszą młodzież. Ludzi, którzy wierzą w lepsze czasy, chcą kochać i być autonomiczni. Pełni sprzeczności i młodzieńczej energii. To nie jest płyta do posłuchania na co dzień. Można słuchać ją w każdych warunkach, ale trzeba mieć wtedy odpowiedni nastrój i na tyle szeroko otwarte horyzonty, żeby zrozumieć jej punkt widzenia na sielankową, ale romantyczną miłość.

Blanche - Empire
  • Data premiery: 29 05 2020
  • Single: Soon, Empire, Fences
Najlepsze utwory: Empire, Fances, Only You, How does that sound, Soon, Summer Night
Najsłabsze utwory: -


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Paweł Markiewicz
Paweł Markiewiczhttps://allaboutmusic.pl
Student drugiego stopnia Dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Lublinie. Miłośnik brytyjskiego, jak i polskiego rynku muzycznego. Swoją przyszłość wiąże z dziennikarstwem muzycznym.

Czytaj również

Jeszcze trzy lata temu nikt nie wiedział kim jest młoda belgijka ukrywająca się pod pseudonimem artystycznym - Blanche. Nikt również nie spodziewał się, że w 2017 roku miliony europejczyków oszaleją na jej punkcie za sprawą jej występu na Eurowizji, podczas którego zaprezentowała utwór City...Blanche - EMPIRE (2020), recenzja Pawła Markiewicza