Oto mój repertuar, który określiłem jako zbiór najbardziej udanych pozycji roku 2013. Wiązało się to z wieloma trudnymi ustaleniami i decyzjami, a nawet teraz nie mam całkowitej pewności, czy ten ranking jest pod każdym względem adekwatny do moich zamierzeń. Ciężko jest np. porównywać dzieła z kompletnie różnych stylów muzycznych. Dlatego prosiłbym czytelników o potraktowanie tej listy bardziej jako luźny szkic przybliżający moje gusta, niż jako sztywny szablon dokumentnie i ostatecznie rozsądzający, które albumy cenię bardziej, a które mniej.
Najlepsze albumy
Słowem wstępu muszę nadmienić, że kluczowym zadaniem, które musiałem bezwzględnie sobie wyznaczyć z okazji podsumowania albumów muzycznych z minionego roku, jest solidne wyjaśnienie, dlaczego zestawienie moich propozycji podążyło tropem odrobinę niekonwencjonalnym. Pierwsza dziesiątka jest to swoisty hołd oddany twórcom długotrwale bytującym na arenie artystycznej, którzy w trakcie swojej rozbudowanej kariery wykazali się nie tylko zaawansowanymi umiejętnościami, ale i wyznaczyli rozległy szlak aspiracyjny dla innych twórców. Będą to przede wszystkim wirtuozi spod takich gatunków jak blues, jazz i rock. W swoim doborze zupełnie nie wziąłem pod uwagę takich czynników jak ewentualny sukces marketingowy czy popularność wśród największej ilości grup docelowych. Zupełnie mnie nie interesuje, czy dany album osiągnął sławę w mass mediach i uznanie wśród organów przyznających wyróżnienia za wstawiennictwo w twórczości popularnej, czy też nie. Oddany przeze mnie pokłon wobec gigantów muzyki, którzy swoją nieprzeciętną, błyskotliwą i skomplikowaną sztuką wprawili mnie w zdumienie oraz oczarowanie, był zabiegiem koniecznym, niezbywalnym i niekwestionowanym.
1. James Cotton – Cotton Mouth Man
Bez dwóch zdań jest to według mnie zasłużona i chwalebna pozycja, która została nagrana i wydana w 2013 r. Ten starszy człowiek liczący już prawie 80 lat, od początku swej twórczej działalności wstawił się w powszechnym uznaniu jako muzyk grający na harmonijce i śpiewający w niesamowicie urzekających tonacjach. Od zawsze pozostał wierny autentycznym ruchom bluesowym i za każdym razem wyśmienicie dawał sobię radę z opanowaniem kolejnych przygotowanych dzieł. Obecnie zbyt ciężko jest mu wykonywać partie wokalne ze względu na swój leciwy wiek oraz nowotwór krtani, z którym długo musiał walczyć. Dlatego też przeważająca większość śpiewów usadowionych w poszczególnych utworach została wykonana przez gościnnie zaproszonych muzyków. Krążek ten spotyka się często z zarzutem, iż jakość całokształtu albumu jest zbyt zaniżona i niewystarczająco zadowalająca w porównaniu z poprzednimi dziełami Jamesa, a dodatkowo wizyty tylu wspomagających muzyków uznaje się za mocną przywarę całego wydania. Jeśli o mnie chodzi, mam zdanie kompletnie przeciwne i uważam, iż album jest bardzo sowitym darem od Cottona, bowiem pomimo przeciwności losu podąża on nieprzerwanie naprzód i kontynuuje swoje muzyczne pasje, nie dając się wytrącić ze swojego życiowego tętna.
2. Jimi Hendrix – People, Hell and Angels
Jimi Hendrix był niezaprzeczalnie jednym z najznamienitszych i najzdolniejszych gitarzystów, którzy kiedykolwiek chodzili po tym świecie. Płyta People, Hell and Angels wydana w 2013 r. , zawiera zbiór jego porozrzucanych samotnie utworów, które zostały zarejestrowane w poprzednim wieku pod koniec lat 60. Materiał nagrany przez muzyka i wydany przez potomnych zdołał udowodnić po raz kolejny, iż Hendrix był za życia nadzwyczaj wybornym muzykiem, dzięki któremu powstało wiele późniejszych nurtów sztuki szarpania za struny. Przedstawiona kompilacja ukazuje czasy, w których Jimi był człowiekiem mocno poszukującym, dlatego właśnie udało mu się potem wspiąć na wiele szczytów nieznanych dotąd opinii publicznej. Odważnie eksperymentował, rozwijał skomplikowane manewry solowe, tworzył metody zagrywek, które otwierały drogę ku wymiarom wielopłaszczyznowej wirtuozerii. Dzięki zaawansowanemu wykorzystaniu akordu e-moll przy pentatonicznej skali potrafił on wygrywać dwie nuty naraz, co umożliwiło mu opanowanie niezwykle umiejętnych improwizacji. Był on inspiracją dla wielu kolosów muzyki światowej, wyznaczył on szlak aspiracyjny m.in. dla spektakularnego gitarzysty Satriani’ego. Uważam, że ta płyta potrafi klarownie odzwierciedlić niezapomniany talent wokalny i perfekcyjny kunszt instrumentalny, jaki za swojego życia zaprezentował ten legendarny artysta. Słuchając tego interesującego krążka, mamy też okazję zapoznać się z grą innych wybitnych muzyków. Będą to np. saksofonista Lonnie Youngblood, gitarzysta Larry Lee, basista Stephen Sillis, czy też perkusista Buddy Miles. Cała kompozycja jest idealnie zmanierowana i zawiera esencjalną dawkę witalnej przewrotności, która towarzyszyła zawsze Hendrixowi oraz jego współpracownikom. Jest to swoista mieszanka rockowej żywotności, bluesowego taktu oraz soulowej ogłady.
3. Joe Satriani – Unstoppable Momentum
Kolejna gwiazda wirtuozerskiej muzyki, która dzięki swoim nieszablonowym i mistrzowsko rozwiniętym umiejętnościom szarpania za struny osiągnęła pozycję jednego z najbardziej znaczących artystów w sztuce gry na gitarze. Dzięki jego osobistym instruktażom i pouczeniom, których udzielał wielu ambitnym i kreatywnym adeptom, zdołał wypromować na rynek muzyczny takie elitarne figury sztuki, jak Steve Vai, Kirk Hammett czy Alex Skolnick. Ten album zawiera kwintesencję muzyki charakterystycznej dla naszego kompozytora i stanowi doskonały widok dla podziwiania zaawansowanych metod gry na gitarze. Satriani zaprezentował tu niezbicie ekspercką robotę i efekt dał równie wstrząsający pokaz jego możliwości, jaki miał miejsce na poprzednich albumach studyjnych muzyka. Bardzo charakterystyczny dla Satriani’ego tapping oraz skomplikowane solówki dają nam przepiękny splot nietuzinkowych dźwięków.
4. Kenny Garrett – Pushing the World Away
Garrett jest głośnym przedstawicielem nowoczesnego, twardego jazzu. W ciągu swojej dość długiej działalności niejeden raz dowiódł swoich wybitnych i niestandardowych finezji jako muzyk. Najnowszy album tego wykonawcy charakteryzuje się muzyką na pograniczy cool jazzu i post-bopu, zawiera regularną perkusję i znakomite przygrywki niekiedy odrobinę wściekłego i ujmującego saksofonu. Swingowe tonacje tak silnie utrwalone na poprzedniej płycie zostały zastąpione sekwencją pokroju Calypso, tzn. formą ballad będących mieszanką rytmów afrykańskich oraz tanecznych motywów z Antyli. Bardzo mnie porwała ta odrobinę modernistyczna egzemplifikacja muzyki jazzowej, która za jednym rozmachem zdołała też zakonserwować jej tradycyjną aurę.
5. Eric Burdon – ’Til your Rivers Runs Dry
Burdon jest byłym wokalistą nieistniejącej już formacji The Animals, która w latach 60. stanowiła istotny składnik rozwoju muzyki R&B. Muzycy z grupy próbowali zespół reaktywować, jednakże osobiste spięcia pomiędzy nimi uniemożliwiły jakiekolwiek porozumienie. Artyści musieli podążyć własnymi drogami i tworzyć sztukę z osobna. Minęło już wiele dekad od rozwiązania zespołu, którego członkiem był Burdon, a mimo to Eric dalej pozostaje pełnym energii i twórczego zaangażowania artystą. Jego najnowszy album jest tyglem cech charakterystycznych zarówno dla rocka, jak i bluesa, a także muzyki soul (aczkolwiek rytmicznie zbliża się częściej ku stylistyce funk). Pojawia się tu bardzo dużo odniesień do problematyki politycznej, hippisowskiej, a nawet religijnej. Tytuł płyty oraz treść piosenki Water mają nawiązywać do rozmowy, którą Burdon w dawnych czasach odbył z Gorbaczowem. Jej tematem była ewentualność wyczerpania zasobów wody pitnej na Ziemi w nieodległej przyszłości. Odrobinę szorstkie riffy gitarowe, sekwencyjna perkusja oraz barwne pianino idealnie wkomponowują się w znany bluesowy klimat, kiedy grupa The Animals nie pogrążyła się jeszcze w rozsypce. Z kolei jego zadziwiająca technika wokalnej artykulacji w dalszym ciągu odznacza się zasadniczą witalnością. Doceniam Burdona za jego działalność w latach 60., ale jednakowoż uważam, że jego projekty solowe nie są wcale gorsze od dzieł, które tworzył wówczas z Alanem Price’m czy Hiltonem Valentinem. Eric wspiął się na bardzo wysokie poziomy artystycznej biegłości, a fakt, że dalej tworzy rdzennego bluesa, daje kolejne powody, by uznać go za jedną z największych postaci współczesnej muzyki.
6. David Bowie – The Next Day.
Album The Next Day jest najnowszym dziełem Davida Bowi’ego, artysty równie utalentowanego co i wszechstronnego. Jego projekty zawsze należały do bardzo rozbudowanych i nietuzinkowych sfer muzyki, dodatkowo osiągnął on biegłość w graniu na bardzo wielu instrumentach, tworzył m.in. na gitarze, saksofonie, skrzypcach, czy na fortepianie. Najnowszy dorobek muzyka został tradycyjnie przypieczętowany standardami glam rocka, a słuchanie kolejnych kawałków uwiecznionych na krążku daje ewidentne przekonanie, iż David w dalszym ciągu nie utracił swojej świetnej formy i pierwszorzędnego oddania wyrafinowanej sztuce. Na krążku pojawiają się odniesienia do energicznego stylu, którym dysponował w ramach swej kariery w latach 50., jak i również nieco heblowane ballady utrzymywane w umiarkowanej rytmice. Utrwalone zostały tu też stateczne wstawki elektroniczne, jednakże nie ogarnęły one stylistyki muzyka w zbyt nachalny i nadużywający sposób.
7. Dave Douglas Quintet – Time Travels
Jeden z najbardziej uzdolnionych trębaczy jazzowych, wykonywane przez niego utwory są wręcz nabite agresywną dynamiką deciso i olśniewająco zestrojoną strategią dmuchania. Ze względu na fakt, iż Dave często uczestniczył w wystąpieniach klezmerskich, jego muzyka przyjęła ton niezwykłe uroczysty oraz wyrafinowany. Pokaz umiejętności Douglasa obfituje w bardzo skomplikowane techniki stosowane w grze na instrumentach dętych, więc można rzec że to prawdziwie wybitny wirtuoz muzyki stricte jazzowej. Dodatkowo mistrzowskie zagrania Johna Irabagona na saksofonie tenorowym, wyrafinowana rytmika pianisty Matta Michella, czy nieco niezrównoważona perkusja Rudy’ego Roystona nadają temu świetnemu krążkowi iście afroamerykańską oprawę. Niebywale imponujące odgłosy wygrywane w technice staccato na partiach dętych w połączeniu z progresywnie porywającymi dźwiękami klawiszy przynoszą w rezultacie urzekające poczucie zachwytu.
8. Keith Jarrett – No End
Keith Jarrett jest jednym z ważniejszych twórców amerykańskiego jazzu, którego losy plotły się wielokrotnie z udziałem takich renomowanych osobowości jak Charles Lyod, Art Blakey czy Miles Davis. Omawiana płyta tego wybitnego artysty jest dziełem dość ciężkim do zaszufladkowania i do zinterpretowania, gdyż gatunkowo balansuje on na granicy różnych niedefiniowalnych kompozycji. Wszystkie części instrumentalne zostały przygotowane przez Keitha samodzielnie jeszcze w latach 80. i scalone w jedną całość. Album jest pewnym złączeniem strunowej akustyki typowej dla Latynosów w stylu Santany, jazzowej improwizacji, ragtime’owskiego rytmu charakterystycznego dla Scotta Joplina, nieco reggae’owskiej perkusji, wielu rockowych riffów oraz natchnienia wywodzącego się spod skrzydeł awangardowego bluesa. Szczególną werwę zachowały wyraziste tony gitar basowych, które harmonizując z dość swobodną i dystyngowaną perkusją, dają pokaźne pole do świetnych manewrów muzycznych i wręcz hipnotycznie wprowadzają uwagę słuchacza w stan wzniosłej refleksji. Jest to bardzo ciekawy materiał artystyczny, który według mnie jest za mało doceniany na scenie muzycznej.
9. Tony Bennett – The Classics
Miałem okazje recenzować album Tony’ego, co też zaowocowało tonami pochlebnych sentencji i wyrazów uznania, które powędrowały pod adres artysty. Pozycja ta jest zebraniem w jedną całość najbardziej znanych i podziwianych utworów, które wypływały spod inwencji Bennetta w różnych okresach jego życia. Jego doskonale czysty głos i nadzwyczajne umiejętności posługiwania się nim w obrębie różnych wariacji, czynią z niego wokalistę pełnego artystycznej prężności i godnego pochwały. Nastrój zastany w treściwych barwach melodyki piosenek z albumu pozwala ująć świetne sprawozdanie wykonawcy z jazzowego natchnienia, które najwyraźniej nie opuściło muzyka ani na chwilę. Jednocześnie komponent instrumentalny jest porównywalnie niecodzienny i dostarcza dawkę rzęsistych emocji. Zespawanie tylu wspaniałych utworów na jednym krążku musiało wzbudzić we mnie potężny sentyment i nie widzę możliwości, by ta płyta nie została włączona do pierwszej dziesiątki.
10. Paul McCartney – New
Żywa legenda rock’n’rolla, jeden z członków niezastąpionej formacji amerykańskiej The Beatles. Nie sposób nie docenić wpływu jaki ten człowiek miał na muzykę dwudziestego wieku zarówno w latach 60. (The Beatles) i 70. (Wings), jak i w czasie gdy jego kariera podążyła drogą solową. Znaczna ilość dekad na karku nie wpłynęła ujemnie na umiejętności oraz witalność tego wspaniałego muzyka. Najnowsze dzieło tego artysty nie utraciło ani grama świetności obecnej w jego burzliwej przeszłości, wspaniałe zastosowanie gitarowych chwytów oraz pieczołowite partie wokalne zawarte na krążku zaświadczają o niezwykłej kondycji McCartneya. Słuchając tego albumu bez problemu można wyczuć biegłość Paula w opanowaniu instrumentu strunowego oraz jego starannie wyćwiczony przez lata głos.
11. Irena Santor – Delicje z podwieczorków przy mikrofonie
Album Delicje z podwieczorków przy mikrofonie jest zbiorem pieśni Ireny Santor z jej artystycznej działalności , które były odtwarzane w ramach audycji radiowej w latach 60. i 70. Głos jakim zatriumfowała wspomniana wokalistka w historii muzyki zakorzenił we mnie potężne wrażenia, a zebranie w jedną całość tak olśniewających piosenek rozbudziło we mnie prawdziwą pasję pełną tkliwych urzeczeń. Ubolewam, że nie udało mi się tej płytki wcisnąć nieco wyżej na liście, bowiem ta piosenkarka nie tylko ma bardzo bogate doświadczenia na estradzie, ale i zaprezentowała w swej karierze niebywały talent wokalny. Jest to z pewnością jedna z największych gwiazd polskiej muzyki, a jej znaczny i bogaty dorobek jest wręcz zdumiewający. Mam do niej równie wysoki szacunek, jaki też żywię wobec nieżyjącej już Anny Jantar, innej legendy naszej krajowej sztuki śpiewanej.
12. Kayah – Transoriental Orchestra
Potem mamy Kayah z jej najnowszym, bardzo oryginalnym arcydziełem Transoriental Orchestra zasobnym w multum instrumentów i utrzymywanym w klimacie bliskowschodniej muzyki ludowej. Również bardzo żałuję, że ta płyta nie trafiła do pierwszej dziesiątki z powodu narzuconych przeze mnie limitów proceduralnych. Jest to prawdziwa perełka w polskiej muzyce. Ta płyta bezwzględnie powala na kolana i wywołuje gruchoczące kotłowanie potężnych emocji w duszy odbiorcy. Jest mi ona szczególnie bliska ze względu na moje ciągłe przebywanie na obczyźnie, gdyż w samym sercu wybitności tego dzieła tkwi narodowy ekumenizm oraz płomień multikulturowy pełen motywów żydowskich, perskich, czy romskich. Utwory przesiąknięte są silną tęsknotą oraz ciągłym dryfowaniem wśród nieznanych lądów, podobnie jak historia poszukiwania ziemi obiecanej, błądzenie nomadów na pustyni, czy też wędrowanie taborów cygańskich. Poliglotyczna artystka wplotła w swój śpiew różne dialekty etniczne i poza językiem polskim, możemy tu również usłyszeć sentencje artykułowane po hebrajsku, arabsku, macedońsku, romsku, w jidysz, farsi czy ladino. Pełen profesjonalizm i iskrzące emocje w jednym. Shalom aleichem !
13. Aga Zaryan – Remembering Nina & Abbey
Natomiast na krążku Agi Zaryan Remembering Abbey & Nina została przedstawiona doskonała interpretacja klasycznego i czystego jazzu, który nawiązuje bezpośrednio do twórczości Niny Simone i Abbey Lincoln, zatem płyta jest też pewną formą przyznania zasłużonej czci korzennej muzyce synkopowanej. Dwie artystki, które są tematem całego krążka, wstawiły się w historii nie tylko ponadprzeciętnymi umiejętnościami twórczymi, ale zasłynęły również w dziejach Ameryki jako kobiety walczące o likwidację krzywdzących podziałów rasowych. Jestem tak mocno zachłyśnięty wspaniałym i delikatnym głosem Agi, iż uważam tę płytę za prawdziwe dzieło sztuki, które wzbudza zarówno zachwyt, jak i głęboki podziw wobec umiejętności tej świetnej artystki. Na krążku poza samą wokalistką udzieliło się kilku światowej sławy muzyków, dodając temu dziełu finezyjnego kształtu za pomocą nieocenionego rzemiosła instrumentalnego.
14. Corey Harris – Fulton Blues
Corey Harris odznaczył się w historii muzyki współczesnej jako przedstawiciel surowego i rdzennego gatunku bluesa, który był najpierwotniejszą formą tego rodzaju kreacji. Minęło już wiele lat, a warsztat naszego artysty nieco się urozmaicił, natomiast rodzaj wygrywanych przez niego dźwięków wiele razy nasiąkał trendami nieco późniejszymi. Bywało, iż Corey w trakcie swej działalności skłaniał się bardziej w stronę bardziej zmodernizowanego kierunku, którym był R&B oraz jego drugiej fali wykazującej soulowy namysł w dziedzinie kulturowej. Jednak najnowszy album omawianego artysty jest w zasadzie powrotem do korzeni jego działalności i wykazuje cechy charakterystyczne dla delta bluesa, który jest wzorowym reprezentantem stylistyki rodowitych prekursorów tej gałęzi twórczości. Pierwszorzędne umiejętności muzyka oraz źródłowe inspiracje bluesem doprowadziły do zmontowania bardzo interesującego dzieła sztuki.
15. Ayreon – The Theory of Everything
Album The Theory of Everything jest prawdziwym arcydziełem kipiącym wręcz sumiennymi zagrywkami instrumentalnymi oraz profesjonalną techniką wykonawców. Zaprojektowany on został przez holenderskiego muzyka Arjena Lucassena. Płyta reprezentuje typowy progresywny heavy metal wzbogacony dodatkowo aspektami symfonicznymi oraz kompozycją koncepcyjną. Płyta podzielona jest na cztery akty i zachowuje strukturę operową. Udział na krążku takich artystów jak John Wetton (dawny członek King Crimson, obecnie należy do grupy Asia), Steve Hackett (należał do formacji Genesis), Cristina Scabbia (Lacuna Coil), Marco Hietala (Nightwish), czy Jordan Rudress (Dream Theater) może już na wstępie uświadomić zainteresowanych, z jak wybitnym majstersztykiem możemy tu mieć do czynienia. Lecz największym walorem tego fenomenalnego wydania jest głęboki i błyskotliwy aspekt treściowy zawarty w oprawie lirycznej. Dla mnie, filozofa z wykształcenia, ta pozycja jest z tego powodu bardzo bliska i prowadzi me rozważania ku najwyższym płaszczyznom abstrakcyjnej tematyki egzystencjalnej i kosmologicznej. Jest to podróż ultraintelektualna ku poszukiwaniom ostatecznej teorii unifikacji oddziaływań fizycznych, odkrywaniu zatartych zakamarków świadomości, dialogom perspektywicznym, miłości i zazdrości, oraz dokonaniu hierarchizacji wartości życiowych. Pojawiają się tu odniesienia do kwantowych fluktuacji opisanych zasadą nieoznaczoności Heisenberga, relatywizmu grawitacyjnego Einsteina, teorii strun, ciemnej materii, cząstek elementarnych, eksploracji metafor metafizycznych, odkrywania scalających praw matematyki w symetriach, czy też alegorycznego naświetlenia wątku sawanta (inspiracją dla autora albumu były m.in. filmy Rain Man oraz Piękny Umysł).
16. Caro Emerald – The Shocking Miss Emerald
Caro Emerald to z kolei bardzo świeża i doskonale zapowiadająca się artystka, której muzyczne wykonania obfitują w esencje modernistycznego jazzu przemieszanego z prądami soulowymi czy rytmami tango. Piosenkarka jest niebywale utalentowaną kobietą i daje porządną dawkę życia we współczesne trendy muzyki jazzowej. Nie jest to oczywiście rdzenny i surowy jazz, nie mniej jednak słuchanie albumu uwzniośla emocje i przywołuje niezwykłe skojarzenia mające swe odbicia w atmosferze tanecznych klubów lub ulic Paryża. Album The Shocking Miss Emerald to prawdziwa iskra ciekawej interpretacji jazzu, mimo że jego odtwórczyni jest osobą z nowego pokolenia. Aparycja oraz barwa głosu wokalistki są nieskazitelną poezją dla mej duszy.
17. Jaromir Nohavica – Kometa: The Best of Nohavica
Następną pozycją jest kolejne wspaniałe cudo, kompilacja różnych utworów z rozległego dorobku Nohavicy zatytułowana Kometa – The Best of Nohavica, którą ten czeski muzyk przygotował specjalnie dla polskich fanów. Jest to postać równie wybitna, jak i bezpruderyjna, pisane przez niego teksty obfitują w wątki uwznioślone poetyckim patosem, ale równocześnie bywają też przemieszane z bezkompromisową trywialnością. Jaromir doskonale radzi sobie z techniką głosu, grą na akordeonie oraz na gitarze. Kawałki w tej kompilacji zostały dobrane z różnych stadiów działalności Nohavicy.
18. Marek Napiórkowski – UP!
Album Up! jest ciekawym dziełem muzyki polskiej, które zostało w pełni obdarowane profesjonalizmem i nietuzinkowymi wykonaniami. W zrealizowaniu tego materiału muzycznego wzięli udział doświadczeni i sprawni artyści jazzowej sceny, dzięki czemu zawartość krążka promieniuje wysokolotnymi ekspresjami oraz daje sposobność do zapoznania się z rzetelnie rozbudowanymi tonami. Sam Napiórkowski posiada już wieloletnie obycie się z muzyką i zdołał do perfekcji opanować granie na gitarze. Wiele razy współpracował z różnymi figurami sceny artystycznej, brał np. udział w projektach Anny Marii Jopek, ale występował też razem z zagranicznymi twórcami, chociażby z Sugarem Blues z zespołu Rolling Stones. Efekt jest poruszający i niesamowity, trudno byłoby zaprzeczyć stwierdzeniu, że najnowsza publikacja tego muzyka jest produktem ambitnym, niebanalnym i fenomenalnym.
19. Nick Cave and the Bad Seeds – Push the Sky Away
Pozostało we mnie bardzo duże przywiązanie do twórczości poczciwego Nicka Cave’a, który zawsze starał się omijać wydeptane przez innych ścieżki, a szukać w sztuce rozstrzygnięć nietypowych, ale i niewadliwych. Najnowszy album tego artysty posiada niezbyt skomplikowaną i dość linearną trakcję melodyczną, ale jednocześnie wypełniony jest mrocznym i melancholijnym przesłaniem, silnie oddziałującym na receptywność emocjonalną. Płyta zawiera bardzo urzekające partie gry na pianinie, odrobinę gotycką perkusję, sporadycznie pojawiające się smyczki i flety niosące subtelne tchnienie, umiejętnie wykorzystaną gitarę tenorową oraz kojące chóry. Na płycie został wykorzystany również oprawiony ambientem syntezator, który zachowuje umiar i dzięki temu nie psuje kompozycji, ale konstruktywnie ją podsyca. Uważam również, że od czasów nagrania dawnych dokonań muzycznych zespołu, głos Nicka w znaczący sposób się rozwinął i dysponuje obecnie jeszcze większą siłą rażenia, niż miało to miejsce w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia.
20. Ania Rusowicz – Genesis
Anna Rusowicz, córka Ady Rusowicz, jest jedną z najbardziej intrygujących polskich artystek młodego pokolenia, której najnowsze dzieło wypełnia blask nieposkromionego zapału twórczego oraz oryginalnych zagrywek instrumentalnych. Bardzo ciekawa artykulacja wokalna wspomagana rockowymi riffami strunowymi oraz idealnie wybijaną rytmiką perkusyjną, dają w efekcie coś na kształt złączenia klimatu ambientowego z dynamiką gitarowego psychodelizmu. Wiele jest tu obecnych nietypowych wrażeń, szmeru metafizycznego, hipnotyzmu oraz wyrafinowanych rozmyślań. Artystka sama przyznaje, że olbrzymią inspiracją dla powstania tego krążka była twórczość Jima Morrisona z The Doors. Zatem nie powinien być niepojęty fakt, że jej sztuka została ukierunkowana właśnie w stronę takich awangardowych brzmień. Ponadto wybitna i niebanalna oprawa tekstualna albumu monumentalnie przemówiła do głębi mego serca, ukazując wiele istotnych i doniosłych treści. Artystka operuje na pewnej ciężkiej do określenia strunie, która z jakiegoś powodu jest mi zaskakująco bliska.
Kolejną dziesiątkę rozpoczyna ścieżka dźwiękowa z filmu Papusza zaprojektowana przez Pawluśkiewicza. Nieco niżej figuruje polski artysta Tomasz Stańko ze swoją jazzową płytą Wisława, która tytułem nawiązuje do Szymborskiej. Później mamy wspaniały zespół Petrucciego Dream Theater, a dalej pojawił się znakomity projekt Richarda Blackmore’a oraz jego żony Candice Night Dancer of The Moon. Na następnej pozycji umieściłem bardzo tajemniczy i oryginalny projekt rockowy Alchemy, zawierający cechy operowych wykonań, a skomponowany przez Clive’go Nolana. Przy kolejnych numerach usytuowałem różne jazzowe produkcje, są to kolejno Pulse Steve’go Cole’a, Nightsongs Janis Siegel, Number Ones Richarda Ellliota oraz The Beat Boney’a Jamesa. Wreszcie wchodzi świetna płyta Didn’t It Rain znanego aktora Hugha Lauriego.
21. Jan Kanty Pawluśkiewicz – Papusza
22. Tomasz Stańko New York Quartet – Wisława
23. Dream Theater – Dream Theater
24. Blackmore’s Night – Dancer of the Moon
25. Clive Nolan – Alchemy
26. Steve Cole – Pulse
27. Janis Siegel – Nightsongs
28. Richard Elliot – Number Ones
29. Boney James – The Beat
30. Hugh Laurie – Didn’t it Rain
Właściwie to od tego momentu.kolejność poszczególnych pozycji została już dobrana dość przypadkowo. Ta dziesiątka zawiera głównie rockowych i metalowych wykonawców. Ale nie zabrakło tu również jazzu (Adam Pierończyk, Monika Borzym), czy bluesa (Ana Popović). Są tu świetne wykonania klasyki cięższej muzyki (Saxon, Motörhead, Deep Purple), albumy nowej fali rocka (Arctic Monkeys, Earthless), a także polski zespół Kult. Nie zabrakło też Rogera McGuinna z jego najnowszą płytą Cardiff Rose.
31. Adam Pieronczyk – The Planet Of Eternal Life
32. Saxon – Sacrifice
34. Motörhead – Aftershock
34. Deep Purple – Now What?!
35. Roger McGuinn – Cardiff Rose
36. Arctic Monkeys – AM
37. Earthless – From The Ages
38. Kult – Prosto
39. Monika Borzym – My Place
40. Ana Popović – Can You Stand The Hit
Na ostatniej dziesiątce mamy na początku młodą amerykańską artystkę Cassie Taylor, która trzyma się inspiracji bluesowych oraz mało znany zespół Dirty Streets. Dalej umieściłem kolejno bluesową śpiewaczkę Dane Fuchs, francuską wokalistkę i gitarzystkę Jill Barber oraz norweską artystkę Idę Marię. Co prawda nie jestem już aż tak silnym entuzjastą różnych nurtów death bądź black metalu, jakim byłem dawno temu, aczkolwiek przywiązanie do ostrzejszych dźwięków, wikińskiej dzikości oraz nordyckiej mitologii pozostało. Stąd uwzględniłem na liście bardzo interesujące i profesjonalne wydanie grupy Amon Amarth zatytułowane Deceiver of the Gods, a także Satyricon, czyli surowe i klimatyczne wykonanie norweskiego zespołu o tej samej nazwie. Nie mogłem też pominąć EP-ki doom metalowej kapeli My Dying Bride, którą nazwano The Manuscript. Potem wreszcie mamy oryginalny projekt elektro jazzowy Absent Minded grupy Mikrokolektyw oraz najnowszy, nieco kontrowersyjny album Stinga The Last Ship.
41. Cassie Taylor – Out of My Mind
42. Dirty Streets – Blades of Grass
43. Dana Fuchs – Bliss Avenue
44. Jill Barber – Chansons
45. Ida Maria – Love Conquers All
46. Amon Amarth – Deceiver of the Gods
47. Satyricon – Satyricon
48. My Dying Bride – The Manuscript (EP)
49. Mikrokolektyw – Absent Minded
50. Sting – The Last Ship
Najlepsze piosenki
Teraz z kolei nadszedł czas na dokonanie zestawienia najbardziej czarujących utworów roku 2013. Oto moje propozycje:
1. Cotton Mouth Man – Wrapped Around My Heart
Oto mój zeszłoroczny muzyczny faworyt, który postanowiłem wyróżnić pierwszym miejscem. Piosenka posiada żywy hart bluesowego usposobienia, ale równocześnie charakter gitar zmierza niekiedy na tym kawałku nieco ku rockowym taktom charakterystycznym dla Pink Floyd, a innym razem kompozycja wykazuje trochę cech jakby soulowych. Partie śpiewane zostały pierwszorzędnie wykonane przez Ruthie Foster, która jest jedną z najsławniejszych bluesowych i gospelowych wokalistek. Natomiast przygrywki na harmonijce wykonywane przez samego Jamesa są po prostu nieziemsko oszałamiające. Jestem uradowany faktem, że Cotton postanowił nie rezygnować ze swojej muzycznej kariery.
2. Joe Satriani – Can’t Go Back
Can’t go back jest w moim przekonaniu jednym z najwspanialszych dokonań Satrianiego w ciągu jego całej kariery. Popisy techniczne zaprezentowane w tym kawałku przytłaczająco mobilizują słuchacza do pełnej atencji wobec muzyka i roztaczają przed odbiorcą szeroką gammę skomplikowanych dźwięków uwarunkowanych bardzo zręcznymi ruchami palców. To co Satriani potrafi uczynić z gitarą jest kompletnie niewyobrażalne, wszystkie partie solowe są bajecznie wygrywane z wyrywającym pędem. Utwór Can’t go Back jest rozległą symfonią przeróżnych wariacji tonów i zaświadcza niezbicie o wyrafinowanym wirtuozostwie Joego. Utrzymywanie przez muzyka harmonijnych proporcji pomiędzy różnymi akordami, żywiołowa pasja artysty do tworzenia oraz jego wykwalifikowany kunszt powołały do życia kolejny ponadczasowy utwór.
3. Eric Burdon – Old Habits Die Hard
Można powiedzieć, że w zasadzie cała płyta Burdona jest nadzwyczaj trafnym odzwierciedleniem autentycznego ducha bluesowego, który był tak bardzo popularny w pierwszej połowie XX wieku wśród Afroamerykanów. Tutaj mamy również wyśmienite tempo typowe dla Rock’n’Rolla. Utwór rozpoczynają świetne przygrywki gitar, po których do udziału wkracza sekwencyjny akompaniament klawiszy. Wówczas zaczyna się odważny śpiew Burdona wprowadzający potężnie klimatyczny nastrój. Największy zachwyt jednak pojawia się od momentu, gdy piano zaczyna wygrywać charakterystyczną sekwencje tworzoną przez wklepywane klawisze wydające naprzemiennie wyższy oraz niższy ton, a całości dodatkowo towarzyszy profesjonalna solówka. Potem gdy na chwilę cała wyborna melodia się ucisza, Eric bardzo sprawnie artykułuje śpiewne sentencje podgrzewając całą atmosferę. Wreszcie wracają gitary wraz z potężnym ładunkiem perkusyjnym i rewelacyjnie rozbudzają duszę odbiorcy. Kawałek posiada nieposkromioną werwę i wywołuje w umyśle słuchacza niewiarygodne uniesienia emocjonalne.
4. Corey Harris – House Negro Blues
Według mnie House Negro Blues jest również jedną z najwierniejszych ekspresji rdzennego bluesa, jakie można usłyszeć w muzyce czasów dzisiejszych. Utwór zaczyna się pojedynczym tonem uderzonej śmiało perkusji, po którym zaczyna się stopniowe przechodzenie dźwięków klawiszy ku wysokim częstotliwościom. W końcu dochodzą do wykonania instrumenty dęte, zaczynając wygrywać niesamowicie urzekające odgłosy, aż wreszcie pojawiają się też wprawne manewry gitary akustycznej. Już po tym emocjonującym akompaniamencie nie sposób się oderwać od słuchania tego wspaniałego kawałka. Muzyk niemal wkłada całego swojego ducha w odśpiewywanie kolejnych wersetów, a jego artykulacje słowa blues tryskają intensywnym życiem. Wszystkie partie dźwiękowe perfekcyjnie spełniły swoje zadanie, a ostatecznie głos Harrisa swoją potęgą uniósł całą kompozycję ku szczytom artystycznej perfekcji.
5. Kayah – Muszlo Moja
Trudno było wyróżnić jakikolwiek utwór z najnowszego dzieła Kayah w celu umieszczenia go w pierwszej dziesiątce, gdyż cała ta płyta jest po prostu przecudowna, rewelacyjna i niezastąpiona. Zdecydowałem więc umieścić na tej pozycji przemianowaną lirycznie i spolszczoną wersję Kondja Mia. Muszlo Moja jest to piosenka, dzięki której po raz pierwszy miałem sposobność zetknąć się z tym niezwykłym albumem, dlatego właśnie postanowiłem otoczyć ją szczególnym uznaniem. Muszlo Moja zawiera bardzo klimatyczny nastrój, który skłania słuchacza do zmierzenia się z olbrzymią rozległością oceanu oraz uświadomienia sobie własnej roli na bezkresnej arenie egzystencji.
6. Aga Zaryan – Don’t Let Me Be Misunderstood
Don’t Let Me Be Misunderstood jest utworem otwierającym najnowszy krążek Agi Zaryan, wprowadzając słuchacza w subtelną atmosferę wyrafinowanego jazzu. Jest to cover jednej z najsłynniejszych piosenek Niny Simone, na który warto zwrócić uwagę i wsłuchać się w jego przepiękną kompozycję. Aga zaśpiewała go niesamowicie pięknie i delikatnie, jej głos pogrąża mnie zawsze w obłędnym zachwycie niczym śpiew syreny. Bardzo staranna ścieżka gry na pianinie, czuła akustyczna gitara oraz umiarkowana perkusja tworzą harmonijną plątaninę cudownych dźwięków.
7. Dave Douglas Quintet – Time Travel
Świetny jazzowy utwór, który jest ukoronowaniem całej świetności najnowszego albumu Douglasa. Na szczególną uwagę zasługują elementy dźwiękowe, na które składają się profesjonalne zagrania na instrumencie dętym wykonywane przez samego Dave’a. Sam wstęp do utworu jakby nawiązywał odrobinę do klasycznej muzyki Rimskija i Korsakova, a w zasadzie ten charakterystyczny motyw wraca bardzo często stanowiąc imponujące tło nieokiełznanej trąbki. Potem wkraczają improwizację pianina współgrając z żywiołową perkusją, co też silnie wzmaga w słuchaczu porywiste odczucie podziwu wobec artystów. Jest to niezwykle uroczysta strawa dla koneserów synkopowanej sztuki i powinna zachwycić nawet bardzo wybrednych entuzjastów muzyki utrzymywanej w jazzowych obszarach gatunkowych.
8. Kenny Garrett – Pushing The World Away
Utwór Pushing The World Away jest jedną z najbardziej ambitnych i wymyślnych interpretacji jazzu, jakie można unaocznić we współcześnie tworzonej muzyce. Garrett dmuchając w swój saksofon tenorowy, przygotowuje najpierw odrobinę spokojny nastrój z subtelną perkusją w tle. Potem partia dęta coraz gwałtowniej aranżuje zróżnicowane dźwięki, by wreszcie wybić się w tworzonej melodii na ekstremalnie nietypowe tonacje. Może to zaszczepić w słuchaczu jedynie porażające odczucie estymy wobec finezyjnie opanowanego przez Kenny’ego warsztatu. Dodatkowo intrygującą oprawę wykonania doprawia tajemnicze artykułowanie wokaliz, które swoją barwą przypominają odgłosy mantrowania typowego dla tybetańskich mnichów.
9. David Bowie – If You Can See Me
Ten utwór to jedno ze wspanialszych dzieł, które zdołał powołać do życia Bowie. Można w nim zidentyfikować zarówno lata doświadczeń muzyka, jak i zapał do podejmowania niepospolitych eksperymentów. Staranne partie gitar modelują wytrawne riffy, które nadają kompozycji niewiarygodnego blasku artystycznego. W tych tonacjach strunowych zawarta jest pewna wściekłość typowa dla psychodelizmu dawnych produkcji Davida, a jednocześnie widać w ich warsztacie ugładzenie konceptualne. Bowie potrafi wybornie uwarunkować impulsy emocjonalne, dając im zarazem sowite obramowanie techniczne. Oprócz tego, na tym kawałku porwała mnie wyjątkowo umiejętnie wkomponowana część perkusyjna, która zdołała utrzymać atmosferę całego utworu w stałym napięciu. Całe wykonanie zostało perfekcyjnie dopracowane i przyniosło bardzo spektakularny rezultat.
10. Dream Theater – Enigma Machine
Enigma Machine w wykonaniu pamiętnej formacji Dream Theater to z pewnością potężna bomba artystyczna dająca niepospolite stymulanty i emanująca świetnymi aranżacjami melodyjnymi. Można powiedzieć, że tym kawałkiem Petrucci zawarł tradycyjną aurę prog metalu, którą eksploatował na przestrzeni wielu lat. Nie jest to może zbyt nowatorskie wydanie, gdyż stylistyka muzyczna utworu nie wyszła poza obręb schematycznych kompozycji utrzymywanych we wcześniejszych dokonaniach grupy, ale dzięki temu album konserwuje autentycznego ducha zespołu i dlatego zasługuje na uwagę.
11. Keith Jarrett – XIX
Nie mogę wciąż pojąć, dlaczego kawałki z najnowszego dzieła Jarretta zostały tak krytycznie przyjęte wśród zwolenników jazzowych brzmień. Co prawda wszystkie utwory obecne na płycie zostały w studio posklejane z rożnych pojedynczych wykonań, ale niejeden współczesny artysta wykorzystuje takie zabiegi w tworzonej muzyce. Najbardziej istotnym aspektem tego całego materiału jest zawarta w nim prężność niecodziennych dźwięków oraz prawdziwa sumienność Keitha, którą się odznaczył, przygotowując wszystkie te nagrania. Postanowiłem wybrać i umieścić na liście numer XIX kończący płytę, gdyż jego realizacja wydała mi się najstaranniejsza i najpełniejsza. Doskonałe zjednoczenie uporządkowanych gitarowych szarpnięć wraz z sekwencyjnie wystukiwaną perkusją zapewniły mi prawdziwą błogość estetyczną.
12. Kayah – Kicy, Bidy i Bokha
Artystka cudownie wykonała wspaniały cygański wiersz, którego słowa zostały napisane przez Bronisławę Wajs, czyli Papuszę. Muzyka została napisana przez Pawluśkiewicza, natomiast sam utwór posiada dwie wersje. Jedna została zaśpiewana przez Kasię w duecie z Towarnicką, druga natomiast jest dźwięcznie artykułowana solo przez tę pierwszą wokalistkę. Osobiście uważam, że ten utwór wyszedł odrobinę lepiej z udziałem samej Kayah, bowiem jej głos bardziej dopasował się do klimatu tej pieśni. Nie mniej jednak obydwie wersje są piękne.
13. Ania Rusowicz – To Nie Ja
Zdecydowanie najbardziej energiczna i przodująca piosenka z albumu Genesis, która jest pewnym spoiwem między punkową drapieżnością, a psychodeliczną barwą dźwięków. Bardzo do mnie przemówił charakterystyczny rockowy gitarowy riff, który przewija się w ciągu całej piosenki. Ciekawa jest też dość ostra perkusja akcentująca często koniec artykułowanego przez Anię wersetu. Można by za minus uznać dość wadliwą jakość studyjnego dźwięku tego utworu, ale ja uważam, że ten odrobinę garażowy szum podsyca korzystnie nieco punkowy klimat tego wykonania.
http://youtu.be/gU5vQvXkYQ4
14. Nick Cave and the Bad Seeds – Push the Sky Away
Utwór Push the Sky Away jest chyba najbardziej mrocznym i niepokojącym kawałkiem z najnowszego albumu Cave’a. Oprawa instrumentalna jest nieskomplikowana i w zasadzie ogranicza się do niewielu bardzo przystępnych dźwięków. Jest to bardziej electro ambient, niż gotycki rock tak bardzo typowy dla dawniejszych dokonań Nicka, aczkolwiek jego twórczość w dalszym ciągu potrafi wprawiać w zdumienie. Melancholijna oprawa melodyczna, ponury głos wokalisty, oszczędne stukanie perkusji i trywialny odgłos syntezatorów przywołują na myśl wyobrażenie przesiąknięte opuszczonymi pustkowiami wewnątrz gęstych oparów mgielnych.
15. Joe Satriani – Weight of the world
Po raz kolejny umieściłem w rankingu jedno z wykonań słynnego mistrza gitary. Utwór zaczyna się zmanierowaną krzątaniną dźwięków, stopniowo przygotowującą słuchacza do bardziej rozbudowanych tonów. Największą chwałę przynosi niepohamowane zatopienie się muzyka w trakcji solo, której wysublimowana aura przenosi odbiorcę w kompletnie inny świat. Wówczas Joe tworzy melodyjną partię, w wyniku której przychodzi moment prawdziwej ekstazy. Natomiast udana sekwencja perkusyjna stanowi wyśmienitą dekorację dla tej zaawansowanej kompozycji utworu. Jest to kolejne arcydzieło Satriani’ego, którego nie sposób nie docenić.
http://youtu.be/rfMo_yg_NBo
16. Ania Rusowicz – To Co Było
Jest to piosenka kompletnie odbiegająca od atmosfery całej płyty, bowiem zawiera ona bardzo łatwą do zinterpretowania dynamikę i melodią wpasowuje się wręcz idealnie w formę typową dla radiowej muzyki popularnej. W zamierzeniu autorki rola tego utworu polegała na zachęceniu słuchaczy do zapoznania się z płytą, dlatego został on wydany jako singiel promujący krążek. Jego prostolinijna nośność, ciekawa barwa głosu wokalistki oraz niesamowicie głęboki przekaz treściowy złożyły się w bardzo atrakcyjną strawę dla mej duszy. Dlatego uważam ten numer za nieoceniony i niewiarygodnie wciągający.
http://youtu.be/41bSVunlrN4
17. Caro Emerald – Pack Up The Louie
Pack Up The Louie uważam za najbardziej udaną kompozycję zawartą na najnowszym albumie Caro Emerald. Tytuł omawianej piosenki ukazuje słuchaczowi jedną z muzycznych fascynacji wokalistki, którą jest twórczość słynnego trębacza jazzowego Louisa Armstronga. Jego nagrania mają towarzyszyć Caro w wyobrażonej podróży do Rio de Jainero, Buenos Aires oraz Havany. Daje to kolejne wskazówki wobec inspiracji przyświecających naszej artystce, bowiem z Rio de Jainero wywodzi się bossa nova, z Buenos Aires pochodzi tango, natomiast na Havanie popularnym trendem jest salsa. Taki jest też charakter utworu łączący poniekąd jazz z tymi gatunkami. Śpiew retrospekcyjny w wykonaniu Caro jak zawsze przywołuje nostalgiczne pogrążenie w degustacji. Dodatkowo męski głos śpiewający na zmianę z naszą artystką przynosi esencję iście afroamerykańskich dekoracji. Natomiast synkopowana partia instrumentów dętych przewijająca się w tle dodaje swingowej pikanterii.
http://youtu.be/OOUUXLVlnQk
18. Paul McCartney – Everybody Out There
Mimo, że głos McCartneya jest bardzo subtelny i artykułuje dźwięki z gracją, to nadal można wyczuć w jego muzyce prawdziwie żywiołowe tchnienie. Paul radzi sobie świetnie zarówno z gitarą jak i ze śpiewem. Ten utwór podsuwa mi na myśl jego dawne wykonania solowe, jeszcze z czasów, gdy muzyk wydawał album Flaming Pie. Wybitny reprezentant zespołu The Beatles wciąż pokazuje, jak wiele wciąż potrafi zdziałać mimo swego podeszłego wieku. Jest to jedna z najbardziej udanych propozycji zawartych na nowym krążku McCartney’a, znakomicie oddaje ona atmosferę klasycznego rock’n’rolla.
http://youtu.be/HisBomAA6Ks
19. Carlos Santana – Saideira
Kolejny wirtuoz metodyki gitarowej, którego wykonania poruszają się w obrębie latynoskiego rocka. Utwór Saideira jest singlem promującym płytę, która ma zostać wydana przez Santanę w roku 2014. Przyznam, że głos Carlosa nie do końca wpasowuje się w moje muzyczne gusta, natomiast jego umiejętne posługiwanie się strunowym instrumentem wzbudza mój ogromny podziw. Kawałek został nagrany przez Santanę wspólnie z brazylijskim artystą Samuelem Rosa’em. Bardzo wyszukana technika wykorzystywania gitarowych chwytów oraz aura meksykańskich prądów muzycznych są czynnikami, które najtrafniej określają przynależność artystyczną Santany. Utwór zaczyna się od krótkiej perkusji, po czym wchodzi wspaniała partia solowa, która pokazuje, z jak kompetentnym profesjonalistą mamy tu do czynienia. Natomiast kolejne elementy gry gitarowej obecne w dalszej części melodii jeszcze bardziej podsycają moje pozytywne wrażenie.
20. Ayreon – Magnetism
Szczerze mówiąc to wykrajanie z tego albumu jakiegokolwiek utworu i potraktowanie go jak odrębną całość jest totalnie bezcelowe i kaleczące, gdyż praktycznie wszystkie wykonania zawarte na tym krążku płynnie przechodzą w kolejne i stanowią nierozerwalną całość; a wiele z nich jest bardzo krótkich. Mimo wszystko musiałem wybrać jakiś jeden utwór, by wyróżnić to majestatyczne dzieło. Zatem umieściłem na liście jedną z najdłuższych pozycji z płyty.
21. Kayah – El Eliyahu
22. Eric Burdon – River is Rising
23. Tomasz Stańko New York Quartet – Mikrokosmos
24. Jan Kanty Pawluśkiewicz – Apre Boliben Cerhena Rakiren
25. Marek Napiórkowski – Teatr
26. Cotton Mouth Man – Something For Me
27. David Bowie – The Stars Are Out Tonight
28. Corey Harris – Fulton Blues
29. Marek Napiórkowski – Lunar Calendar
30. Ania Rusowicz – Tango śmierci
31. Nick Cave and the Bad Seeds – Water’s Edge
33. Clive Nolan – Tide of Wealth
34. Aga Zaryan – Strange Fruit
35. Cotton Mouth Man – Wasn’t My Time to Go
36. Joe Satriani – A Door Into Summer
37. Kenny Garrett – Rotation
38. Hugh Laurie – Vicksburg Blues
39. Blackmore’s Night – Somewhere Over the Sea (The moon is Shining)
40. Keith Jarrett – IV
41. Marek Napiórkowski – Cafe Batavia
42. Jan Kanty Pawluśkiewicz – Jasfa i saben
43. Janis Siegel – A Flower Is a Lovely Thing
44. Aga Zaryan – Who Knows Where The Time Goes
45. Tomasz Stańko New York Quartet – Wisława
46. Steve Cole – With You all The Way
47. Boney James – Sunset Boulevard
48. Keith Jarrett – XII
49. Caro Emerald – Excuse My French
50. Paul McCartney – New
51. Dream Theater – The Looking Glass
52. Aga Zaryan – Beautiful Land
53. David Bowie – (You Will) Set the World on Fire
54. Saxon – Warriors of the Road
55. Dave Douglas Quintet – Garden State
56. Eric Burdon – In The Ground
57. Carlos Santana – La Flaca
58. Blackmore’s Night – The Last Leaf
59. Ida Maria – Nostalgia
60. Amon Amarth – As Loke Falls
61. Saxon – Guardian of The Tomb
62. Motörhead – Going to Mexico
63. Paul McCartney – Alligator
64. Boney James – Powerhouse
65. Richard Elliot – Mystery
66. Deep Purple – Apres Vous
67. Corey Harris – Underground
68. Dream Theater – Behind the Veil
69. Janis Siegel – Love And Paris Rain
70. Arctic Monkeys – R U Mine?
71. Cassie Taylor – No No
72. Deep Purple – Out of Hand
73. Arctic Monkeys – No. 1 Party Anthem
74. Earthless – From The Ages
75. Kult – Układ zamknięty
76. Dirty Streets – Keep an Eye Out
77. Cassie Taylor – New Orlean
78. Ana Popovic – Can You Stand The Heat
79. Jill Barber – Sous Le Ciel De Paris
80. U2 – Ordinary Love
81. Bon Jovi – The Fighter
82. Amon Amarth – Father of the Wolf
83. Satyricon – Ageless Northern Spirit
84. Mikrokolektyw – Superconductor
85. Katie Melua – Shiver and Shake
86. Jill Barber – Melancolie
87. Hugh Laurie – Evenin’
88. My Dying Bride – Vår Gud Över Er
89. Janis Siegel – If You Never Come to Me
90. Sting – Language of Birds
91. Ida Maria – Home
92. Blackmore’s Night – Minstrels in the Hall
93. Katie Melua – Chase Me
94. Earthless – Violence of the Red Sea
95. Dana Fuchs – Rodents in the Attic
96. Mikrokolektyw – Dream About City Backyards
97. Dana Fuchs – How Did Things Get This Way
98. Motörhead – Lost Woman Blues
99. Kult – Bomba na parlament
100. Steve Cole – Believe
Tym sposobem moje podsumowanie dobiegło końca, jednakże w dalszym ciągu trapi mnie uczucie niedosytu i pominięcia wielu istotnych wydań. Było to niezwykle trudne zadanie, ale jak wspomniałem we wstępie, sporządzenie tej listy miało zdecydowanie wydźwięk bardziej orientacyjny, niż wartościujący. Nie sądzę by mój ranking przybliżał choćby w najmniejszym stopniu opinię publiczną, dlatego zapewne bardzo wiele czytelników się z nim nie zgodzi. Ale jak już nadmieniłem, moim zadaniem nie było ankietowanie i tworzenie statystyk, lecz odzwierciedlenie pewnego symptomu preferencyjnego zawartego w moim punkcie widzenia. Dla mnie osobiście ważny jest fakt, że ludzie tworzą wielowymiarową sztukę, a jej niejednolite odłamy znajdują różnych odbiorców, dzięki czemu świat jest dużo ciekawszy.

