Tony Bennett – The Classics (2013), recenzja Szymona Jaremy

Niezwykle ambitnym i zagmatwanym przedsięwzięciem jest dokonanie pełnej klasyfikacji stylu, którym operuje Tony Bennett, gdyż udział mnogich instrumentów oraz niejednolitych gatunkowo atrybutów ukazany w toku jego kariery muzycznej jest nieustabilizowany. Ciężko określić technikę autora krążka mianem czystego jazzu, bowiem treść oferowanego repertuaru podążyła nieco ścieżką udeptaną przez Franka Sinatrę. Sprawa komplikuje się tym bardziej, iż album The Classics (Deluxe Edition) jest swoistym podsumowaniem udziału twórcy na scenie artystycznej i zawiera utwory zarówno dawne, jak i te późniejsze.

 The Classics (Deluxe Edition) wydany 4 października 2013 przy partycypacji wytwórni Columbia/Legacy jest zbiorem najsłynniejszych wykonań Tony’ego Bennetta, choć większość kawałków na krążku jest zarazem odświeżeniem poprzednich aranżacji artystycznych inspirujących tego amerykańskiego muzyka (Dublina, Warrena, Hammersteina, Bircusse’a oraz wielu innych).  Możemy tu kontemplować efektowne i płynne tryby legato wykonane na instrumentach smyczkowych (Stranger in Paradise, Because of You), czy też w partiach wokalnych (Boulevard of Broken Dreams), ale nie obeszło się również bez jazzowego, wybuchowego vibrato (Rags to Riches, Put on a Happy Face) i swingowych, dętych manewrów na klarnetach i saksofonach (My Favourite Things, The Best Is Yet to Come). Można też wyczuć silne ślady bluesa w Stepping Out With Me Baby, a także w Evenim’.  Zatem trzeba powiedzieć, iż zrecenzowanie kompilacji tak wielu odmiennych nut, które wyszły spod kreatywnej aktywności Bennetta będzie praktycznie tożsame z ustosunkowaniem się do całokształtu twórczości tego amerykańskiego wokalisty.

 Jedna rzecz całkowicie nie podlega żadnym wątpliwościom: głos naszego artysty jest nadzwyczajną i wyrafinowaną pożywką dla ucha. Niekiedy jest on usytuowany na bardzo wysokich częstotliwościach i czyni Tony’ego kimś pomiędzy śpiewakiem operowym wykorzystującym zręczne fazy Bel canta, a artystami spod szyldu Speech Level Singing. Innym razem schodzi na partie niższe i mocniejsze, co idealnie wpasowuje go w klimaty zadymionych klubów jazzowych z lat 50 i 60. Śpiew Bennetta jest tak bogaty, niejednorodny i wyszlifowany technicznie, że nie jestem w stanie któregokolwiek z jego wykonań uznać za słabe, gdyż ten muzyk jest w stanie poradzić sobie z każdym wyzwaniem. Obojętnie czy to będą gloryfikacje surowego jazzu (Don’t Get Around Much Anymore, Just in Time), czy też nieco bardziej spopularyzowane inspiracje w muzyce (Smile, What a Wonderful World, I Left My Heart In San Francisco). Potrafi on znakomicie sprostać umiarkowanym rytmikom i spokojnym przyśpiewom, których wymagają łagodne ballady, jak i dynamicznym oraz żywiołowym tempom muzyki synkopowanej. Nawet jeśli Tony bierze się za scatowe wokalizy, to trzyma również wysoki fason artystyczny, wychodzą mu one wyśmienicie, co możemy potwierdzić wsłuchując się w piosenkę Put on a Happy Face. Jego skala głosu jest nadzwyczaj rozległa i bardzo imponująca.

http://youtu.be/5DlZX8rA4sk

 Jednym z najbardziej znanych dokonań Tony’ego jest utwór Stranger in Paradise, który jest niczym innym jak nawiązaniem do Tańców Połowieckich z opery zatytułowanej Kniaź Igor, a zaprojektowanej przez Aleksandra Borodina w XIX w. Pierwotną aranżację Stranger in Paradise zawdzięczamy amerykańskiemu musicalowi Kismet, aczkolwiek wersja Tony’ego okazała się jeszcze większym sukcesem niż jej poprzedniczka. Przełożenie inspiracji muzyką klasyczną i klimatem operowym na wirtuozerię trad jazową było posunięciem fenomenalnym, w efekcie utwór ten stał się jednym z największych przebojów lat 50. Refren piosenki jest urozmaiconą odbitką początku słynnej sztuki rosyjskiej, natomiast dalsza część jest wygładzoną balladą utrzymywaną odrobinę w konwencji cool jazzu. Wykonanie tego kawałka jest niebywale staranne i profesjonalne, a impresje wynikające z reflektowania jego wzniosłych tonów są miażdżąco piorunujące.

W Boulevard of Broken Dreams odnalazłem nawet nieliczne elementy nuevo, a to z powodu podobieństwa linii melodycznej do polskiego utworu Ta Ostatnia Niedziela, który został skomponowany przez Jerzego Petersburskiego. Tony świetnie poradził sobie z tym kawałkiem i zostawił afektywne wrażenia, których nie sposób zatrzeć. Płomienny sentymentalizm w połączeniu z idealnym warsztatem technicznym daje rewelacyjny rezultat.

http://youtu.be/Pwaeus4JbJA

Trzeba też dodać, że przy zawyżonych partiach wokalnych, częstotliwość głosu Tony’ego potrafi przypominać oryginalną stylistykę Edith Piaf, mimo że barwy odgłosów ich strun dźwiękowych odznaczają się całkiem innymi jakościami. Słychać to np. w utworach: Because of You; Cold, Cold Heart; czy How Do You Keep the Music Playing. To kolejny argument za tym, iż w głosie Tony’ego drzemie bezkonkurencyjny potencjał, jego umiejętności wokalne dysponują szerokim asortymentem odcieni.

Także partie instrumentalne stanowią wyborny okaz strawy duchowej dla muzycznego degustatora. Liczne zastępy wirtuozostwa artystycznego dają wspaniały pokaz maestrii technicznej i konceptualnych proporcji w odgrywanych utworach. Wsłuchując się w poszczególne kawałki możemy odnaleźć dźwięki praktycznie każdego instrumentu, Tony zawarł w swoich dziełach gitary, skrzypce, pianina, harfy, saksofony, klarnety, cymbałki, flety, perkusje czy kontrabasy. Wszystkie partie muzyków zostały wykonane z nieocenionym warsztatem oraz prawdziwie jazzową atmosferą.

Dodatkowo możemy nacieszyć uszy udziałem innych słynnych artystów, którzy gościnnie wystąpili z Bennettem na niektórych kawałkach. Uczestnictwo takich gwiazd muzyki jak np. Barbara Streisand (Smile), Amy Winehouse (Body & Soul), Ray Charles (Evenim’), Juanes (The Shadow of Your Smile), czy Steve Wonder (For Once in My Life) w albumie okazało się fortunne i produktywne w swych następstwach, zatem słuchanie tych kawałków stanowi prawdziwą ucztę estetyczną. Natomiast dużym zaskoczeniem dla mnie było nagranie przez Tony’ego piosenki The Lady is a Tramp u boku Lady Gagi, a jeszcze większym szokiem, wiadomość o planowanym przez nich wydaniu wspólnego krążka w styczniu 2014 r

Niestety, duet Bennetta z Lady Gagą uważam za kompromitujący mezalians dla Tony’ego i w dalszym ciągu nie jestem w stanie wykorzenić śladu tego traumatycznego przeżycia. Nasz jazzowy wykonawca reprezentuje jednak muzykę ze znacznie wyższej półki kulturowej, pełną taktu, elegancji i szyku. Natomiast Lady Gaga jest komercyjną skandalistką, często podjudzającą prymitywne instynkty w słuchaczach za pomocą pseudo-sztuki. Próbować pogodzić wytworność Benneta z kabotynizmem tej piosenkarki, to tak jakby do wykwintnego obiadu w ekskluzywnej restauracji podać jabola. Nieładnie Tony, Amy Winehouse, która również brała już udział w pańskich inicjatywach, pewnie się w grobie przewraca. Już lepiej było zadzwonić do Europy i umówić się na spotkanie z Caro Emerald, która przynajmniej czuje jazz głęboko w sercu, po czym razem z nią przygotować ten materiał. Trudno, będę zmuszony zacisnąć zęby i jakoś ten ciemny epizod przeboleć. Pozostaje mieć nadzieję, że pani Germanotta czegoś się od kunsztu Benneta nauczy i zrekompensuje swój negatywny wizerunek w mej opinii.

Podsumowując wywód, trzeba podkreślić jeszcze raz, iż płyta The Classics (Deluxe Edition) Tony’ego Bennetta jest nie tyle pojedynczym etapem w jego twórczości, ile generalnym oglądem różnych motywów jakie towarzyszyły artyście od samych początków po dzisiejszy dzień. Czasami się one zmieniały, innym razem trwały w bezruchu, a niekiedy mieszały między sobą. Proponowany materiał jest pewną koneksją między cold jazzem, swingiem a specyficzną muzyką popularną Franka Sinatry. Najprościej i najbezpieczniej oprawić go w ramy smooth jazzu, zwanego potocznie pop jazzem, gdyż w tej kategorii zmieścić można każdy z powyższych terminów gatunkowych. Tony Bennett w ciągu swojego życia pokazał tak olbrzymią klasę i odznaczył się tak wystrzałowym talentem, iż jest to niemal niemożliwe, by ta płyta nie przypadła do gustu miłośnikom jazzu. Zdecydowanie polecam ją zakupić i dogłębnie się z nią zapoznać.

Tony-Bennett-The-Classics-Cover-Art

Czytaj również