Belle and Sebastian – How To Solve Our Human Problems (2018), recenzja Karoliny Babik

Grupę Belle and Sebastian poznałam za sprawą filmu „God Help The Girl”. Ścieżka dźwiękowa ekranizacji opierała się na utworach szkockiego zespołu w wykonaniu aktorów. Momentalnie zakochałam się zarówno w wersji filmowej, jak i oryginalnej. Dziś na warsztat biorę najnowsze wydawnictwo grupy, How to Solve Our Human Problems, na które składają się trzy EP-ki wydane na przestrzeni roku 2017 i 2018.

Z góry uprzedzę, że album raczej nie przypadnie do gustu wszystkim. Osobiście grupę pokochałam właśnie za niepowtarzalny klimat jaki wywołują swoją muzyką. Mają swój styl- choć eksperymentują, to nadal pozostają sobą, zdecydowanie nie lecą w masowe, schematyczne działania muzyczne.

Znalezione obrazy dla zapytania Belle and Sebastian - How To Solve Our Human Problems (2018)

Już utwór otwierający wydawnictwo- Sweet Dew Lee- serwuje nam świetną mieszanką instrumentów (znakomite syntezatory!), która brzmi bardzo klimatycznie z niezwykle przyjemnym wokalem wyśpiewującym prosty, życiowy tekst. “In another dimension, oh, in a parallel world / I am holding your hand, oh, I have made you my girl”. Bardzo urokliwa jest pozycja trzecia- Fickle Season. Kojarzy mi się nieco z soundtrackiem do wspomnianego wcześniej filmu “God Help The Girl”. Delikatny kobiecy wokal uzupełnia piękna partia fletu, niezbyt często wykorzystywanego we współczesnej muzyce.

Bardzo spodobał mi się zabieg podzielenia jednego z utworów na dwie części. Jedna z nich znalazła się na pierwszej, a kolejna na drugiej EPce. Mowa o Everything Is Now. Pierwsza część- instrumentalna- budzi u słuchaczy zauroczenie za sprawą świetnie wyważonego połączenia brzmienia fletu, gitary, perkusji, organów. Druga część utworu, w której pojawia się już więcej warstwy lirycznej, brzmi równie dobrze. W tym przypadku usłyszymy także smyczki, które dodatkowo wzbogacają brzmienie kompozycji.

W Show Me The Sun pojawia się zabieg zwolnienia tempa, który intensyfikuje moc wyśpiewywanych akurat słów. “A hangover of youth, but the plain bloody truth / You suffer a while before ladders of gold set you free”. Nie dość, że dochodzi do urozmaicenia całości utworu, to jeszcze w ciekawy sposób wzmocniony zostaje najważniejszy fragment tekstu. Działanie na plus!

Od pierwszego przesłuchania ujęły mnie piosenki I’ll Be Your Pilot oraz A Plague On Other Boys. Może i nie wyróżniają się szczególnie na tle innych pozycji, ale stwarzają tak przyjemny, relaksujący nastrój, że z pewnością wracać do nich będę jeszcze niejednokrotnie.

Fani wykonań akustycznych powinni polubić There Is An Everlasting Song. Łagodne brzmienie gitary, w połączeniu z pięknym wokalem i dobrym tekstem. Czego chcieć więcej? “There is an everlasting morning near the sun / It burns a hole in my heart, makes me want to run / And I would run all day if they give me the choice”.

W ostatniej pozycji- Best Friendpartie wokalu przejmuje Carla J. Easton z grupy TeenCanteen. Trzeba przyznać, że świetnie wpisała się w brzmienie grupy! Śpiewana przez nią kompozycja podana zostaje słuchaczowi w otoczce m.in. instrumentów smyczkowych. Świetnie uzupełnia ją także drugi głos. Rytmiczna ścieżka w bardzo optymistyczny sposób kończy album szkockiej grupy.

Tak jak zapowiadałam, nie jest to z pewnością płyta dla każdego. Utwory grupy mają charakterystyczne brzmienie, które dość wyraźnie odbiega od typowych współczesnych utworów. Tym, którzy cenią sobie nieco oldschoolowe brzmienie zdecydowanie ten, jak i poprzednie albumy grupy mogę polecić. Piękna warstwa instrumentalna, subtelne wokale, teksty, które są “o czymś”. Zdaje się- prosty przepis na dobry album. Szkoda tylko, że wcale nie tak dużo wykonawców potrafi za nim podążać…

oceny

autor recenzji

Sprawdź nasze inne

Recenzje