Grupę Belle and Sebastian poznałam za sprawą filmu „God Help The Girl”. Ścieżka dźwiękowa ekranizacji opierała się na utworach szkockiego zespołu w wykonaniu aktorów. Momentalnie zakochałam się zarówno w wersji filmowej, jak i oryginalnej. Dziś na warsztat biorę najnowsze wydawnictwo grupy, How to Solve Our Human Problems, na które składają się trzy EP-ki wydane na przestrzeni roku 2017 i 2018.
Z góry uprzedzę, że album raczej nie przypadnie do gustu wszystkim. Osobiście grupę pokochałam właśnie za niepowtarzalny klimat jaki wywołują swoją muzyką. Mają swój styl- choć eksperymentują, to nadal pozostają sobą, zdecydowanie nie lecą w masowe, schematyczne działania muzyczne.
Już utwór otwierający wydawnictwo- Sweet Dew Lee- serwuje nam świetną mieszanką instrumentów (znakomite syntezatory!), która brzmi bardzo klimatycznie z niezwykle przyjemnym wokalem wyśpiewującym prosty, życiowy tekst. “In another dimension, oh, in a parallel world / I am holding your hand, oh, I have made you my girl”. Bardzo urokliwa jest pozycja trzecia- Fickle Season. Kojarzy mi się nieco z soundtrackiem do wspomnianego wcześniej filmu “God Help The Girl”. Delikatny kobiecy wokal uzupełnia piękna partia fletu, niezbyt często wykorzystywanego we współczesnej muzyce.
Bardzo spodobał mi się zabieg podzielenia jednego z utworów na dwie części. Jedna z nich znalazła się na pierwszej, a kolejna na drugiej EPce. Mowa o Everything Is Now. Pierwsza część- instrumentalna- budzi u słuchaczy zauroczenie za sprawą świetnie wyważonego połączenia brzmienia fletu, gitary, perkusji, organów. Druga część utworu, w której pojawia się już więcej warstwy lirycznej, brzmi równie dobrze. W tym przypadku usłyszymy także smyczki, które dodatkowo wzbogacają brzmienie kompozycji.
W Show Me The Sun pojawia się zabieg zwolnienia tempa, który intensyfikuje moc wyśpiewywanych akurat słów. “A hangover of youth, but the plain bloody truth / You suffer a while before ladders of gold set you free”. Nie dość, że dochodzi do urozmaicenia całości utworu, to jeszcze w ciekawy sposób wzmocniony zostaje najważniejszy fragment tekstu. Działanie na plus!
Od pierwszego przesłuchania ujęły mnie piosenki I’ll Be Your Pilot oraz A Plague On Other Boys. Może i nie wyróżniają się szczególnie na tle innych pozycji, ale stwarzają tak przyjemny, relaksujący nastrój, że z pewnością wracać do nich będę jeszcze niejednokrotnie.
Fani wykonań akustycznych powinni polubić There Is An Everlasting Song. Łagodne brzmienie gitary, w połączeniu z pięknym wokalem i dobrym tekstem. Czego chcieć więcej? “There is an everlasting morning near the sun / It burns a hole in my heart, makes me want to run / And I would run all day if they give me the choice”.
W ostatniej pozycji- Best Friend– partie wokalu przejmuje Carla J. Easton z grupy TeenCanteen. Trzeba przyznać, że świetnie wpisała się w brzmienie grupy! Śpiewana przez nią kompozycja podana zostaje słuchaczowi w otoczce m.in. instrumentów smyczkowych. Świetnie uzupełnia ją także drugi głos. Rytmiczna ścieżka w bardzo optymistyczny sposób kończy album szkockiej grupy.
Tak jak zapowiadałam, nie jest to z pewnością płyta dla każdego. Utwory grupy mają charakterystyczne brzmienie, które dość wyraźnie odbiega od typowych współczesnych utworów. Tym, którzy cenią sobie nieco oldschoolowe brzmienie zdecydowanie ten, jak i poprzednie albumy grupy mogę polecić. Piękna warstwa instrumentalna, subtelne wokale, teksty, które są “o czymś”. Zdaje się- prosty przepis na dobry album. Szkoda tylko, że wcale nie tak dużo wykonawców potrafi za nim podążać…

