Asaf Avidan – Gold Shadow (2015), recenzja Michała Pietruszki

Niejednokrotnie śmieszyły mnie sytuacje, gdzie to jurorzy odwróceni do uczestnika w jednym z popularnych telewizyjnych talent show sztucznie zastanawiali się, czy na scenie stoi kobieta czy mężczyzna. Jakie musiałoby być ich zdziwienie gdyby był to Asaf Avidan, 34-letni wokalista i autor piosenek pochodzący z Izraela. Artysta na szczęście nie musi już szukać taniej sensacji – na rynku debiutuje właśnie jego drugi solowy album, który ostatecznie uczynić ma go rozpoznawalnym również za Atlantykiem.


Lubimy takie historie: oto młody chłopak po rozstaniu z dziewczyną przypadkowo chwyta za gitarę i jako samouczek staje się muzycznym towarem eksportowym swojego kraju. Trzema pierwszymi krążkach nagranymi wspólnie z zespołem The Mojos nieśmiało utorował sobie drogę do kariery we Francji, aby potem utworem One Day/Reckoning Song zremiksowanym przez niemieckiego producenta Wankelmuta na dobre zapisać się na listach przebojów w całej Europie. Na fali sukcesu powstała kolejna, tym razem w pełni własna płyta zatytułowana Different Pulses (2012) zrealizowana ze specjalistą od elektronicznych brzmień Tamirem Muskatem z Balkan Beat Box. Wydanym dwunastego dnia stycznia 2015 roku Gold Shadow Asaf w pewnym sensie kontynuuje zawartą na debiucie artystyczną koncepcję, nie czyniąc bynajmniej jego podróbki, ale raczej godnego następcę.

Już otwierający, singlowy numer Over My Head dla laików twórczości Izraelczyka nakreślić może obraz kolejnych propozycji na płycie i zawartych w nich retro wibracji. Niemałego szoku doświadczyć mogą ci słuchacze, którzy kojarzą go jedynie z remixu One Day. Patrząc na prezentowane tu utwory owy remix był najwidoczniej jedynie pojedynczym wyskokiem z muzyką radiową. Kompozycjom z Gold Shadow nie wróżę bowiem tak dużego sukcesu, choć już trzeci w kolejności track pt. The Jail That Sets You Free mógłby przy odrobinie szczęścia zabłysnąć wśród miałkich hitów pop grywanych w polskich radiach. Rasowy wstęp i charakterystyczny gitarowy motyw przewijający się przez większość utworu stawia go w gronie tych najlepszych z 'Gold Shadow’. Zaliczyć do niej można, a nawet trzeba My Tunnels Are Long And Dark These Days z absolutnie wyjątkowym i magicznym instrumentarium i pięknie rozwijającą się dramaturgią u której podstawy jest rzecz jasna emocjonalny wokal Asafa. Wokal, o którym powiedziano już wiele ,,połączenie Billie Holiday, Janis Joplin i Boba Dylana„. Wokalista jednak skutecznie odcina się od tych porównań tworząc numery w pełni swoje, niepodszyte ani krztą podróbek z przebojów wymienionych artystów. Słychać to nie tylko w sposobie wyśpiewywania tekstów, ale także w samej warstwie lirycznej właśnie. Jest ona kolejnym atutem twórczości bohatera recenzji. Nie śpiewa on jakby się mogło wydawać o kwestiach politycznych czy z jakimś społecznym przekazem – są to głównie uniwersalne tematy jak miłość, rozłąka i śmierć ubrane w czasami dość zawiłe metafory, porównania i poetyckie obrazy. Przykładem tego może być tytułowe Gold Shadow z pogranicza bluesa i soulu. Gatunkowy wachlarz Asafa Avidana nie należy jednak ograniczać jedynie do dwóch, trzech elementów. Brzmienia country uzyskane przez przyjemną gitarę i prostą perkusję w Let’s Just Call It Fate czy folkowe These Words You Want To Hear będące bardziej europejskim poprzez genialny akordeon (prosimy o więcej w przyszłych kawałkach!) i teleportujące z lat 60. epickie chórki i echa wiolonczeli, poklaskiwania, gwizdania i innych tego typu zabiegów to kolejne zalety recenzowanego wydawnictwa. Kontrastujący z nimi instrumentalny minimalizm z kolei odnajdziemy w Fair Haired Traveller i The Labyrinth Song, które przez swój mroczny, uwodzicielski klimat i ascetyczną, delikatną aranżację udowadniają, że oryginalność głosu i talentu Asafa obronić się może nawet w tak skrojonych interpretacjach.

Polacy coraz bardziej przekonują się do twórczości tego Izraelczyka – za kilka tygodni muzyk po raz kolejny zagra w naszym kraju i to nie na jednym koncercie. Już teraz zazdroszczę uczestnikom tego wydarzenia. Raz lekkie i przyjemne, innym razem zaś nostalgiczne kompozycje stworzą unikalny klimat, trochę rytmicznego bujania, a innym razem nutkę refleksji. Ta podróż na tle różnorodności dźwięków i emocji nie jest jednak dla wszystkich, bo malkontenci uznają ją za składankę hitów na potańcówkę, a spójność materiału odbiorą jako nudną i nie wartą uwagi.

asaf avidan gold shadow

Czytaj również