Niejednokrotnie śmieszyły mnie sytuacje, gdzie to jurorzy odwróceni do uczestnika w jednym z popularnych telewizyjnych talent show sztucznie zastanawiali się, czy na scenie stoi kobieta czy mężczyzna. Jakie musiałoby być ich zdziwienie gdyby był to Asaf Avidan, 34-letni wokalista i autor piosenek pochodzący z Izraela. Artysta na szczęście nie musi już szukać taniej sensacji – na rynku debiutuje właśnie jego drugi solowy album, który ostatecznie uczynić ma go rozpoznawalnym również za Atlantykiem.
Lubimy takie historie: oto młody chłopak po rozstaniu z dziewczyną przypadkowo chwyta za gitarę i jako samouczek staje się muzycznym towarem eksportowym swojego kraju. Trzema pierwszymi krążkach nagranymi wspólnie z zespołem The Mojos nieśmiało utorował sobie drogę do kariery we Francji, aby potem utworem One Day/Reckoning Song zremiksowanym przez niemieckiego producenta Wankelmuta na dobre zapisać
Już otwierający, singlowy numer Over My Head dla laików twórczości Izraelczyka nakreślić może obraz kolejnych propozycji na płycie i zawartych w nich retro wibracji. Niemałego szoku doświadczyć mogą ci słuchacze, którzy kojarzą go jedynie z remixu One Day. Patrząc na prezentowane tu utwory owy remix był najwidoczniej jedynie pojedynczym wyskokiem z muzyką radiową. Kompozycjom z Gold Shadow nie wróżę bowiem tak dużego sukcesu, choć już trzeci w kolejności track pt. The Jail That Sets You Free mógłby przy odrobinie szczęścia zabłysnąć wśród miałkich hitów pop grywanych w polskich radiach. Rasowy wstęp i charakterystyczny gitarowy motyw przewijający się przez większość utworu stawia go w gronie tych najlepszych z 'Gold Shadow’. Zaliczyć do niej można, a nawet trzeba My Tunnels Are Long And Dark These Days z absolutnie wyjątkowym i magicznym instrumentarium i pięknie rozwijającą się dramaturgią u której podstawy jest rzecz jasna emocjonalny wokal Asafa. Wokal, o którym powiedziano już wiele ,,połączenie Billie Holiday, Janis Joplin i Boba Dylana„. Wokalista jednak skutecznie odcina się od tych porównań tworząc numery w pełni swoje, niepodszyte ani krztą podróbek z przebojów wymienionych artystów. Słychać to nie tylko w sposobie wyśpiewywania tekstów, ale także w samej warstwie lirycznej właśnie. Jest ona kolejnym atutem twórczości bohatera recenzji. Nie śpiewa on jakby się mogło wydawać o kwestiach politycznych czy z jakimś społecznym przekazem – są to głównie uniwersalne tematy jak miłość, rozłąka i śmierć ubrane w czasami dość zawiłe metafory, porównania i poetyckie obrazy. Przykładem tego może być tytułowe Gold Shadow z pogranicza bluesa i soulu. Gatunkowy wachlarz Asafa Avidana nie należy jednak ograniczać jedynie do dwóch, trzech elementów. Brzmienia country uzyskane przez przyjemną gitarę i prostą perkusję w Let’s Just Call It Fate czy folkowe These Words You Want To Hear będące bardziej europejskim poprzez genialny akordeon (prosimy o więcej w przyszłych kawałkach!) i teleportujące z lat 60. epickie chórki i echa wiolonczeli, poklaskiwania, gwizdania i innych tego typu zabiegów to kolejne zalety recenzowanego wydawnictwa. Kontrastujący z nimi instrumentalny minimalizm z kolei odnajdziemy w Fair Haired Traveller i The Labyrinth Song, które przez swój mroczny, uwodzicielski klimat i ascetyczną, delikatną aranżację udowadniają, że oryginalność głosu i talentu Asafa obronić się może nawet w tak skrojonych interpretacjach.
Polacy coraz bardziej przekonują się do twórczości tego Izraelczyka – za kilka tygodni muzyk po raz kolejny zagra w naszym kraju i to nie na jednym koncercie. Już teraz zazdroszczę uczestnikom tego wydarzenia. Raz lekkie i przyjemne, innym razem zaś nostalgiczne kompozycje stworzą unikalny klimat, trochę rytmicznego bujania, a innym razem nutkę refleksji. Ta podróż na tle różnorodności dźwięków i emocji nie jest jednak dla wszystkich, bo malkontenci uznają ją za składankę hitów na potańcówkę, a spójność materiału odbiorą jako nudną i nie wartą uwagi.
