Poczujcie ducha lat 2000. Ars Latrans Orchestra – Y2K (2022), recenzja

Inne recenzje

Jak wiemy, trendy lubią powracać. Coś co uznajemy za kiczowate, przestarzałe, koniec końców wróci i zatoczy koło, czy to w muzyce czy w modzie. Po okresie mocnych wpływów lat 80., obecnie z każdej strony zauważamy coraz to mocniejsze wkroczenie czasów początku millenium. Bardzo widoczne stało się w garderobie wielu osób, ale odważnie wkracza też – ponownie – do muzyki. Ten właśnie trend stoi za najnowszym albumem zespołu Ars Latrans Orchestra Y2K.

Ars Latrans Orchestra to autorski projekt muzyczny, tworzony specjalnie na organizowany przez Stowarzyszenie ARS LATRANS, interdyscyplinarny festiwal sztuki. Każdego roku kolektyw zaprasza do współpracy kilkunastu muzyków, którzy wspólnie komponują utwory inspirowane tematem festiwalu. Rok temu była to miłość, a edycja przyniosła po raz pierwszy pełny album ze stworzonymi przez nowo powstały zespół singlami. W skład podstawowy grupy wchodzą: Runforrest (Grzegorz Wardęga), Odet (Aleksandra Dąbrowska), dybiński (Nikodem Dybiński), Gypsy and the Acid Queen (Kuba Jaworski), koko die (Konrad Nikiel), Clock Machine/kidei (Jakub Wojtas i Piotr Wykurz).

fot. Klaudyna Schubert

Ta supergrupa ma na swoim koncie wspomniany już debiutancki album, Sztuka Miłości, podejmujący temat emocjonalności i uczuć w szerokim ich spektrum. O tym fantastycznym wydawnictwie możecie przeczytać tutaj. Tym razem Ars Latrans Orchestra podjęli się porwania słuchaczy 20 lat wstecz, do niezapomnianych, niezwykle kolorowych i chaotycznych lat 2000. Kto je przeżył ten pamięta jak specyficzny był ten czas. Królowały białe kozaczki, blask, cekiny, kryształki przyklejane gdzie się da – nawet na zębach – wszystko miało błyszczeć. Krzykiem mody były spodnie biodrówki, a wczesna Doda i Mandaryna były ikonami spoglądającymi z plakatów Bravo. 

Album Y2K skutecznie przywołuje atmosferę tamtego okresu. Ars Latrans Orchestra obdarli go z kiczu i przelali na krążek wszystko to, co było w ówczesnej muzyce najlepsze, oddając autentyczność tego brzmienia prawie 1 do 1. Lata 2000 były szalone, była to przede wszystkim beztroska, charakteryzowały się wolnością, otwartością. Do tego obecność żywych kolorów to pozostałości po neonowych latach 90. Natomiast samo brzmienie – początek millenium to miks gatunków. Eksperymentowano z muzyką elektroniczną, rock nieśmiało przypominał o sobie wplatając gitary w wiele utworów, a co więcej – gitara akustyczna również mocno odcisnęła swój ślad. Lata 2000 to także panowanie hip-hopu, zarówno w Polsce, jak i na całym świecie. Wszystkie te inspiracje możemy usłyszeć na krążku Y2K.

fot. Klaudyna Schubert
fot. Klaudyna Schubert

Album jest zupełnie inny niż jego poprzednik, Sztuka Miłości. Debiutant był mocno liryczny, czasem wręcz poetycki, a motyw miłości odmieniony został przez wszystkie przypadki. Nowy album jest wesoły, beztroski, przekazujący dobrą energię słuchaczowi. Jednakże, wsłuchując się w wersy utworów, znajdziemy również słodko-gorzkie życiowe doświadczenia. Przykładem może być Po co ten look?.

Y2K jest fantastycznie wyprodukowany, za jego stworzeniem stoje grupa niesamowicie utalentowanych muzyków, czy to tekściarsko czy wokalnie. W dobie “szybkiej” i łatwej” muzyki, niekoniecznie o dobrej jakości, mamy przed sobą zespół ale wciąż z dobrymi tekstami, świetnie wyprodukowany, świetne głosy – zespół to zlepek różnych genialnych talentów, czy to tekściarskich, produkcyjnych, muzycznych oraz wokalnych.

Tracklistę otwiera mocny utwór Boys, który wybrany został na jeden z ostatnich singli promujących wydawnictwo. Jeden z najlepszych na albumie, fantastycznie oddaje brzmienie okresu Y2K. Odczułam pewnego rodzaju inspirację twórczością boysbandów tamtych lat. Przy odtworzeniu albumu po raz pierwszy, miałam wrażenie że słucham piosenki, która znalazła się na liście przebojów w 2003 roku. Również takie odczucie towarzyszyło mi przy odsłuchu Jessie, który dołączył do Boys jako promo albumu.

Pozostałymi utworami promującymi Y2K były wspomniany już Po co ten look?, Sorry, wyszłam już i Charli. Na dwóch ostatnich chciałabym się zatrzymać. Sorry, wyszłam już był idealnym wyborem na pierwszy singiel, wprowadzający słuchaczy w nową erę zespołu. Na obecną chwilę, mój ulubieniec. Bardzo chwytliwy, świetny do pobujania na koncercie czy w klubie. Wychodząc z koncertów Ars Latrans przyłapałam się na nuceniu tego utworu i myślę, że wiele osób doświadczyło tego samego. Natomiast Charli – przepraszam od razu za takie porównanie bo nie jest to wybór najwyższych lotów, ale początek strasznie kojarzy mi się ze Szklankami różowowłosej Młodej Leokadii. Umysł spaczony tą piosenką od razu podsunął mi ten typ. Ogólnie rzecz biorąc, Charli to wyśmienity, klubowy utwór. Cieszy mnie to, że promuje krążek, warto zwrócić na niego uwagę.

Wielka szkoda, że Soon We’ll Be Gone, utwór zamykający album, nie został wybrany na singla. Swoim spokojniejszym klimatem ładnie kontrastowałby ze skocznym brzmieniem swoich poprzedników. Adore You też możemy postrzegać w takich kategoriach, a co więcej, artyści świetnie oddali w nim atmosferę ballad lat 2000. Chętnie umieściłabym go na soundtracku filmu z gatunku romcom tamtego okresu. Po nim mamy kolejny szybszy utwór – Night Club Drama – który swoim początkiem przypomniał mi o Smooth Santany.

Do czego mogę się przyczepić to moment wydania albumu. Świetnie nadaje się do zaprezentowania go wiosną lub latem, bo te utwory aż proszą się o imprezę w plenerze. Jesień jest wymagająca i potrzebuje odpoczynku po szalonym lecie, stąd wielka moc spokojnych, melancholijnych utworów. Wierzę jednak, że wrześniowy, wesoły album będzie ostatnimi promykami słońca dla wielbicieli lata.

Niewiarygodnie dobrze Ars Latrans przywrócili muzykę Y2K na swój najnowszy album. Pokuszę się o stwierdzenie, że tak dobre skomponowanie wydawnictwa udało się ze względu na przeżycie tego kolorowego okresu przez muzyków. Podkreślę, że minęło już od niego 20 (!) lat i teraz przeżywa swój renesans. Te powracające, chaotyczne trendy początku millenium mogą nas trochę przytłoczyć. Po królującym minimalizmie, kolory w modzie i muzyce odradzają się. Na szczęście Ars Latrans wydali głównie najlepszy klimat muzyki Y2K i możemy powrócić do nowego-starego brzmienia.

Ars Latrans Orchestra - Y2K
  • Data premiery: 16 09 2022
  • Single: Sorry, wyszłam już, Po co ten look?, Charli, Jessie, Boys
Najlepsze utwory: Sorry, wyszłam już
Night Club Drama
Charli
Soon We'll Be Gone
Najsłabsze utwory: -


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Czytaj również

Jak wiemy, trendy lubią powracać. Coś co uznajemy za kiczowate, przestarzałe, koniec końców wróci i zatoczy koło, czy to w muzyce czy w modzie. Po okresie mocnych wpływów lat 80., obecnie z każdej strony zauważamy coraz to mocniejsze wkroczenie czasów początku millenium. Bardzo widoczne...Poczujcie ducha lat 2000. Ars Latrans Orchestra - Y2K (2022), recenzja