Od Kołłątajowskiego Przeglądu Sztuki do wydania albumu. Na przestrzeni kilku lat, krakowskie stowarzyszenie ARS LATRANS ewoluowało do poziomu interdyscyplinarnego festiwalu prezentującego przekrój artystów tamtejszej sceny. Pozwoliło to poznać szerszej publiczności ogrom utalentowanych osób, z każdej dziedziny sztuki z jaką mamy zazwyczaj do czynienia. Z tej kilkuletniej, fantastycznej organizacji wyłonił się genialny zespół, prezentujący jeszcze bardziej genialne wydawnictwo. Mowa o Sztuce Miłości od ARS LATRANS Orchestry.
W skład tego jednego z bardziej oryginalnych zespołów ostatnich lat wchodzą m.in.: Odet (Aleksandra Dąbrowska), Runforrest (Grzegorz Wardęga) dybiński (Nikodem Dybiński), Piotr Wykurz, Bass Astral (Kuba Tracz), Kuba Wojtas, Gypsy and the Acid Queen (Kuba Jaworski), ale na płycie możemy usłyszeć także grupę Jan Serce, czy Dominikę Płonkę. Zanim utworzył się projekt, artyści mieli już na koncie współpracę z ARS LATRANS, a w ciągu kilku lat istnienia stowarzyszenie zaprosiło masę twórców. Krakowska scena charakteryzuje się dość zabawną analogią powstawania kolejnych zespołów i projektów, z tymi samymi muzykami, jednak często w różnych konfiguracjach. Wspominał o tym Nikodem Dybiński w wywiadzie u Jacka Sienkiewicza w Radiu 357. W ten sposób widzimy znane wielu twarze z grup jak Clock Machine czy Bass Astral x Igo. Kolejne edycje charakteryzowały się innymi tematami, np. Japonią, czy jak w tym roku – miłością, co uważam za ogromny plus, pozwalając na zgłębienie konkretnego obszaru sztuki. Spojrzenie muzyków na obrany temat fantastycznie ujawniło się na Sztuce Miłości.
Każdy z nas miał z nią do czynienia: pierwsze zakochania, rozstania, radość i złamane serce. To wszystko, szerokie spektrum związanych z nimi emocji prezentuje nam album. Myślę, że wiele osób zgodzi się ze mną, że kiedy słuchać o miłości jak nie jesienią? Ogromnie cieszę się, że Sztuka Miłości ukazała się we wrześniu. Dla mnie jako „jesieniary” nie ma nic lepszego jak mądry, nieco melancholijny krążek, o przytulnym klimacie, którego mogę słuchać od przysłowiowej dechy do dechy. W niektórych momentach album jest mocniejszy, ale na szczęście panuje na nim równowaga, która dopełnia wydawnictwo.
Na Sztukę Miłości składa się 11, niesamowicie dobrych, utworów, opowiadających miłosne historie. Jednak nie jest to tylko zbiór przypadkowych opowieści. Uważny słuchacz wyłapie pewną chronologię, która ma miejsce w tekstach piosenek. Przesłuchując płytę, przechodzimy także przez cały proces zakochania się. Na marginesie dodam, że podobny zabieg zastosował Tyler, The Creator na albumie Igor, również opowiadając o miłości. Takie uporządkowanie nadało ciekawy efekt i układ całemu wydawnictwu. Jednak crème de la crème kryje się w ostatnim i pierwszym utworze (kolejność zamierzona). Przede wszystkim, tytułowe słowa Into Your Arms padają w jedenastym I Fall Again, sprawiając, że krążek zapętla się, pozwalając na ponowne przeżycie uczucia miłości – jak ma się to w prawdziwym życiu. Sztuka Miłości jest spójną, pełną wzlotów i upadków historią.
Do promocji albumu wybrano dotąd pięć singli, jako pierwszy poznaliśmy Tokyo. Pamiętam jak usłyszałam po raz pierwszy ten utwór i od razu wiedziałam, że nadciąga coś bardzo dobrego, coś co bardzo rzadko zdarza się w polskiej muzyce. Po nim usłyszeliśmy także Krolową Zimy – kolejny ulubieniec, Sakuran, Shoot Me i Nie mów mi. Moim zdaniem, na miano singla zasługuje także m.in I Fall Again, wspaniały utwór i aż szkoda, że nie został wyróżniony jako promo. Do puli the best of the best chcę dorzucić również intro, czyli Into Your Arms. Zarówno ostatni wymieniony utwór, jak i pozostałe, ukazują mistrzowski poziom muzyki jakiej dane jest nam wysłuchać. Co jednak warto zaznaczyć, jest to tylko pierwsza warstwa. Pod drugą kryją się teksty pełne symboli, skłaniające i zachęcające do interpretacji, takie że aż chce się po prostu powiedzieć „jakie to mądre!”.
Oprócz zachwytu nad częścią muzyczną, chcę też wyróżnić estetykę wizualną albumu. Ponownie wydawnictwo ukazuje swoją spójność poprzez dopasowanie spokojnych i delikatnych barw okładki czy nawet tła na Spotify do samego brzmienia. Do kompletu mamy piękną sesję zespołu i klipy do singli promujących. Takie dopasowanie i wygląd albumu aż kusi do sprawdzenia co kryje się za tą pudrową okładką. Jak mówią, nie powinno się oceniać książki po okładce, ale tutaj wszystkie aspekty aż proszą o złamanie tej zasady.


Dużą zaletą Sztuki Miłości jest jej dwujęzyczność. Symbolicznie, pozwala na interpretację miłości nie tylko po polsku, praktycznie – pozwala na zapoznanie się z albumem szerszej publiczności. Same utwory brzmią wprost fantastycznie. Miałam okazję usłyszeć je po zakończeniu solowego koncertu Bass Astrala w warszawskiej Pradze Centrum. Wtedy to cała publika mogła po raz pierwszy zapoznać się, przedpremierowo, na żywo z brzmieniem albumu. Skala talentu na jednej scenie sięgała gwiazd! Jestem bardzo wdzięczna, że dzięki projektowi mogłam poznać m.in. głos Odet czyli Aleksandry Dąbrowskiej. Runforrest dał już poznać się także we współpracy z m.in. z Bass Astral x Igo, Lor i solowej twórczości, natomiast Gypsy and the Acid Queen to po prostu kawał świetnej muzyki. Warto obserwować tych artystów, ponieważ na polskiej scenie coraz mocniejszą pozycję zaznaczają kolejne, fantastyczne głosy.
Projekt ARS LATRANS Orchestra to świeżość w krajowej muzyce, niespotykane dotąd stowarzyszenie obejmujące szerokie spektrum działalności, z potencjałem na jeszcze większy rozwój. Cieszy mnie fakt, iż w końcu narodził się z tej twórczości album na tak wysokim poziomie i mam nadzieję, że nie jest to ostatni. Tymczasem, macie okazję na spotkanie się z muzyką ARS LATRANS na żywo. Zespół pojawi się w: Warszawie (4. grudnia – Praga Centrum), Wrocławiu (5. grudnia – Klub Łącznik), Katowicach (9. grudnia – Królestwo), Kępnie (11. grudnia – Gramophone) i w Gdańsku (12. Grudnia – Drizzly Grizzly).

- Data premiery: 24 09 2021
- Single: Tokyo, Sakuran, Nie mów mi, Królowa Zimy, Shoot Me
