Ängie – Suicidal Since 1995 (2018), recenzja Alicji Surmiak

Wydawać by się mogło, że Ängie udało się zaskakująco łatwo. Wytwórni płytowej spodobała się najwyraźniej szybko, przekonując do siebie wydawców poprzez filmiki umieszczane na Snapchacie, w których ukazywała swoje raperskie umiejętności. Jej przeszłość nie wygląda jednak tak kolorowo. Odrzucana przez otoczenie z powodu orientacji popadła w psychiczny dół, a ukojenie próbowała znaleźć w narkotykach. Przyznaje jednak, że uzależnienie minęło, a sama najwyraźniej przestawiła się na zdrowszą metodę radzenia sobie z emocjami – muzykę, oczywiście. Zatytułowany intrygująco minialbum, Suicidal Since 1995 to jej debiut na muzycznym rynku. Udany?

Podobny obraz Okay, let’s go – wita nas piosenkarka w otwierającej wydawnictwo, trap-hopowej kompozycji. W Dope Ängie próbuje przekonać nas, że jej twórczość będzie uzależniająca i rzeczywiście, wypada całkiem nieźle. Surowy podkład będący tłem dla łagodnego i nienarzucającego się głosu artystki przedstawia się nadzwyczaj przyjemnie. Dobrze jest słyszeć naturalność w jej wokalu. Sprawia ona nieustannie wrażenie jakby wydobywanie z siebie kolejnych dźwięków przychodziło jej z łatwością i przyjemnością, a samym śpiewem często chętnie się bawi. Słychać to dobrze w ignoranckim We Run.

Suicidal Since 1995 to także krążek spójny i zdecydowany. Niekiedy aż za bardzo, co sprawia wrażenie, iż w głowie Ängie ma nieco za mało pomysłów. Przymykam jednak trochę na to oko i daję jej pozwolenie na takie błędy, zważając na to, że to dopiero początek jej drogi w muzycznym świecie. Tymczasem wolę zwracać uwagę na pozytywy, słuchając miłego i klimatycznego Boss, czy relaksującego 2013, w którym jednak wokalistka zdaje się wspominać swoją przeszłość:

I skipped school, I’m too cool, stay drunk with the locos.

Nieźle słucha się i zamykającego epkę, melancholijnego Venus In Furs, czy fajnie rozpoczynającego się Coke Ain’t Brain. Za to zapoznając się z Here For My Habits mam wrażenie, że artystka przesadziła niekiedy z „efektami specjalnymi”.

Choć debiutanckie dzieło Ängie odbieram całkiem przychylnie i zauważam w niej niezmiernie duży potencjał, obawiam się. Mimo, że cała otoczka, którą wokół siebie tworzy, a nawet same teksty utworów sprawiają, że warto się przy jej twórczości na chwilę zatrzymać. Co więcej, dysponuje niezwykle przyjemnym głosem, którym umiejętnie i zgrabnie operuje. Sprawia wrażenie autentycznej. A więc o co się obawiać? O to, że przepadnie w gąszczu innych wykonawców. Trochę jeszcze za mało tu wyjątkowości i różnorodności, ale myślę, że warto śledzić jej poczynania. Zważając chociażby na to, że kompozycje z Suicidal Since 1995 biją na głowę jej poprzednie single.

oceny

autor recenzji

Sprawdź nasze inne

Recenzje