Alvaro Soler – Mar De Colores (2018), recenzja Sebastiana Torbicza

Znany i bardzo lubiany w Polsce artysta, którego utwory podbijały rozgłośnie radiowe w naszym kraju i nie tylko,  powraca z nowym materiałem. Alvaro Soler, bo o nim mowa prezentuje słuchaczom nowy album. 7 września, swoją premierę ma płyta Mar De Colores, wydana za pośrednictwem Universal Music Germany. Jego poprzednie wydawnictwo Eterno Agosto, pokryło się u nas potrójną platyną. To właśnie stąd znamy największe hity artysty: Sofia, El Misimol Sol, Agosto, czy też Libre.

Soler nie kazał zbyt długo czekać swoim fanom na nowy krążek. Po trzech latach ma zamiar odnieść sukces, podobny do poprzedniego. Artysta w swojej twórczości wypracował charakterystyczny dla siebie styl tworzenia muzyki. To połączenie tradycyjnych instrumentów związanych z muzyką hiszpańską ze skocznymi rytmami, przy których nogi rwą się do tańca.

Najnowszy album promuje główny singiel La Cintura, który szturmem wdarł się na najwyższe miejsca list przebojów w rozgłośniach radiowych. Do tego jego wydanie pokryło się już platyną. Drugim singlem jest utwór Puebla. Płytę otwiera pierwszy z wymienionych utworów. Jego tekst opowiada o tym, że Alvaro Soler… nie umie tańczyć. Teledysk do utworu i układ taneczny zyskały ogromną popularność na całym świecie. Sama kompozycja utrzymana jest w lekkim, wakacyjnym klimacie. Sprawdzającym się zarówno do tańca jak i do słuchania w trakcie relaksu.

Kolejne na liście jest skoczne, osadzone w tanecznych rytmach Histerico. Po nim bardzo przyjemny dla ucha, spokojny utwór Te Quiero Lento. Co w wolnym tłumaczeniu oznacza „Kocham Cię powoli”. Ciekawa linia melodyczna gitary, do tego charakterystyczne dla Solera wykorzystanie instrumentów perkusyjnych, ksylofonu. To wszystko wpływa na pojawiający się na twarzy uśmiech w takcie słuchania utworu. Ella to kolejna pozycja na liście. W przypadku tego utworu artysta zaskakuje nas spokojną balladą, opowiadającą o nieszczęśliwej miłości. O kobiecie która była, lecz pewnego dnia zniknęła. Charakterystyczna hiszpańska gitara, do tego krótkie, ale  przyjemne dla ucha solo gitary, plus wokal Solera, pomimo tematyki utworu wpływają na mój pozytywny jego odbiór.

Puebla, to kompozycja z zawartym w tekście motywem tytułowym albumu. Czyli „morze kolorów. Jest to na pozór nie wybijający się niczym szczególnym z twórczości Solera utwór. Mimo tego, wpada w ucho. Na tle instrumentów wybijają się szybka gra na ukulele. Teledysk do Pubela został stworzony za pomocą ilustracji. Które to z kolei są dziełem polskiej artystki, znanej pod pseudonimem Matii. Współpracę nawiązali już po pierwszym spotkaniu, w trakcie poprzedniej trasy koncertowej Alvaro Solera, kiedy to urzekły go jej prace.

Po niej mniej wybijające się utwory, utrzymanych w podobnym klimacie, czyli Au Au Au i Fuego. Drugi z wymienionych w kolaboracji z Nico Santosem. Kolejnym wartym uwagi utworem jest Veneno. Bardzo ciekawa propozycja od Alvaro Solera. Wykorzystał w tym utworze nie tylko podstawowe instrumenty, ale także trąbkę. Ciekawy zabieg z kubańskim brzmieniem, podobnym jak w Havana Camilli Cabello. Do tego dobrze poprowadzona gitara z dodatkowym przesterem, nadającym klimatu. Myślę, że warto bardziej wytężyć ucho słuchając tej kompozycji.  

Kolejne są Bonita i No Te Vayas. Słuchając tego drugiego na początku można odnieść wrażenie, że zaczyna się Papaoutai Stromae… ale to tylko złudzenie przez podobne brzemiennie klawiszy. Po rozwinięciu się, utwór okazuje się bardzo żywy, z pulsującym rytmem. Nino Perdido, nie jest z pewnością najmocniejszym punktem Mar De Colores. Swoją stylistyką nie pasuje do całości płyty. To bardzo spokojna ballada, z motywem przewodnim granym przez pianino. Do tego dochodzące instrumenty smyczkowe w tle, które mają nawet solo. W dalszej części utwór robi się nawet ciut mroczny. Coś na styl opowiadania o walce. Dodatkowo w tle pojawiają się uderzające gongi i talerze.

Yo Contigo, Tu Conmigo, znane również jako The Gong Gong Song, to kompozycja Morata, w której gościnnie zaśpiewał właśnie Alvaro Soler. Znalazła ona swoje miejsce na albumie. Standardowy utwór w stylu artysty, nie wybijający się przed szereg.

Album zamyka odświeżona wersja La Cintura z udziałem Flo Ridy oraz argentyńskiej piosenkarki i aktorki Tini. Ich udział pomoże z pewnością artyście na otwarcie drogi,  w celu dotarcia do szerszego grona odbiorców na całym świecie. Jeśli chodzi o sam utwór, to dzięki zaproszonym gościom, zyskuje on pewnego smaku, i jeszcze bardziej wpasowuje się w imprezowo-wakacyjny klimat, niż wersja podstawowa.

Podsumowując, Mar De Colores, to z pewnością album typowy dla Alvaro Solera. Nie ma tu niczego, czego jeszcze u niego nie słyszeliśmy. Może poza wykorzystaniem kubańskich motywów w choćby Veneno. Mimo tego oczekiwania co do kompozycji zamieszczonych na płycie powinny być zaspokojone. Soler wypracował sobie pewien styl, przez co ciężko może mu być zaskoczyć czymś słuchacza. Warto jednak zwrócić uwagę na kilka kompozycji m.in. na Ella, czy też single promujące płytę. Jako całość ocenić go można na plus. Pewien poziom został utrzymany. Brakuje tylko jakiegoś zaskoczenia.

Czy Mar De Colores uzyska podobny sukces jak debiutancki album artysty? Tego jednoznacznie nie można stwierdzić. Przewiduję jednak, że i w tym przypadku przygotowany materiał spotka się z pozytywnym odbiorem stałych słuchaczy, a kolejne wydane single, być może  zagoszczą w rozgłośniach radiowych. Jak miało to miejsce w przypadku płyty Eterno Agosto. Do tego jest duże prawdopodobieństwo zyskania nowych fanów. Okazją do tego będzie np. przyszłoroczna trasa koncertowa, która startuje w maju i obejmie między innymi Polskę (Poznań i Warszawa).

oceny

autor recenzji

Sebastian Torbicz
Sebastian Torbicz
Muzykolog, absolwent KULu w Lublinie. W wolnych chwilach lubi słuchać Bon Jovi, Delty Goodrem, muzyki francuskiej i wielu innych artystów. Ulubione gatunki to rock i pop. Otwarty na poszukiwanie i odkrywanie nowości w muzycznym świecie. Prywatnie muzyk samouk.

Sprawdź nasze inne

Recenzje