Pamiętacie mój felieton o grupie Thirty Seconds To Mars i ich dojeniu pieniędzy ze słuchaczy? Jeśli nie, cały tekst możecie przeczytać tutaj. Dlaczego do niego wracam? A no dlatego, że przepowiedziałem w nim, iż obecna oferta Meet&Greet kapeli, składająca się m.in z możliwości zobaczenia całego koncertu zespołu na scenie i zrobienia sobie zdjęcia z muzykami, zostanie bardzo szybko poszerzona o kolejne „gratki dla fanów”. Jednak to, co Marsi zaoferowali w ostatnim czasie, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Super VIP Dressing Room Auction oraz Bright Lights Auction – takie nazwy posiadają nowe pakiety grupy w ofercie Adventures In Wonderland. Tajemnicze wyrazy na pierwszy rzut oka pewnie niewiele Wam mówią, więc krótko opiszę każdą z propozycji. Pierwsza zapewnia m.in: uczestnictwo w wykonaniu przez grupę jednej z ich piosenek w wersji akustycznej na backstage’u, zwiedzanie VIP roomu, czy zdjęcie z Jaredem Leto. Druga to już zupełny odjazd – spędzenie całego dnia z zespołem. Już widzę radość w oczach fanów grupy, kuszonych wizją spacerowania i jedzenia obiadu ze swoim największym idolem. Niestety, muszę brutalnie sprowadzić na ziemię wszystkich chętnych na zakup jednego z tych pakietów. Żadnego z Was, choćby nie wiadomo jak bardzo by się starał, i nie wiadomo jak długo oszczędzałby pieniądze, nie będzie stać na zakup którejś z ofert.
Cena Super VIP Dressing Room Auction wynosi 4250 dolarów, a Bright Lights Auction – 5000 dolców. Po chwili szoku i przetarciu oczu ze zdumienia, wchodzę na pierwszą lepszą stronę kantoru (stan na 13 lutego 2015 r.) i sprawdzam dokładną kwotę w przeliczeniu na złotówki. I tak oto, gdybym chciał skorzystać z opcji pierwszej, musiałbym wyciągnąć z własnej kieszeni 15,512 zł. W przypadku drugiej – 18,250 zł.
Znacie moje zdanie na temat muzycznego Meet&Geet. Uważam, że skoro fani potrafią wydawać grube pieniądze na wejściówki koncertowe, można zapewnić im spotkanie ze swoim idolem bez płacenia kolejnych, jeszcze większych kwot. Różnego rodzaju konkursy, w których miłośnicy twórczości danego artysty mogliby wykazać się swoją kreatywnością, byłyby najlepszym rozwiązaniem. Wtedy nie liczyłby się stan konta ich rodziców, tylko rzeczywiste oddanie ulubionemu zespołowi. Chyba sami zdajecie sobie sprawę, że na ten moment oferty Meet&Greet skierowane są wyłącznie do osób wywodzących się z bogatych rodzin. Nie każdego przecież stać na wydanie 250 dolarów po to, by jego dziecko zrobiło sobie fotkę ze swoim największym idolem. Idolem, który bez mrugnięcia okiem wyciąga od niego kolejne pieniądze.
To, co robią w tym momencie Marsi, jest dla mnie nie do przyjęcia. Ja rozumiem, że biznes się kręci (wszystkie „tańsze”pakiety Meet&Greet od 250 do 775 dolarów, przy okazji kwietniowego występu zespołu w naszym kraju, są już wyprzedane), ale dodawanie coraz to nowych i droższych ofert jest potwierdzeniem tego, o czym pisałem w listopadzie – dla Jareda Leto, będącego mózgiem całego projektu, liczy się kasa. A widząc, że członkowie Echelonu – międzynarodowego fandomu kapeli – i inni miłośnicy grupy, z zamiłowaniem zaopatrują się w kosztowne pakiety, wprowadza kolejne, jeszcze droższe oferty. Nic na tym nie traci, a może dużo zyskać. Lecz wdrażając je na nasz rynek, nie wziął pod uwagę istotnej sprawy – w Polsce to się praktycznie nie sprzeda, bo niewiele osób stać na taki luksus.
W świadomości naszego społeczeństwa najlepiej zarabiającymi zawodami są lekarze i prawnicy. Przeglądając zestawienia zarobków widać, że opinie te nie są wyssane z palca. Obie grupy zarabiają średnio ok. 20 tysięcy złotych na miesiąc. Oczywiście są tacy, którzy dostają za swoją pracę mniej, jak i więcej, ale po to się w końcu te kwoty uśrednia, żeby otrzymać ogólne rozeznanie w temacie. Dlatego nawet córka, syn, wnuczka lekarza mającego wysoką pensję, jak poprosi go o kasę na spędzenie z Thirty Seconds To Mars całego dnia, nie dostanie tych pieniędzy, bo jej/jego bogatego taty, dziadka czy mamy, nie będzie stać na taki wydatek. No chyba, że opiekun okaże się zupełnym głupkiem i poświęci na ten cel część swych oszczędności, rozpoczynając hodowanie bananowego dziecka.

Znając życie, pewnie kilka osób, przy okazji kwietniowego koncertu grupy w Ergo Arenie, zakupi te najdroższe pakiety. Jednak uważam, że w większości u nas ta oferta się nie sprawdzi. Jednak na zachodzie, gdzie płace są nieporównywalnie wyższe niż w Polsce, przyjemności te znajdą odbiorców. Jeśli tam te pakiety się sprzedadzą – a jestem pewien, że tak będzie – Marsi zaczną wprowadzać coraz to nowe propozycje. Są przecież w tym mistrzami, dlatego nie zdziwię się, jak za rok do sprzedaży trafi pakiet Date Jared w cenie 10.000 dolarów, oferujący randkę z liderem Marsów, albo Guitarist Exlusive Package, gdzie za 6.000 dolarów będzie można zagrać na wiośle jeden z utworów zespołu w czasie koncertu.
Jared Leto w tym momencie nie jest już tylko muzykiem i aktorem – jest też świetnie działającym biznesmenem, mającym w posiadaniu wielką firmę, jaką jest Thirty Seconds To Mars. Zobaczył, że może na niej zarabiać nie tylko wydając muzykę i grając koncerty, więc wykorzystuje te możliwości w 100 procentach. Ma do tego prawo, ale dla mnie to splunięcie swoim miłośnikom w twarz i symboliczne powiedzenie: Nie masz kasy? Nie dla ciebie te wszystkie rarytasy.
Kiedyś Ed Sheeran stwierdził w jednym z wywiadów: Nie chcę, żeby ludzie płacili 170$ aby stać w pierwszym rzędzie na moim koncercie, albo się ze mną spotkać. Nienawidzę sytuacji, kiedy pozwalasz dzieciakowi z bogatym ojcem mieć więcej, niż dzieciakowi z biednym tatą.
Po przeczytaniu tej wypowiedzi, lubię rudzielca jeszcze bardziej.


