Minęły już dwa miesiące odkąd wystartowała nasza rubryka – Tego słuchamy. Wybrana trójka redaktorów prezentuje Wam pięć singli, na których mają właśnie obsesję. Dzisiaj swoje piątki prezentują Filip, Joanna i Agata. Znajdziecie tutaj m.in. Kate Bush, Nicki Minaj, Pink Floyd, Foo Fighters, muzykę z filmu Interstellar, Lamb, Blonde, M.I.A-ę czy… Beyoncé.

Filip Wiącek
Kate Bush – Night of the Swallow
Na muzykę Kate Bush właściwie nie ma złej pory, zawsze mogę włączyć jakiś jej utwór czy album, ot tak. Ostatnio ponownie rozkochiwałem się w przecudownym The Dreaming. Spośród wszystkich utworów wyróżnia się nieco delikatniejsze Night of the Swallow. Ten inspirowany muzyką irlandzką (zwróćcie uwagę na dudy!) to zdecydowanie jedna z najciekawszych pozycji artystki. Nawet jeśli nie zachwyca tak bardzo jak chociażby Sat in Your Lap czy utwór tytułowy.
Nicki Minaj – All Things Go
O Nicki Minaj można by mówić dużo. O jej tyłku, koszmarnej Anacondzie, okropnych EDM-owych kawałkach i po prostu kilku bardzo złych decyzji, jakie podjęła w przeszłości. Jedną z nich z pewnością była aborcja w wieku 16 lat. O tym właśnie śpiewa w utworze All Things Go i… powala na kolana. To chyba najbardziej szczera, powalająca i olśniewająca kompozycja, jaką kiedykolwiek stworzyła.
Pink Floyd – Louder Than Words
Utwór już kilkukrotnie był w tej rubryce umieszczany. Mnie również urzekł. Nie, nie jest to najlepsze nagranie Pink Floyd, do Hey You czy High Hopes nie zbliża się nawet na metr. Mimo wszystko miło jest go posłuchać i powspominać złote czasy w twórczości tej jakże wielkiej i niepowtarzalnej kapeli.
Foo Fighters – I Am a River
Projekt Foo Fighters pt. Sonic Highways sam w sobie jest ciekawy, mimo tego nie do końca się chyba muzykom udał. Poszczególne utwory miały odzwierciedlać muzyczne historie różnych miast. Ostatecznie są jednak zbyt do siebie podobne. Znalazło się jednak na albumie miejsce dla prawdziwej perełki – przejmującego I Am a River charakteryzującego się znakomitym refrenem.
Hozier – Arsonist’s Lullaby
Choć na debiutanckim krążku Hoziera (zatytułowanym po prostu Hozier) znalazło się aż 17 kompozycji, żadna z nich nie dorównuje Take Me to Church. Jest tam jednak kilka utworów, których słuchanie dostarcza niekłamanej przyjemności. Mnie w ucho wpadło chociażby Arsonist’s Lullaby w mistrzowski sposób łączące rock, blues oraz soul. Liczę na więcej takich piosenek w przyszłości.

Joanna Gulewicz
Maggie Björklund – Missing At Sea
O tej młodej Dunce wiadomo niewiele poza tym, że jest świetną gitarzystką i rozwijała skrzydła pod czujnym okiem Jacka White’a. Missing At Sea zupełnie mnie porwało pozorną prostotą środków, opalizujących jednak całą gamą odcieni i półtonów, czyniąc całość fantastycznym, nieoczekiwanym a zarazem wyważonym tańcem na gryfie elektrycznej gitary hawajskiej. Rewelacja!
Marilyn Manson – Third Day of a Seven Day Binge
Można go kochać lub nienawidzić, z obrzydzeniem spoglądać na palenie przez niego świętych ksiąg lub wprost przeciwnie – widzieć w nim światło narodów. Jedno jest jednak pewne – zarówno technicznie jak i wokalnie prezentuje najwyższy poziom artystyczny. Nikogo nie zdziwi, że na najnowszej płycie Mansona znajdziemy po raz kolejny doskonałą oprawę muzyczną, rewelacyjny warsztat i jeden z najbardziej charakterystycznych, pełnych pasji wokali. Premiera dopiero za trzy tygodnie ale już teraz możecie zapoznać się z przedsmakiem The Pale Emperor – Third Day of a Seven Day Binge.
Lamb – We Fall In Love
Świat zna ich głównie za sprawą wielkiego trip-hopowego przeboju Gabriel. Posępni, refleksyjni, i zawsze z przestrzenią. Teraz powrócili na scenę z krążkiem Backspace Unwind, a kawałek We Fall In Love to magiczna trip-hopowa podróż przez konstelacje i galaktyki. Kosmiczna perfekcja!
Hans Zimmer – Day One
Tego pana chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Incepcja, Sherlock Holmes, Gladiator, Rain Man – to tylko kilka filmów, do których komponował muzykę i tylko te, za które zgarnął nominacje do Oscarów. Pod koniec zeszłego roku mogliśmy posłuchać tego genialnego kompozytora w tle filmu Interstellar. Nie będę się długo rozpisywała – czego się nie tknie, czyni to majstersztykiem! Nie inaczej jest w wypadku soundtrackowego Day One Dark.
Pendragon – Faces Of Darkness
Na zakończenie trochę klasyki. Jeden z demonów, wykuwających rocka progresywnego pod koniec zeszłego roku powrócił z kolejnym krążkiem – Men Who Climb Mountains. Ponoć nieco się zestarzeli, spokornieli… Nic podobnego! Co prawda od rozmachu i splendoru As Good As Gold zboczyli dając się ponieść fali ponurych eksperymentów ale ich owoc – Faces Of Drkness – to moim zdaniem rewelacja dowodząca długowieczności panów z Pendragon.

Agata Omelańska
Blonde, I Loved You
Brytyjski deep house to jeden z moich ulubionych gatunków muzycznych – jego ciepłe brzmienie i rytmiczność doskonale sprawdzają się na imprezach czy na treningu. Końcem listopada duet Blonde opublikował swój wielki przebój, I Loved You, w którym gościnnie występuje Melissa Steel. Utwór jest taneczny, „pełen słońca” i ma w sobie tyle pozytywnej energii, że momentalnie chce się ruszyć na parkiet. W dodatku piosenka doskonale radzi sobie na listach przebojów i podejrzewam, że ma spore szanse na zostanie hitem przyszłorocznych wakacji.
M.I.A., Y.A.L.A.
Co tu dużo mówić: tylko M.I.A. potrafi w taki sposób połączyć bhangrę, elektronikę i hip-hop. Każdy jej utwór jest przesiąknięty brzmieniem południowej Azji; można niemal zanurzyć się w tej obcej kulturze. Albumu MATANGI słucham nieprzerwanie od początku grudnia, a największe wrażenie zrobiła na mnie piosenka Y.A.L.A. – nikt inny tak nie śpiewa o hinduizmie, reinkarnacji i karmie. If You Only Live Once, why we keep doin’ the same shit?
Ciscandra Nostalghia, Who You Talkin’ To Man? (soundtrack z filmu John Wick)
O ile sam film John Wick nie jest powalający, to soundtrack zasługuje na uwagę. Rock z domieszką elektroniki i dubstep tworzą mroczną, intrygującą ścieżkę dźwiękową i stanowią doskonałe tło dla akcji. Moją uwagę zwrócił szczególnie utwór Who You Talkin’ To Man? w wykonaniu Ciscandra Nostalghia – rozmyty wokal, elektroniczne wstawki i gitarowe riffy przypominają mi nieco stylistykę Marylina Mansona. A jeśli nawet kogoś nie przekonał Keanu Reeves w głównej roli, być może skusi się jednak na soundtrack – warto go przesłuchać.
Toto, Hold The Line
Lata ’80 to zdecydowanie moje klimaty: z wielką przyjemnością słucham rocka progresywnego, new romantic i synthpopu. Hold The Line, pierwszy singiel z pierwszej płyty Toto jest zarazem jednym z najbardziej znanych utworów grupy. Gitarowy riff, niezwykle rytmiczny refren i charakterystyczny wokal Bobby’ego Kimballa to klasyka rocka. Utwór ten wielokrotnie umieszczano na liście największych przebojów lat ’80 – i to tylko potwierdza fakt, że Hold The Line to kawałek, który się nie starzeje.
Beyoncé, 7/11
O 7/11 po raz pierwszy usłyszałam, gdy w internecie pojawił się słynny teledysk z uroczo pląsającą Beyoncé: to zdecydowanie moja ulubiona piosenka z najnowszej płyty. Gangstersko brzmiący beat, rapowane sekwencje i zadziorne brzmienie trap and bass tworzą energetyczny, przebojowy utwór, przy którym nie sposób usiedzieć w miejscu. Słuchając tej piosenki ma się ochotę zaprosić ekipę znajomych, powygłupiać się w szalonych ciuszkach … i podczas imprezy mieć taki sam fun jak Beyoncé w wideoklipie!



