Blindead w Gdańsku, relacja Anny Polcyn

Po raz kolejny ścieżka zawodowa zaprowadziła mnie ku bramom klubu B90. Nie lubię zbytnio nikogo chwalić, ale setlista koncertów tego klubu jest na wysokim poziomie. 10 października swoją trasę rozpoczął tutaj zespół Blindead. O tym jak im poszło, jak żyć i o tym, po co krzyczeć Slayer.

Niedane mi było dotrzeć na pierwszy support 1926. Całe szczęście udało mi się zdążyć na Moose the Tramp. Wstyd się przyznać, ale nie zrobiłam wielkiego researchu zespołów poprzedzających główny koncert, więc nie byłam pewna, czego się spodziewać. Kilka pierwszych nut i ogromne zaskoczenie. Chłopaki są świetni. Prężenie strun głosowych na wysokie, długie dźwięki – fenomenalnie. Obok prowadzącego wokalisty śpiewało jeszcze dwóch gitarzystów – ciekawe zestawienia basów z nieco lżejszym głosem głównego wokalisty. Najlepszą dla mnie piosenką była ta końcowa, w której mogliśmy usłyszeć eksperymenty wokalne – chrypka wokalisty w pewnym fragmencie utworu robi wrażenie. Jesteście grupą młodych, fajnych, seksownych ludzi – taki dostaliśmy komplement pod koniec występu. Wy panowie też zasługujecie na komplement – a w moim wykonaniu będzie on brzmiał – chcę być na jeszcze wielu waszych koncertach.

Po krótkiej przerwie przychodzi czas na gwiazdę wieczoru. Po dwóch singlach dostępnych w sieci mogliśmy się domyślać, iż nowa płyta to zupełnie nowe brzmienie. Zawsze podziwiam zespoły za ciągłe poszukiwanie, bo w końcu o to w tym wszystkim chodzi, z drugiej zaś strony boję się, co wyjdzie z tych eksperymentów. Najnowsza płyta Korna to przykład, jak tego nie robić, wczorajszy koncert to potwierdzenie jak z eksperymentu uczynić dzieło sztuki zwieńczone sukcesem. Nowe Blindead jest zaserwowane w nieco cieplejszych klimatach, ale nadal ze swoim nieodłącznym pazurem. Nawet dla takiej fetyszystki smyczków jak ja znalazł się kawałek z tymi dźwiękami. Pomimo braku typowego metalu w brzmieniu to było to, czego oczekiwała publiczność licznie zgromadzona pod sceną. Patryk Zwoliński lub jak kto woli Nick Wolverine dziękował publiczności za przybycie, podziękował za okrzyki Slayer, które bardzo nam pomogły i zapytał czy może mamy jakieś pytania.

Padło jak żyć?  

Żebym ja to ku**a wiedział człowieku… Jeść, pić, nie wiem.

Koncert trwał ponad godzinę, a pod koniec dało się słyszeć z publiczności

Zajebiście, ja chcę tu zostać jeszcze z dwie godziny.

Po uraczeniu nas nową płytą Absence dostaliśmy bisy z poprzednich płyt. Oklaskom nie było końca, podobnie jak ukłonom. Nikt nie chciał kończyć tego koncertu, ale jak mus to mus…

Wczorajszym występem Blindead rozpoczęło swoją trasę koncertową w wielkim stylu, znając chłopaków poziom nie spadnie, a poprzeczka może być tylko coraz wyżej.

Dla tych, co czują niedosyt dobra wiadomość – Blindead wystąpi, jak co roku w grudniu na X-Mass.

 

Czytaj również