Christina Aguilera – Bionic (2010) – recenzja

Who Owns the Thorne? You do, mommy

Czwarta płyta Christiny Aguilery pt. „Bionic” to zdecydowane odejście od stylistyki retro z poprzedniego krążka („Back to Basics„, 2006). Wielu mówi o powrocie do dźwięków z drugiej płyt – „Stripped” z 2002 roku. Ja jednak sądzę, że jest to bardziej krok do przodu, połączenie tego, co Aguilera już pokazała i osiągnęła plus nowoczesne brzmienia elektro, elektro pop, glam pop czy najczystszy pop.

Christina współpracowała z takimi artystami jak Ladytron, M.I.A., Santigold, Sia czy Linda Perry (która stworzyła większą część poprzedniej płyty oraz wielki hit „Beautiful„), i to ich twórczość najbardziej słuchać w nowych piosenkach artystki.

Płytę otwiera tytułowy utwór – „Bionic„. Dynamiczna i jedna z lepszych kompozycji na płycie. Już taki początek daje nadzieję na świetną, futurystyczną płytę. Niestety, takich kawałków jak ten nie jest wiele… „Not Myself Tonight” to nr. 2, został wybrany, jako singiel promujący płytę (lead single). Początkowo byłem sceptycznie nastawiony do tej piosenki, jednak teraz uważam, że lepszego wyboru chyba być nie mogło. „Woohoo„, zaśpiewane w duecie z Nicki Minaj to seksowna propozycja, która również promowała płytę, jednak bez teledysku (promotional single).

Freaks

Jeśli chodzi o „Bionic„, jest to piosenka bardzo charakterystyczna. Jak wspomniałem, nie wiele takich. „Elastic Love” we współpracy z M.I.Ą. jest jeszcze bardziej szalone i bardzo widać w niej udział wspomnianej artystki. Dwie minuty i dwadzieścia cztery sekundy trwa „I Hate Boys„, swoisty protest song. Do tej trójki, wśród piosenek charakterystycznych, dorzuciłbym jeszcze „My Girls” w duecie z Peaches, prawie jak hymn dla mocnych i twardych kobiet oraz „Vanity„, chyba najbardziej różnorodna i wybuchowa piosenka na krążku – mamy to jednocześnie mocny akcent przypominający wstęp „Ain’t No Other Man” z „Back to Basics” (przeraźliwy i długi krzyk ukazujący skalę głosu Christiny), jest też 'tam-tam-da-dam’ przypominający marsz weselny oraz krótki wers, który wykonuje… syn Aguilery, Max.

Standardy

Utwory „Glam” (chwytliwe, ale tekst do bani, śpiewanie o ubraniach?), „Prima Donna” (świetny wokal) czy „Desnudate” (znów chwytliwe, plus seksowne wstawki z języka hiszpańskiego) są bardzo dobre, ale też nie można powiedzieć, że wyróżniają się czymś, czego wcześniej by artystka nam nie pokazała.

The Queen of Ballads

I w końcu przechodzi do tego, co Aguilera potrafi robić najlepiej – ballady. Na krążku jest ich pięć i są naprawdę dobre. Może średnio podchodzi mi „Sex for Breakfast„, ale już „Lift Me Up” (produkcja Linda Perry) czy „You Lost Me” (drugi singiel z teledyskiem, premiera wkrótce) to prawdziwe majstersztyki i śmiało mogę je postawić obok największych ballad Christiny – „Beautiful” czy „Hurt„. Jest też kołysanka „All I Need” dla syna oraz „I Am„, też urocze i warte posłuchania.

Kiedy Deluxe Edition jest lepsze od Standard Edition…

Ciekawi mnie fakt, czy Aguilera miała jakiś wpływ, które piosenki pojawią się na krążku standardowym, a które trafią na specjalną Deluxe Edition (sześć dodatkowych piosenek na dodatkowym krążku). Bo jeśli to ona miała na to wpływ, to zdecydowanie popełniła Faux Pas. Wśród tych sześciu mamy najlepszą piosenkę wśród wszystkich 24 nowych, mowa o „Birds of Pray„, które artystka stworzyła we współpracy z Ladytron. Jest to tajemniczy, mistyczny utwór, który naprawdę mną zawładną. Na dodatkowym dysku jest również „Stranger than Ever” mocna ballada, która zdecydowanie powinna być na edycji zwykłej. „Birds of Pray” i „Stranger than Ever” umieściłbym na standardowym krążku zamiast „All I Need” oraz „Sex for Breakfast„.

Deluxe Edition to również zabawne „Bobblehead” czy przypominające twórczość Michaela Jacksona „Monday Morning„. Przy zakupie płyty za pomocą iTunes otrzymujemy dodatkową piosenkę – „Little Dreamer” ponownie dedykowane dla syna Aguilery, Maxa.

Bionic Era

Bionic Era (erami nazywa się różne okresy twórczości artystów, odnośnie Aguilery mieliśmy już Debut Era, Stripped Era oraz Back to Basics Era) to na pewno okres twórczości Aguilery przeznaczony głównie dla największych fanów. Płyta zadebiutowała na trzecim miejscu Billboardu, podczas drugiego tygodnia spadła już na 9 miejsce, a potem było coraz gorzej… Zdecydowanie sukces komercyjny nie jest wielki, ale nie to się liczy. W moim (i wielu fanów) „Bionic” to świetna płyta, która ma wiele dobrych piosenek i kilka perełek. Idealnie wpasowuje się w aktualne trendy i wcale nie kopiuje Lady Gagi – wręcz przeciwnie, świetnie jej towarzyszy i na pewno nie jest w tyle. Tylko pomyśleć, co by było, gdyby obie zdecydowały się na duet.

Recenzja oryginalnie opublikowana na blogu autora, unnami.eu.

Czytaj również