Pamiętacie recenzję Justina Timberlake’a Łukasza? Narzekał on, że po pierwszym przesłuchaniu zawiódł się na tej płycie, ale dał jej szansę i się nią zachwycił. W moim przypadku było podobnie. Czułam się zagubiona po pierwszym przesłuchaniu płyty, ale.. Już w programie The Voice of Poland Aleksandra Galewska pokazywała swoją wyjątkowość i oryginalność. Na swoim debiutanckim krążku doskonale to słychać.
Po wypuszczeniu pierwszego singla z nietypowym, animowanym klipem He Wrote Me One Day byłam zachwycona i z niecierpliwością oczekiwałam na krążek. I tak 19 marca z radością usiadłam by przesłuchać cały album przekornie zatytułowany The Best Of. Sama Pani Galewska w wywiadzie ze mną na pytanie czego możemy się spodziewać po płycie i czym nas zaskoczy odpowiedziała, że:
Myślę, że nie zaskoczy, bo nikt nie wie czego się spodziewać ;)
Tak więc nie miałam pojęcia czym i czy w ogóle mnie zaskoczy. Spodziewałam się kompozycji utrzymanych w podobnej stylistyce jak singiel. I bardzo się pomyliłam. Po pierwszym przesłuchaniu czułam się zwiedziona. Płyta wydawała mi się tak udziwniona, że uznałam to za przesadzone. Ze smutkiem stwierdzając, że już raczej po nią szybko nie sięgnę. Jednak recenzja Łukasza dała mi do myślenia i postanowiłam Pani Galewskiej dać jeszcze jedną szansę. Już przy drugi odsłuchu coś powoli do mnie przemawiało. Kolejne pozwoliły mi na odkrywanie co raz to nowszych smaczków muzycznych. Za każdym kolejnym przesłuchaniem płyta zaskakuje i zadziwia. To pewne.
Niewątpliwie Pani Galewska to ciągle Aleksandra, którą poznaliśmy w programie. I chociaż niektórzy mogą narzekać na tego typu talent show to Pani Galewska pokazuje, że trafiają się wyjątki, które po programie nie stają się gwiazdeczkami i nie zasypują nas bezpłciowymi numerami. Już w programie Ania Dąbrowska stwierdziła, że Ola lata jak chce. I na tej płycie słychać to doskonale. Ola pokazuje, że chodzi swoimi ścieżkami, nie powiela żadnych schematów a wszystko co nagrywa jest w zupełności jej. Serwuje nam wysokie muzyczne loty dopieszczone wieloma, często eksperymentalnymi, dźwiękami.
Na krążku znajdziemy bardzo różnorodne kompozycje. Niektóre wręcz opierają się wyłącznie na specyficznym wokalu Pani Galewskiej inne zasypują nas ogromem dźwięków. Do końca nie wiedzieliśmy czego spodziewać się po kolejnej piosence. W całym tym zestawie singlowy numer wypada bardzo zwyczajnie i prosto. Reszta to bardzo pokręcone kompozycje. Dziwne i pokręcone może nie brzmieć zbyt dobrze, jednak w tym przypadku to komplementy. Album otwiera singlowe He Wrote Me One Day. Później mamy Good Morning Mistake, które przy minimalistycznym wykorzystaniu dźwięków opiera się głównie na wokalnych możliwościach Pani Galewskiej. I jest to jeden z lepszych numerów na krążku, zdecydowanie mój ulubiony. It’s Ok. I Get It kończy się motywem muzycznym pojawiającym się na zakończenie filmu i idealnie zwieńcza ten krążek.
Nieprzeciętna, oryginalna, zaskakująca miejscami dziwna. Bardzo specyficzna i ostatecznie wyjątkowa. Tak w kilku słowach można określić debiutancki krążek Pani Galewskiej. Jeżeli po pierwszym przesłuchaniu mieliście mieszane uczucia to poczekajcie chwilę, włączcie sobie radio by po wszystkim chcieć uciec od muzycznej papki serwowanej nam na co dzień w eksperymentalny świat Galewskiej. Dajcie albumowi kolejną szansę i kolejną. A jestem przekonana, że po wszystkim będziecie zachwyceni tym albumem. Ja jestem. Tak we wspomnianym wywiadzie mówiła o płycie Pani Galewska:
Brzmienie jest spójne, ale jest dużo elementów takich jak walenie w drzwi, wciągnięta taśma magnetofonowa, kilka moich głosów na raz. Jest bardzo gęsto, poza tym muzycznie jest trochę pod prąd, bo chciałam zawrzeć tu kilka zagwozdek rytmicznych, które odchodzą od standardowej formy piosenki. To jest taka zabawa w łączenie kropek.
W innym miejscu stwierdziła, że płyta nie znudzi się szybko, że jest jak krzyżówki Jolki 300. Tak więc ja jeszcze długo będę łączyć te kropki i rozwiązywać krzyżówki. Mam nadzieje, że przy kolejnym krążku dojdziemy do Jolek 1000 ;)


