Zwycięzców się nie ocenia, natomiast ich debiutanckie dzieła już tak. Krystian Ochman dokładnie rok po swoim zwycięstwie w jedenastej edycji programu „The Voice Of Poland” może pochwalić się swoim pierwszym pełnoprawnym krążkiem. Jednak czy Ochman to coś naprawdę godnego uwagi, gdy już wielu laureatów tego rodzaju programów obchodziło się smakiem tak zwaną wielką karierą? Przekonajmy się!
Choć nie zabrzmi to najlepiej w ustach profesjonalnego dziennikarza muzycznego, absolutnie przestałem się interesować poczynaniami uczestników wokalnych teleturniejów. Zbyt dobrze zdaje sobie sprawę, że zwycięzca takiego programu wcale nie musi odnieść sukcesu poza nim, a ten którego casting nie został nawet wyemitowany, może zrobić większą karierę od 99% jego uczestników. Również sama formuła tych programów się dla mnie wyczerpała, bo niemożliwym jest zaskoczyć 496 wykonaniem tej samej piosenki. Dlatego też na wieść o tym kto wygrał zeszłoroczną edycję programu „The Voice” nie czułem kompletnie nic, choć nie mogłem odmówić Ochmanowi tego, że jego głos rzeczywiście jest wyjątkowy. Jednak w autorskiej piosence nie liczy się wyłącznie głos, bo jest też melodia, tekst i artystyczna koncepcja. Tym samym dotarliśmy do listopada 2021 roku, gdzie o płycie Ochman mogę powiedzieć, że ma wszystko, co wymieniłem w zdaniu wcześniej.
Ochman to chyba najbardziej niesztampowy polski popowy album, który dumnie czerpie ze wszystkiego co alternatywne. By tego było mało, nie jest to też ślepe podążanie za tym co modne w „internecie”, choć na pewno Ochman inspirował się hip-hopem, czy trapem, które cieszą się niesłabnącą popularnością na YouTube’ie czy Spotify. Ochman to naprawdę godna pochwały muzyczna hybryda, gdzie raz anielski, raz diabelski głos wokalisty fantastycznie miesza z tymi wyrazistymi i ostrymi melodiami. I co chyba najważniejsze, ten krążek ma charakter, który hipnotyzuje, przez co nie sposób mi było przestać go słuchać, co niezależnie od artysty, zawsze będzie dla niego największym komplementem.
Ochmanowi nie można odmówić oryginalności – nie znam drugiego takiego artysty, zarówno w Polsce, jak i na świecie. Jego interpretacje są wyśmienite, choć w przypadku Light In The Dark, czyli angielskiej wersji Światłocieni, muszę przyznać, że czegoś mi zabrakło. I jest to w zasadzie jedyna wada tego albumu. Poza tym, to, co Ochman mi zaoferował w ramach swojego debiutu, nie umywa się do niczego co do tej pory znałem. Choć nie śmiem powiedzieć, że to dzieło wybitne, spokojnie mogłoby obdarzyć wiele naszych gwiazd fajną inspiracją na przyszłość.
Mówiąc o częściach składowych Ochmana, nie sposób nie pochwalić wokalu Krystiana. Prawdziwy głos upadłego na miejski beton śpiewaka operowego, który w dodatku ma coś do powiedzenia i potrafi skupić mnie na swoim śpiewie. To ogromna pochwała dla artysty, gdy jego wokalne umiejętności pozwalają mi na usłyszenie słów, a nie interpretowanie ich wyłącznie jako dźwięków. Tym bardziej na plus wypada sama liryka, która choć typowa, pozwoliła Ochmanowi na ekspresję, co też nie jest obecnie standardem w muzyce pop. Produkcja również jest fantastyczna, żeby nie powiedzieć, że to jeden z najlepiej wyprodukowanych krążków tego roku.
Czy jest coś zatem co się nie udało? W zasadzie to nie. Jako, że jedyna anglojęzyczna piosenka nie jest stricte osobnym bytem, tak nie sposób mi jej traktować jej jako piosenki kluczowej dla istnienia tego krążka. Dlatego też mówiąc o tym, co słabe, odniosę się do swojego własnego gustu, gdzie najmniej spodobały mi się dwa utwory – Złodzieje Wyobraźni oraz Nie Chcę Już Czekać. Najbardziej popowe propozycje Ochmana, które zdecydowanie można uznać za udane, jednak gdy już zostałem poczęstowany tymi cudownymi eksperymentami, to chciałbym ich więcej i więcej.
Cała reszta to niesamowita muzyczna przygoda. Wielkie Tytuły to najbardziej ambitna propozycja, która jednocześnie zaskoczyła mnie swoim trapowy bitem. Ja To Znam z gościnnym udziałem rapera Avi również mnie zaskoczył, bo Ochman pokazał, że potrafi być też agresywny w swojej muzyce. Gdzie Iść też porywa mnie wyrazistością wokalu Krystiana oraz fantastyczną melodią – szkoda tylko, że trwa zaledwie 2 i pół minuty. Docenić też trzeba singlowe Światłocienie i Prometeusz, które zasłużenie zostały docenione przez widzów „The Voice” oraz festiwalu w Opolu. Co się tyczy pozostałych utworów, czyli Wspomnienie, Pewnego Dnia i Ten Sam Ja, świetnie uzupełniają playlistę albumu, czyniąc prawdziwą gratkę dla polskich piosenek.
Ochman to jeden z moich ulubionych polskich albumów tego roku, a być może i albumów w ogóle. Szczerze nie spodziewałem obcować z tak dobrym dziełem, a tym bardziej wobec laureata telewizyjnego show, który dopiero zaczyna swoją twórczą przygodę. Mam jedynie nadzieję, że to nie ostatnie dzieło Krystiana Ochmana, które tak przypadnie mi do gustu.
- Data premiery: 19 11 2021
- Single: Światłocienie, Wielkie Tytuły, Lights In The Dark, Wspomnienie, Prometeusz, Ten Sam Ja
