„[Tekst] Mocno mnie kierunkował i pomógł skupić się na kompozycji i wykonaniu. Mogłam zaufać temu przekazowi i płynąć” Wywiad z Tęskno

Joanna Longić, ukrywająca się pod nazwą projektu Tęskno, właśnie zaprezentowała Nam nowy album. Nie ma co ukrywać jest on wyjątkowy, ponieważ w całości złożony z utworów, których teksty to wiersze poetki Zuzanny Ginczanki.
Podczas naszej rozmowy artystka zdradziła mi między innymi dlaczego zdecydowała się akurat na poezję Zuzanny, jak wytworzyła się w niej wyjątkowa więź z jej twórczością, oraz jak wyglądał proces aranżacji utworów.
Nie mogło też zabraknąć tematu wyjątkowego, muzycznego audiobooka, nad którego oprawą pracowała Joanna.
Przeczytajcie zapis wywiadu.

Adrianna Mmałolepszy: Bardzo serdecznie gratuluje. Są już single i teledyski, wyszły świetnie!
Skąd w ogóle wziął się pomysł na poezję? 

Spotkałam się już z opinią moich słuchaczy, że moje teksty nie są może poetyckie, ale trochę “poetyzujące”, więc już chyba wcześniej zrobiłam ten krok. Nigdy do końca nie czułam się władczynią słów. Często zdarza mi się mieć problem, żeby znaleźć te właściwe by coś wyrazić w codziennym życiu. Stąd też ucieczka w muzykę.
Odkąd pamiętam byłam bardzo skupiona na tym by muzyka i tekst w Tęskno były na równym poziomie i tak samo ważne.
Po wydaniu ostatniej płyty Tęskno zaczęłam googlować Ginczankę, której twórczość znałam już wcześniej. Moja przyjaciółka z gimnazjum mi ją pokazała w szkole i podzieliła się ze mną tomikiem wydanym jeszcze za życia Zuzanny. Teraz tych wierszy jest już odkrytych na szczęście setki. Ona w bardzo wielu miejscach wprost mówi o tęsknotach. Gdy to odkryłam już zapaliła mi się w głowie lampka ciekawości.

Zaczęłam czytać więcej i jej wizja świata, słowa i historia bardzo mnie wciągnęły. Są tam takie motywy, które też wcześniej poruszałam w swoich autorskich tekstach piosenek.

AM: Fajne jest to, że na tym albumie skupiasz się na jednej poetce i zagłębiasz się w jeden “organizm”.

Tutaj było naprawdę wiele do zgłębiania. Aż musiałam powiedzieć sobie “stop” i zatrzymać się na 10 utworach, bo naprawdę można by tak wybierać bez końca. Kto wie, może za kilka lat zrobię kontynuację.
Wybrałam bardzo różnorodne utwory z różnych okresów jej twórczości. Wszystkie słowa Ginczanki zostały niezmienione. Tylko w kilku miejscach zamieniłam kolejność wersów żeby dopasować je do formy piosenkowej, zwyczajowego podziału na zwrotki i refreny, ale na szczęście w większości są zachowane w 100%. To wszystko wyszło bardzo naturalnie, bo poza moją przyjaciółką, która pokazała mi te wiersze lata temu, miałam też na studiach kulturoznawczych zajęcia z główną badaczką twórczości Ginczanki – Izoldą Kiec. Wszystko mi się bardzo ze sobą powiązało i myślę, że nagranie płyty z wierszami poetki było mi pisane.

AM: To wyjątkowe, że masz taką osobista nić powiązania z tą twórczością.
Powiedz mi, jak się piszę muzykę do nie swoich słów? Czy ten proces jest inny?

Na pewno. Jeżeli piszę do swoich słów to kolejność działań jest różna i zależy od konkretnego utworu i czasami tekst pojawia się ostatni, a tutaj siłą rzeczy zawsze wychodziłam od tekstu. Mocno mnie to kierunkowało i pomogło skupić się na kompozycji i wykonaniu. Mogłam zaufać temu przekazowi i płynąć.

AM: Mam wrażenie, że pomimo, że nie są to Twoje słowa to poprzez interpretację, w którą tyle włożyłaś stały się trochę Twoje.

Bardzo się cieszę. Na pewno stały mi się bardzo bliskie i ogromnie przywiązałam się już do całego tego materiału. Mimo, że znam Zuzannę przede wszystkim przez wiersze to poczułam z nią ogromną więź.

AM: A który utwór powstał pierwszy?

Na początku nie było planu na całą płytę. Jednymi z pierwszych było Czekam Wiosny i Zza barykad. Czekam Wiosny okazało się najdłuższe na płycie. Było dużo czasu, żeby nad nim pracować. Ma ponad 6 minut, jest harfa, fortepian, piccolo, flet poprzeczny, smyczki…
W Zza Barykad jest już mniej tych instrumentów. Też nie zawsze jest tak, że te utwory, które mają bogatsze instrumentarium brzmią bardziej skomplikowanie. Dużo zależy od produkcji i masteringu materiału, a przede wszystkim od intencji jaką twórca ma z tyłu głowy. 

AM: Opowiedz mi troszkę więcej o Zza Barykad. Uwielbiam go!



Powstał bardzo szybko, dosłownie jednego wieczoru. Zawsze staramy się nagrywać jak najwięcej instrumentów jednocześnie, ale to akurat był początek pandemii i mogliśmy być w studio s2 polskiego radia tylko w 5 osób jednocześnie. Musiałam dostosować aranż do tej sytuacji, ale wydaje mi się, że koniec końców wyszło to mu na dobre. Potem osobno dogrywaliśmy kontrabas. On trochę przełamuje powagę tego utworu, brzmi jakby kontrabasista Mateusz Woźniak wkradł się niepostrzeżenie i stąpał z nogi na nogę.
Bardzo się cieszę, że w przypadku Yoyo udało nam się zrobić coś o wiele bardziej pogodnego. Bardzo pomógł w tym wypadku tekst i jego prostota, ale i tak musiałam się bardzo powstrzymywać, żeby nie pójść w mroczne klimaty. Cieszę się, że się udało uniknąć tej pokusy.

AM: A jak powstawał teledysk do Yoyo?

Od razu wiedziałam, że chciałabym mieć tam akrobacje. Wyszukałam przez internet świetną dziewczynę, aerialistkę z Krakowa, Klaudię Bawer. Nie znałyśmy się wcześniej. Nie oczekiwałam, że się zgodzi. Oprócz reżyserii zajęłam się na planie filmowym też scenografią – na sznurkach zawiesiliśmy kotarę z holograficznym wzorem, który ożywał z ruchem lamp, a na ziemii wyłożyliśmy puchate dywaniki przypominające futrzastego różowego Yeti z poprzedniego teledysku animowanego do Ucieczki.

AM: Muszę Cię zapytać o jeden z moich ukochanych utworów, czyli o Wodę.

Też go bardzo lubię. Jest bardzo oszczędny jeśli chodzi o instrumenty akustyczne, znacznie więcej tam elektroniki. Wszystkie syntezatory których ścieżek jest tam dosłownie 30 nagrywałam w domu na małą, podstawową kartę dźwiękową i laptopa z 2013 roku – całe szczęście udźwignął tak ogromne obciążenie dla systemu.

AM: Wspomnijmy jeszcze o rzeczy pozamuzyczne. Zacznijmy od Twojej radiowej audycji w Czwórce. Skąd ten pomysł i jak ją widzisz?

Pierwsze kilka audycji było bardzo proste, bo po prostu sięgnęłam do swoich ulubionych płyt i artystów i poszło samo, ale dość szybko złapałam się na tym, że muszę szukać i poznawać więcej. Założenie było takie, żeby utrzymać wszystko w polskim klimacie i żeby to była w moim rozumieniu poezja. Właściwie mogłabym wrzucić do tego worka cokolwiek, ale nie chcę tego robić. Według mnie są to mądre, przemyślane rzeczy. Był Piernikowski, był Mata z prof. Bralczykiem, Monika Borzym… “Wszystkie chwyty dozwolone” – cytując inną wybitną poetkę Annę Świrszczyńską.

Strasznie się cieszę, że dostałam propozycję prowadzenia tej audycji. To było marzenie, z którego nie zdawałam sobie sprawy. Daje mi to wiele radości i bardzo rozwija dziennikarsko.

AM: Pracowałaś też nad audiobookiem…

Tak. Tutaj z kolei propozycja przyszła od autorki książki, Karoliny Lewestam. Jest to Mała Księżniczka. Współczesne, kobiece, progresywne podejście do Małego Księcia. Cała opowieść jest o podróży w kosmosie, ale przede wszystkim o szukaniu własnego głosu przez główną bohaterkę.

AM: I ty odpowiadasz tam za muzykę.

Lektorką jest Maja Ostaszewska, a ja rozpisałam muzykę na swoje zwyczajowe instrumenty. Jest tam fortepian, flet, smyczki, jest też mój głos, w głównej, tytułowej piosence i w tym wypadku jestem również autorką tekstu.

AM: Do premiery płyty jeszcze chwila, będzie jeszcze jakiś singiel przed wydaniem?

Premiera albumu “tęskno gra poezję” jest 19 listopada, a dzień wcześniej 18.11 gramy koncert przedpremierowy w studiu Lutosławskiego z pełnym składem muzyków, którzy nagrywali z nami płytę, a przed wydaniem płyty ukaże się jeszcze utwór “Ogień”, w którym właśnie pojawiają się wspomniane na początku “najkrwistsze tęsknoty”.

AM: Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę!



Ja również!

Ostatnio opublikowane

Popularne