
Przyszło nam żyć w dziwnych czasach. Przez światową pandemię koronawirusa uczymy się wszystkiego na nowo. Powoli zaczynamy raczkować i łączyć punkt A z punktem B. Nowa rzeczywistość, nowe problemy. Pomijając zatrważające kryzysy gospodarcze i ekonomiczne – dochodzą jeszcze kryzysy psychiczne. Niektórzy w kwarantannie tracą pracę, a jeszcze inni godność. Dziś przed nami staje nowa Trójca Święta Błaznów polskiego showbiznesu – Doda, Edyta Górniak i Kasia Kowalska.
Od początku trwania pandemii COVID-19 psychologowie biją na alarm – długotrwała kwarantanna, choć konieczna, może odbić się negatywnie na naszym zdrowiu psychicznym. Najbardziej narażone są osoby o usposobieniu ekstrawertycznym, które nie radzą sobie zbyt dobrze w samotnej egzystencji i które dla zdrowej psychiki potrzebują kmunikacji interpersolanej. To właśnie oni są narażeni na pojawienie się depresji.
Kolejnym skutkiem ubocznym izolacji, choć tego już psychologowie nie potwierdzają, jest pieprzenie głupot w Internecie. Nie ma ścianek i czerwonych dywanów, ale są Instagramy. Nie można przecież dopuścić do medialnego pogrzebu. To tam artyści przebijają się w festiwalu błazenady. Niczym najbardziej uzdolnieni cyrkowcy, żonglują swoją głupotą i karmią nią niewąskie grono odbiorców. Przecież wyścig szczurów musi trwać – jak śpiewała na ostatniej płycie Daria Zawiałow.
Nie można pokazać się na premierze filmowej, udzielić wywiadu dla szmatławców i wzbudzić sensacji, więc trzeba zrobić to na własnych warunkach. Domowych warunkach. W przedbiegach prowadzenie objęła Doda. Jej przypadek, choć ciężki, nie dotyczy stritce sytuacji koronawirusowej – ale głupoty, które pojawiły się razem z domową kwarantanną, w którą Doda choć nie wierzy – przestrzega. Jakiś czas temu wybuchła afera poduszkowa, w której to Dorota Rabczewska ukradła zdjęcie amerykańskiej modelki i zamieściła na Instagramie jako własne. Afera skończyła się tak szybko jak zaczęła, ale smród ciągnie się do dziś.
W Internecie, na różnych forach pojawiły się niepochlebne komentarze na temat zaistniałej sytuacji. Jeden z tych nasączonych jadem komentarzy trafił do samej zainteresowanej. Jak sądzicie, jak zareagowała Doda? A) Jako pomysłodawczyni szlachetnej akcji #artyściprzeciwnienawiści pokazała klasę i dała dobry przykład zwalczając hejt w sposób kulturalny, czy B) wykazała się hipokryzją i pokazując prawdziwą twarz, nasłała swoich psychofanów, żeby zalali falą krytyki autorkę tego komentarza we wszystkich social media? Odpowiedź i szersze omówienie sytuacji znajdziecie pod tym linkiem.
Istniejąca pandemia w tym przypadku zadziałała na naszą korzyść. Pani Dorota Rabczewska w jednym momencie zniszczyła to, co skrzętnie budowała od blisko półtora roku akcją #artyściprzeciwnienawiści. Jako jedna z naczelnych hejterek polskiego showbiznesu, po trwającej kilka wieków wojnie z Justyną Steczkowską, wyciągnęła rękę i przekazała znak pokoju. Dziś wiemy, że to czysta obłuda – miraż, a sama Doda w bardzo przemyślany sposób wykreowała nowy wizerunek w mediach – artystka jawiła się nam jako ta mądra i inteligentna, która nakłania do szerzenia miłości i pokoju. Jako ta, która miłością chce zwalczać nienawiść i doprowadzić do jedności. Artystka nie funkcjonuje w showbiznesie pięciu lat. To stara wyga, która doskonale wie jak obchodzić się z krytyką. Nie sądzę, żeby dotknął ją komentarz „jakiejś Sary” na Facebookowej grupie. Dziwniejsze jest to, że wszystkie media opuściły na to zasłonę milczenia i nikt nie podjął się poruszenia tego tematu. Nikt nie chciał tego nagłośnić.
Mało tego, od jakichś dwóch tygodni Doda na swoich social mediach udostępnia tonę teorii spiskowych, filmów udowadniających, że pandemia koronawirusa została wymyślona, szczepionki są złe, a maszty 5G nas zabiją. Tak, to nie żart, takie treści ostatnio udostępnia jedna z najpopularniejszych artystek w Polsce. I znajduje pokaźne grono odbiorców, którzy jej poklaskują.






Doda swoich publikowanych bzdur i bardzo często wdaje się w dyskusje z fanami i antyfanami.





I kiedy myślisz, że jesteś już na samym dnie, od spodu puka Edyta Górniak, która podobnie jak M.I.A. wyznała, że jest antyszczepionkowcem. Ile jeszcze musi pojawić się sytuacji, żeby znane osoby zdały sobie sprawę, że ich słowa nie tylko mają ogromną moc sprawczą, ale także są społecznie szkodliwe? Jest różnica pomiędzy tym co powie Pani Kasia z sąsiedztwa a tym, co powie Pani Edyta na łamach „wolnościowego medium, które przebija się przez lewacki bełkot”.
Dziś jednym z najbardziej cieszących się zaufaniem zadowód społecznych jest zawód pracownika służby zdrowia (od pielęgniarek domowych i szpitalnych, przez lekarzy i specjalistów aż do naukowych badaczy). Takim medialnym zachowaniem, w którym podprogowo namawia się do zaprzestrzania szczepień, podkopuje się to zaufanie. Specjaliści od kilku lat zauważają znaczącą niechęć społeczeństwa do szczepionek i podkreślają, że jeżeli tendencja spadkowa będzie wzrastać, za kilka lat mogą wrócić śmiertelne choroby, o których zdążyliśmy już dawno zdążyliśmy zapomnieć.
W tym samym wywiadzie, Edyta Górniak rzuciła coś w stylu: „Nie zgodzę się na szczepienia i mój syn nie zgodzi się na szczepienia. Jeśli będą chcieli nas za to rozstrzelać, to nas rozstrzelają„. Kiedyś strzelano do ludzi, którzy walczyli o wolność i honor naszego kraju. Dzisiaj Edyta Górniak chce być rozstrzelana za niepoddawanie się obowiązkowym szczepieniom.
Po tych słowach, wokalistka wyciągnęła z kieszeni maskę klauna, założyła ją na twarz i dodała, że od blisko sześćdziesięciu lat modifukuje się żywność, żeby zawładnąć naszymi umysłami i nas zamulić. Pani Górniak ceni sobie motto życiowe – nieważne jak, ważne żeby mówili. I kiedy jej perturbacje rodzinne już nikogo nie grzeją, Edyta znajduje inną drogę, żeby wznieść się na wyżyny idiotyzmu. Ale luzik, najważniejsze, że piszą o Niej wszystkie portale, które i tak prędzej czy później pozwie, a które sprawiają, że ktokolwiek jeszcze się Nią interesuję i dzięki temu ma jakiekolwiek medialne deale.
Największym zrozumieniem powinna wykazać się Kasia Kowalska, której córka w stanie ciężkim trafiła do szpitala. Zamiast zrozumienia jest nieodpowiedzialność. Diagnoza wstępna choroby córki – koronawirus. Diagnoza finalna – „wszyscy jesteśmy tacy zawiedzeni, no jak można w czasie epidemii jednego wirusa, prawie umrzeć na innego„. Walka o życie, modlitwy, łzy i medialne wsparcie całego polskiego przemysłu muzycznego nie nauczyły jej nic. Zdając sobie sprawę jak poważna i niebezpieczna sytuacja panuje na świecie, artystka postanowiła wziąć udział w wydarzeniu „Koncertowanie pod blokami” w Ciechanowie i naraziła na chorobę nie tylko siebie, ale także te sto osób, które wyszło z domu na jej koncert.
Kasia i menadżer umyli ręce, a winą zostało obarczone miasto Ciechanów. Do sprawy włączył się prokurator po tym, jak miasto odmówiło przyjęćia kary grzywny w wysokości 30 tys. złotych za złamanie kwarantanny, ponieważ jak uważa – mylnie ustalono organizatora tego wydarzenia. I tu zaczyna się medialna śmierć Kasi Kowalskiej.
Menadżer Kowalskiej z miejsca powinien stracić pracę po tym jak napisał:
W mojej ocenie wszystko odbyło się legalnie, ludzie byli uprzedzani i w komunikatach poprzedzających imprezę i tuż przed nią, już na miejscu, że nie mogą się gromadzić, ale to nic dziwnego, że koncert popularnego artysty wyciągnął ludzi z domów.
Maciej Durczak
Skupmy się na ostatnich słowach „koncert popularnego artysty wyciągnął ludzi z domów„. Przepraszam, ale czy właśnie z tego powodu Kasia Kowalska nie powinna zrezygnować z udziału w wydarzeniu? W obawie przed tym, że ludzie będą chcieli zobaczyć „popularnego artystę z bliska” i narazić zdrowie, wokalistka powinna powiedzieć stanowcze „NIE”. Zwłaszcza po tym, co przeszła przy chorobie swojej córki i ile wylała łez do kamery w telefonie?
Oczywiście z winnego zrobiono ofiarę, bo to najlepsza linia obrony. Przecież Kasia wzięła udział w szlachetnym przedsięwzięciu i chciała pomóc, a stała się ofiarą politycznych przepychanek. Jak głupim i nieodpowiedzialnym trzeba być, żeby coś takiego powiedzieć. I o ile w przypadku Doroty Rabczewskiej czy Edyty Górniak były to tylko słowa, to u Kasi Kowalskiej doszło do realnego czynu. Trzeba powiedzieć to jasno i wyraźnie – Kasia Kowalska naraziła na śmierć, o którą otarła się niedawno jej córka, blisko sto osób, które wyszło z domu. Kasia Kowalska będzie miała na sumieniu, którąkolwiek z tych osób, które wzięły udział w wydarzeniu i które po nim zaraziły siebie lub bliskich COVID-19. Na koniec artystka kazała się odczepić od niej, jej córki i od niej (nie będziemy tu używać wulgarnego języka, ale sami wiecie jak było w popularnym memie).
Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że cały czas mówimy tu o śmierci. W skali światowej mówimy tu o blisko 300 tys. zgonów, w skali naszego kraju – tysiąca. Każdeo dnia przybywają nowe ofiary. Rodziny tracą najbliższych. Lekarze wypruwają sobie żyły i walczą o życie każdej osoby, którą można uratować i tym samym narażają własne zdrowie. A celebryci? Jedni dają dobry przykład – pozostają w domu i poświęcają czas sobie i najbliższym, organizują zbiórki i zachęcają innych do wsparcia finansowego. Drudzy pieprzą głupoty i nie biorą społecznej odpowiedzialności za czyny i słowa.


