Throwback Review: Norah Jones – The Fall (2009), recenzja Sebastiana Torbicza

Inne recenzje

Cofnijmy się dziś 10 lat wstecz, do roku 2009, kiedy to Norah Jones, wydała swój czwarty studyjny album The Fall. Przez wielu z jej fanów określany mianem najlepszego w dorobku artystki, chociaż jeśli spojrzeć by na jego osiągnięcia sprzedażowe już to tak nie wygląda. Artystki, która na swoim koncie ma 6 albumów, a także m.in. dziewięciokrotnie została laureatką Grammy, w tym 5 nagród za debiutancki album Come Away with Me.

Znalezione obrazy dla zapytania Norah Jones - The Fall

Na The Fall, znalazło się 13 kompozycji. Utrzymany jest on w stylistyce pop-jazzu, z mieszanką folk rocka. Otwiera go rytmiczne Chasing Pirates, w zasadzie w całości utrzymane w jednym rytmie i klimacie, z wybijającą się linią basu i ciekawym brzmieniem klawiszy. Even Though jest już nieco żywsze od swojego poprzednika. Na plus fajne wstawki gitarowe. Sekcja rytmiczna podobna do Chasing Pirates, szczególnie jeśli chodzi o bas. Kolejne utwory to Light As A Feather oraz Young Blood. Szczególnie na ten drugi warto zwrócić uwagę powracając do tego albumu. Ciekawie poprowadzona gitara akustyczna, dynamiczna melodia grana na lekkim przytłumieniu do tego stopa perkusji nadająca odpowiednie tempo.

I Wouldn’t Need You to jak dotychczas najspokojniejsza z kompozycji. Luźna melodia gitary, w swoim brzmieniu zachęcająca do chillowania i oddania się muzyce. Podobnie jak i cały utwór. Uwodząca słuchacza barwa głosu Jones. Następnie mamy spokojne Waiting i zaskakujące It’s Gonna Be. Zdecydowania bardzo żywy utwór. Wydaje się, że patrząc na całość albumu, niepasujący do reszty. A jednak czasem taka perełka jest potrzebna. Zawiera w sobie trochę połączenia elektroniki, i muzyki alternatywnej z dodatkiem dobrego smaku. Niepoukładana melodia gitary, dużo fajnych wstawek, zapętlona linia perkusji, mocny bas i fajnie brzmiące klawisze. Po chwili szaleństwa, znów chwila na wyciszenie się przy You’ve Ruined Me i Back To Manhattan.

Stuck to kolejna ciekawa propozycja, z pogranicza alternatywy i folk rocku. Kunsztowna gitarka w tle i bardzo dokładna gra bębnów. Co oczywiście jest zasługą dobrze dobranych muzyków. Zbliżając się ku końcowi pojawia się akustyczne i melancholijne December, zaś krążek zamyka folk rockowe Tell Yer Mama z dodatkiem jazzu i country.

Jeśli spojrzeć na The Fall całościowo, to jest ono bardzo spójne, większość kompozycji utrzymana jest w podobnym tempie i stylistyce. Niektóre wręcz mają podobne linie melodyczne, albo linie poszczególnych instrumentów. Warto zauważyć, ze wszystkie kompozycje zostały napisane przez samą artystkę. Album ten był dla Jones czymś nowym, gdyż po raz pierwszy nagrywała w nowym składzie muzyków m.in z Joeyem Waronkerem (R.E.M.), czy Somkey Hormelem (Johnny Cash). Na plus kilka wybijających się ponad inne utwory perełek jak np. It’s Gonna Be. Dla fanów artystki z pewnością się podobał i będzie podoba. Natomiast gdyby Jones miałaby wypuścić go na dzisiejszym rynku muzycznym, w moim odczuciu ciężko byłoby jej dotrzeć do szerszego grona fanów i odbiorców.

Norah Jones - The Fall
  • Data premiery: 17 11 2009
  • Single: Chasing Pirates, Young Blood, Stuck, It's Gonna Be
Najlepsze utwory: It's Gonna Be
Najsłabsze utwory: December, Back To Manhattan


Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.

Sebastian Torbicz
Sebastian Torbicz
Muzykolog, absolwent KULu w Lublinie. W wolnych chwilach lubi słuchać Bon Jovi, Delty Goodrem, muzyki francuskiej i wielu innych artystów. Ulubione gatunki to rock i pop. Otwarty na poszukiwanie i odkrywanie nowości w muzycznym świecie. Prywatnie muzyk samouk.

Czytaj również

Cofnijmy się dziś 10 lat wstecz, do roku 2009, kiedy to Norah Jones, wydała swój czwarty studyjny album The Fall. Przez wielu z jej fanów określany mianem najlepszego w dorobku artystki, chociaż jeśli spojrzeć by na jego osiągnięcia sprzedażowe już to tak nie wygląda....Throwback Review: Norah Jones - The Fall (2009), recenzja Sebastiana Torbicza