Wiosna w pełni, a lato, mam nadzieję, tuż za rogiem. Sezon wręcz domaga się energetycznej, pełnej optymizmu muzyki o jasnych stronach życia. Z pomocą przychodzi zespół Vampire Weekend i ich pierwszy od prawie sześciu (!) lat album, Father of the Bride.
Twórcy takich przebojów jak A-Punk, Diane Young czy Giving Up The Gun, niesamowicie wpadających w ucho i nie pozwalających ustać w miejscu, po latach przerwy postanowili sprezentować swoim fanom aż osiemnaście utworów. O czym? Jak tłumaczy w wywiadzie dla Rolling Stone frontman Ezra Koenig, “Nigdy nie wziąłem ślubu. W tytule nowego albumu jest coś prawie biblijnego – o związkach między społecznościami, między ludźmi a Bogiem, między ludźmi a ziemią, na której żyją. Większość utworów z naszego pierwszego albumu napisaliśmy w college’u i były one bardzo młodzieńcze. Drugi i trzeci album miały w sobie mniej tego naiwnego entuzjazmu. Im więcej świata zobaczyłeś, tym bardziej zniechęcony jesteś. Ale w tym kierunku nie można podążać zawsze. Po zrobieniu albumu z czarno-białą okładką i piosenkami o śmierci, nie można zabrnąć już głębiej. Nowy album jest o życiu, które toczy się dalej.”
Jakie jest to życie dla Vampire Weekend? Na początek weźmy pod lupę aż trzy duety z Danielle Haim, które znajdują się na albumie. Hold You Now to utwór w stylu country, zarówno muzycznie, jak i lirycznie, i słucha się go szokująco dobrze. Koenig płynnie posługuje się tą niesamowicie amerykańską symboliką i serwuje prosty utwór o miłości. Nie inaczej jest w Married in a Gold Rush, gdzie instrumentacja próbuje nieco ukryć to, co oczywiste. Żadnego ukrywania nie ma jednak w We Belong Together – wszystkie duety z Haim to po prostu piosenki country, opowiadające o miłości szczęśliwej, chociaż poddawanej licznym próbom. Wniosek? Życie według Vampire Weekend nie jest może łatwe, ale na pewno jest proste. Proste jak ballada country.
Co jeszcze album oferuje słuchaczowi? Na pewno dużo melancholii, pogodzenia się z życiem i spokoju. Kontent liryczny często jest mroczniejszy od towarzyszącej mu muzyki, czego świetnym przykładem jest Harmony Hall: I don’t wanna live like this, but I don’t wanna die. Są utwory zbliżone stylem do klasycznych kompozycji Vampire Weekend, takie jak energetyczne, ekscentryczne Bambina czy wolniejsze, ale intrygujące How Long?. Jest więcej skocznego country w postaci This Life, czy nieco spokojniejszego country, jak bardzo ładne Big Blue z ciekawymi gitarami. Są smyczki w minimalistycznym Rich Man, są jazzowe wstawki w smutnym My Mistake.
Energię, której tak oczekiwałam od wiosenno-letniego albumu z nawiązką dostarcza Sympathy. Pomimo natłoku instrumentów i eksperymentalnego stylu, utwór nie popada w chaos. Wyróżniają się również kolaboracje ze Stevem Lacy: Sunflower oraz Flower Moon, obie nagrane w bardzo specyficznym, odrealnionym stylu.
Co z elementami, które nie do końca mnie przekonują? Unbearably White i Spring Snow są raczej nudne, niewiele wnosi 2021. Osiemnaście utworów to naprawdę dużo, album może być więc trudny do przesłuchania w jednym podejściu.
Do napisania nowego albumu w taki, a nie inny sposób Ezrę Koeniga zainspirował nikt inny, jak Kanye West (zachęcając go do umieszczenia na albumie licznych kolaboracji) oraz wokalistka country Kacey Musgraves. To inspiracja Musgraves odcisnęła największe piętno na Father of the Bride: Koenig zakochał się w prostocie utworów, które od pierwszego wersu ujawniają, kto i do kogo śpiewa i w jakiej sytuacji się znajduje. Większość propozycji na nowym albumie to proste, otwarte historie, odważnie i szczerze operujące emocjami. Vampire Weekend nie zatracają przy tym swojej oryginalności – trzeba jednak zauważyć, że intrygujące teksty ustępują nieco pola nietuzinkowej, czasami wprost dziwacznej warstwie muzycznej. Estetykę country można albo kochać, albo nienawidzić, warto jednak pogratulować Vampire Weekend odwagi. Udało im się napisać prawdopodobnie najciekawszy album w swojej karierze, obok którego ciężko przejść obojętnie.

- Data premiery: 03 05 2019
- Single: Harmony Hall, 2021, Sunflower, Big Blue

