MENU

    „Właśnie w takich miejscach można odpocząć od radiowego chłamu…”. 8. edycja Festiwalu Wschody za nami. Relacja Pawła Markiewicza

    Festiwal Wschody jest swojego rodzaju magicznym miejscem, które staje w opozycji do popularnych, komercyjnych wydarzeń muzycznych. To przestrzeń do kultywowania polskiej muzyki artystycznej, podczas której specjalne grono jury wybiera tego najlepszego. Tego, który chwyta za serca i duszę. Na scenie pojawiają się doświadczeni artyści, którzy w sposób nienaganny operują rodzimym językiem. W tym roku na scenie gościli m.in. Mikromusic ze Skubasem – z nowym projektem, którego premiera na jesieni i Karolina Czarnecka.

    14 kwietnia, w niedzielę 8. edycja Festiwalu Wschody przeszła do historii. To były trzy dni wspaniałej zabawy, ambitnych występów, intrygujących interpretacji i mądrego słowa. Dziesiątki młodych artystów trudziły się by zwyciężyć w Konkursie Piosenki Artystycznej. Przez dwa pierwsze dni, w Chatce Żaka odbywały się przesłuchania wyjątkowych zespołów, solistów, duetów i tercetów, którzy reprezentowali repertuar swój, lub dokonywali interpretacji ponadczasowych kompozycji. Dziesięcioro z nich zakwalifikowało się do wielkiego finału – Koncertu Laureatów, który odbył się w niedzielę, a zwieńczył go występ Mikromusic z projektem Z Dolnej Półki. Wśród najlepszych wschodowiczów znaleźli się m.in.: Monika Kowalczyk, Skład Rzeczny Ładnych i Magda Kuraś. Pierwsze miejsce zajął zespół z pogranicza elektroniki i alternatywy Pasażer, a Grand Prix w tym roku trafił w ręce alternatywnej formacji Eddie/Hai.

    Młodzi artyści, mniej lub bardziej doświadczeni scenicznie, udowodnili, że nasza muzyka alternatywna, ambitna i niszowa ma się naprawdę bardzo dobrze. Oni są strażnikami honoru naszego rodzimego rynku muzycznego. To ludzie od których aż kipi energią i chęcią odkrywania nieznanego. Oni czerpią całym ciałem z otaczającego środowiska, szukają inspiracji, a późniejsze przemyślenia wkładają do swojej twórczości. Wspaniale, że w Polsce istnieją takie festiwale, które wspierają młode talenty i dają im przestrzeń do zaprezentowania swojej sztuki.

    Każdego dnia na scenie pojawiali się także wyjątkowi artyści. Artyści, którzy nie tylko w sposób perfekcyjny operują słowem, ale także zachwycają nietuzinkowym pomysłem na swoją twórczość. Nie obyło się jednak bez małych problemów. Pierwszy dzień Wschodów stanął pod znakiem zapytania, w momencie kiedy, z powodu choroby, Barbara Wrońska musiała odwołać swój występ. Inauguracja wydarzenia z załozenia miała zostać utrzymana w rękach kobiet. I na szczęście, dzięki zgrabnej i natychmiastowej reakcji organizatorów – w zaledwie kilka godzin znaleziono godne zastępstwo w postaci Karoliny Czarneckiej. Także tu wielkie chapeau bas dla wszystkich wolontariuszy i pracowników, którzy stoją za sukcesem tego niesamowitego przedsięwzięcia.

    W piątek, „Chatka Żaka” została wypełniona dźwiękami zmysłowej, oryginalnej WERY – ubiegłorocznej laureatki festiwalu Wschody, która po kilkumiesięcznym pobycie w Islandii i na Krecie, powróciła na scenę z solową EPką. Artystka zaopatrzyła się jedynie w wiolonczelę, kontrolery i komputer. To wystarczyło, żeby wprawić w osłupienie słuchaczy. Pomimo małego stresu było widać, że WERA ma wszystko pod kontrolą. Na scenie działo się niewiele, ale w uszach zebranej widowni wirowało od przeplatających się brzmień, efekciarskich loopów i zmysłowego głosu. Po Niej pojawiła się szamkanka – Karolina Czarnecka. Prawdziwy dynamit, który może wybuchnąć w każdej chwili. Sceniczne, nieokiełznane zwierze. Artystka zaśpiewała materiał z drugiej płyty, ale w setliście upchnęła też m.in. energiczne Za siedmioma blokami. Artystka trochę pośpiewała, trochę porecytowała, potańcowała – albo raczej odprawiła dzikie tańce, dała lekki pokaz aktorski i w sprytny sposób zaczepiała publiczność. Zadziorna dziewczyna z jajami.

    Ostatniego dnia, po Koncercie Laureatów, wystąpił Mikromusic z gośćmi (Skubasem i Joanną Słowińską) i najnowszym projektem muzycznym – Mikromusic z Dolnej Półki, którego oficjalna premiera już na jesieni. Zespół wziął na warsztat utwory z ostatniej płyty, ale też reprezentatów z poprzednich wydawnictw – Takiego Chłopaka, Bezwładnie czy Pięknego Chłopa. Z tą różnicą, że to zupełnie nowe aranżacje, inne tempo, inna interpretacja i przede wszystkim – inne instrumenty, które albo są złej, najgorszej jakości, albo zostały wykonane przez rzemieślnika, np. z miski dla psa. Dosłownie wszystko było z dolnej półki, za wyjątkiem wokalu Natalii Grosiak, która malowała i przeszywała głosem. I nawet kiedy ta artystka śpiewa, że „w dupie to ma”, to brzmi to pięknie. Wokalistka jest pełna pokory i spokoju, ale także niezliczonymi pokładami humoru. Pomimo że był to występ w wersji beta i wiele mogło się nie udać, to wszystko wyszło perfekcyjnie. Nowa płyta Mikromusic już na jesieni. Wtedy też startuje trasa koncertowa. Idźcie, warto.

    Od Festiwalu Wschody było czuć ciepłą, przyjazną i rodzinną atmosferę. Organizacja była na najwyższym poziomie. To cieszy, że w Polsce (zwłaszcza w województwie lubelskim) są festiwale, które hołdują dobremu słowu i ambitnej muzyce. Właśnie w takich miejscach można odpocząć od radiowego chłamu i zachłysnąć się ambitną, niszową twórczością.

    Paweł Markiewicz
    Paweł Markiewiczhttps://allaboutmusic.pl
    Student drugiego stopnia Dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Lublinie. Miłośnik brytyjskiego, jak i polskiego rynku muzycznego. Swoją przyszłość wiąże z dziennikarstwem muzycznym.

    Ostatnio opublikowane