Po dwóch świetnie przyjętych albumach, członkowie Lion Shepherd nie zdecydowali się na długą przerwę. Zaledwie po dwóch latach powrócili z trzecim longplay’em, zatytułowanym po prostu III. Nie bojący się niekonwencjonalnych rozwiązań muzycy po raz kolejny zdecydowali się na połączenia, których nie sposób uświadczyć w muzyce kogoś innego. Na nowym albumie usłyszeliśmy słowiański chórek oraz kwartet smyczkowy, a to wszystko w połączeniu z rockowym graniem. Jak im poszło?
Lion Shepherd, zapowiadając nowe wydawnictwo nieraz określali je mianem największego i najdojrzalszego dzieła w dotychczasowej historii zespołu. Po przesłuchaniu ich nowej muzyki, śmiało mogę przyznać im rację. Nie zabrakło ognia oraz przelanych emocji. Nie zabrakło również całkowicie nowych rozwiązań instrumentalnych. Muzycy zaserwowali fanom wielominutową ucztę.
Wydawnictwo otwiera tajemniczo zaczynające się Uninvited. Już na początku można usłyszeć zastosowanie nowych rozwiązań; obok instrumentów perkusyjnych pojawił się słowiańsko śpiewający, damski chór. Delikatna melodia przechodzi w miarowe gitarowe uderzenia, połączone z wokalem Kamila Haidara. Świetnie skomponowany refren momentalnie wpada w ucho i sprawia, że po zakończeniu utworu od razu chce się nacisnąć REPLAY. Następnie przychodzi moment na Good Old Days, nostalgiczną balladę opartą na akustycznym brzmieniu. W takich melodiach świetnie sprawdzają się wykorzystywane przez zespół instrumenty rodem z Bliskiego Wschodu. Nadają utworom unikalnego brzmienia i zapadają w pamięć. Pierwszym utworem z III,jaki dane nam było poznać jest What Went Wrong, singiel promujący wydawnictwo. To kolejna spokojna ballada o rockowym brzmieniu, uzupełniona dźwiękami intrygujących, melodyjnych dzwoneczków. Głęboki tekst daje upust emocjom zgromadzonym w autorze, który dzieli się swoim niepokojem związanym ze światem, w którym przyszło mu żyć. Mimo wszystkich przeciwności i otaczającego go zła, podmiot liryczny wybiera uprzejmość i to nią chce dzielić się z adresatem.
Warto zwrócić uwagę na spójność, w jakiej utrzymany jest album. Każdy utwór brzmi jak kontynuacja wcześniejszego, mimo zastosowania przeróżnych rozwiązań instrumentalnych. Bynajmniej nie oznacza to, że słuchając, narazimy się na nudę. Wręcz przeciwnie! To cudowna, złączona w dopracowaną całość muzyczna podróż. Twórcy nie ograniczają się do jednego gatunku muzyki – odważnie czerpią ze wszystkiego, co ich inspiruje, tworząc wyjątkową mieszankę brzmień. Świetnie sobie tym radzą, sprawiając, że ich muzyka zyskuje całkowicie nową jakość, stając się czymś unikatowym na polskiej scenie rockowej. Na uwagę zasługuje umiejętność naturalnego umieszczenia w zwykłym, rockowym kawałku instrumentów, które niezbyt często znajdują swoje miejsce w takiej muzyce.
Myślę, że efekt, dzięki któremu zespół osiąga sukces tkwi w umiejętności zachowania umiaru. III oparte jest na połączeniu emocjonalnych ballad stworzonych w rytm egzotycznych instrumentów i ognistym graniu gitary. Sami artyści niejednokrotnie podkreślali, że tworząc III wykorzystali rekordową ilość instrumentów. Szkopuł w tym, że nie są one wykorzystane w sposób narzucający się lub przesadny, dzięki temu z przyjemnością można doceniać ich brzmienia. Doskonałym przykładem jest Vulnerable – tu połączono początkowo wykorzystane bębny z delikatnymi dźwiękami strun oraz klawiszy. Całość dopełnił efekt nieco przytłumionej gitary elektrycznej. Tych rozwiązań nie brakuje też w World Of Fire, gdzie pojawiające się elektroniczne brzmienia znajdują miejsce obok bezkompromisowych, gitarowych riffów i dobrze napisanego tekstu. Słuchając tej muzyki naprawdę można poczuć żar buchających płomieni. Kulminacją eksperymentów jest kawałek Toxic. Znowu jest głośno, nieco elektronicznie, troszkę mrocznie i całkowicie nietypowo. Z kolei moim absolutnym faworytem jest The Kids Are Not All Right. To tu już na początku możemy usłyszeć dźwięki smyczków – to nie kto inny, jak Atom String Quartet, polscy skrzypkowie nieraz określani mianem jednego z najlepszych kwartetów świata. Tym razem urzekła mnie gra na gitarze Mateusza Owczarka. Przebojowe brzmienie najbardziej rockowego instrumentu przerywane doskonale wpasowanym śpiewem wokalisty. Utwór śmiało można porównać z dziełami brytyjskich, progresywnych supergrup.
Relaksacyjną melodię można usłyszeć w rytmicznej balladzie Fallen Tree, gdzie znowu skupiono się na akustycznych brzmieniach gitary i miarowych, perkusyjnych uderzeniach. Podmiot liryczny porównuje się do starego drzewa, śpiewa, że tak jak one – nie upadnie. Bardzo ciekawie wypada też smutna nuta Nobody. Całość zamyka May You All Live In Fascinating Times.
Nie zawiodłam się. Trzecie dzieło Lion Shepherd okazało się dokładnie tym, czego się spodziewałam – dojrzałym, spójnym, a jednocześnie bardzo różnorodnym dziełem na długie wieczory. Jest to jeden z tych albumów, które trzeba poczuć i posłuchać w całości. Zdecydowanie warto to zrobić.
Lion Shepherd - III
Data premiery:29 03 2019
Single:What Went Wrong
Najlepsze utwory: Uninvited, Fallen Tree, The Kids Are Not All Right
Najsłabsze utwory:
Recenzja wyraża poglądy autora i nie jest tożsama ze stanowiskiem i opinią całej redakcji.
Po dwóch świetnie przyjętych albumach, członkowie Lion Shepherd nie zdecydowali się na długą przerwę. Zaledwie po dwóch latach powrócili z trzecim longplay'em, zatytułowanym po prostu III. Nie bojący się niekonwencjonalnych rozwiązań muzycy po raz kolejny zdecydowali się na połączenia, których nie sposób uświadczyć w...Lion Shepherd - III (2019), recenzja Weroniki Oszajcy