Na scene weszli w czerwonych strojach – podobnych do tych, które ubrali bohaterowie najnowszego horroru „Us”. Chwilę później wybrzmiały pierwsze dźwięki utworu „Kino” i zaczęła się półtoragodzinna zabawa, tańce, śpiew i śmiech przy elektronicznych melodiach w wykonaniu niezawodnego duetu The Dumplings. Były kultowe przeboje, ale znalazło się także miejsce na premierową kompozycję, która ujrzy światło dzienne już za kilka dni.
Można rozpisać się na kilka akapitów o tym kim są, skąd są, co osiągnęli i czym się zajmują. Ale wydaje mi się, że na ich etapie życia, nikomu nie trzeba ich już bliżej przedstawiać. Każdy na pewno zna, niejednokrotnie słyszał, a większość młodego pokolenia jest w stanie zanucić choć jeden kawałek. The Dumplings robią robotę, pokazują pasję i talent, a przy tym świetnie się bawią. To coś, czego niektórym (niestety) na polskiej scenie brakuje.
I trzeba podkreślić, że materiał studyjny na Raju nie umywa się do wersji koncertowych. Z pełnym szacunkiem dla wydawnictwa, ale to występ klubowy uwydatnił zarówno walory muzyczne, producenckie, jak i wokalne. Każdy utwór nabrał wyjątkowych, ostrych i wyrazistych barw. Dodano też pikanterii, dynamiczności i zmysłowości. Wokalnie też było mocniej, inaczej rytmicznie. Tak niewygładzonie, niegrzecznie. To trzeba przeżyć, to trzeba zobaczyć. Ja stałem wpatrzony jak w obrazek – jednocześnie świetnie się przy tym bawiąc. Te dźwięki chłonie się całym ciałem.
Justyna Święs i Kuba Karaś mają w sobie coś takiego, co daje im przewagę nad innymi artystami. Są w stanie pociągnąc za sobą tłumy – to zasługa ich nieokiełznanej charyzmy. Komunikacja na płaszczyźnie scena-publiczność nie zawiodła. Dystans pomiędzy zespołem a słuchaczami został zminimalizowany dzięki zwięzłym, ale ciekawym historiom, anegdotom i często mniej lub bardziej śmiesznym żartom.
Setlista była zarazem specyficzna, jak i ciekawa. Spodobała mi się koncepcja stworzenia listy utworów w tej samej kolejności co tracklista na wydawnictwie Raj – z małymi przebiciami w postaci starych kompozycji, np. Dark Side, Ach nie mnie jednej i nieziemskiej interpretacji Kate Bush – Running Up That Hill. Zabrakło mi czegoś z debiutu, chociażby Technicolor Yawn. W gęsto utkanej setliście znalazło się natomiast miejsce dla premierowego kawałka – Dla Nas, który nagrany we współpracy z fundacją Raknroll, trafi w ręce fanów 4 kwietnia wraz z teledyskiem. Mocna, elektropopowa kompozycja, która na pewno przypadnie stałym słuchaczom The Dumplings do gustu.
Co tu dużo mówić. To po prostu koncert Pierożków. Dopracowany pod każdym względem. Pełen profesjonalizmu i swobody. Justyna pokazała swoje możliwości wokalne, Kuba kunszt instrumentalny, a perkusista *świeżak* nie odstawał od wymienionej dwójki – dobry i udany nabytek, oby został z nimi jak najdłużej. Pasuje do nich.
PS. Nigdy nie słyszałem, żeby to ludzie śpiewali jeden z utworów zaplanowanych na bis. I to jedynie w akompaniamencie gitary. Świetne doświadczenie koncertowe.

