Kiedy pod koniec stycznia rozmawiałam z Kasią i Jackiem, to dopiero szykowali się na premierę płyty i zastanawiali, jak zostanie przyjęta. Mieli w planach jeden koncert w Warszawie i umówiliśmy się, że się tam zobaczymy. Jakiś czas później, tak jak można było się spodziewać, płyta okazała się sukcesem, a wręcz jednym z najważniejszych polskich wydawnictw tego roku, a koncert w warszawskim „Niebie” wyprzedał się, zanim zdążyłam kupić bilet. Na szczęście udało się zorganizować drugi koncert w „Teatrze WARSawy” i tym razem zdążyłam zdobyć upragnione wejście zanim znów nie zabrakło miejsc.
Pomimo późnej niedzielnej pory i niesprzyjającej pogody, sala teatru była wypełniona po brzegi już w czasie supportu. Koncert rozpoczął się od krótkiego, ale wyśmienitego występu zespołu Andre & the Giants. Andrzej Rozen, Karolina Matuszkiewicz i Dominik Frankiewicz nie wydali jeszcze płyty, ale ich piosenek można już posłuchać na YouTube’ie. Trio zachwyca przepięknymi harmoniami, brytyjskim stylem, ciekawym połączeniem instrumentów, bardzo przyjemnymi melodiami i porządnym wokalem, świetnie brzmiącym również w języku angielskim. Z całego serca im kibicujemy i życzymy ogromnej kariery, bo ten zespół ma ogromny potencjał, dodatkowo poparty jakością.
Mimo że Kwiat Jabłoni w takim wydaniu występował w Warszawie po raz pierwszy, zgromadzony tłum wydawał z siebie okrzyki aprobaty jeszcze zanim rodzeństwo weszło na scenę. Koncert rozpoczął się od piosenki „dzień dobry” wykonanej w dwuosobowym składzie, po czym do duetu dołączyli jeszcze basista i perkusista. Większość wieczoru upłynęła tak, jak można się tego było spodziewać po odsłuchaniu płyty „niemożliwe” – na wspólnym śpiewaniu ciekawych tekstów, wsłuchiwaniu się w przepiękne dźwięki mandoliny i pianina, oraz (początkowo nieśmiałym) bujaniu się w rytm z lekka ludowych melodii. Największy entuzjazm wzbudziły oczywiście piosenki „Dziś późno pójdę spać” oraz „Niemożliwe”, ale również „Wzięli zamknęli mi klub” czy „Wodymidaj”. Kasia i Jacek na scenie czuli się swobodnie i chętnie nawiązywali kontakt z publicznością. Bardzo pozytywnym zaskoczeniem okazało się wykonanie piosenki „Flamaster” pochodzącej z dawnego repertuaru, tajemniczy nowy utwór, no i przede wszystkim przełamująca nastrój piosenka „Kwiat Jabłoni” na bis. Cierpliwi fani po koncercie mogli liczyć na autograf i zdjęcie z zespołem.
„niemożliwa trasa” dopiero się rozpoczęła, a potrwa do 25.04, więc jeżeli jeszcze się zastanawiacie, czy warto pójść, to przekonujemy, że absolutnie tak! Najbliższy koncert już 8.03 w Zabrzu!


