Loreen – Heal (2012), recenzja

Oh Loreen, oh. Gdy tylko usłyszałem Euphorię to wiedziałem, że to będzie hit, wiedziałem, że wygra Eurowizję, wiedziałem, że ją pokocham. Ją i Loreen. I oto, kilka miesięcy później, szwedka wydaje swój debiutancki album – Heal. Czy czuje się uleczony?

I’m Not Refusing You, Loreen

Krążek wypełnia dwanaście kompozycji, w tym trzy, które już znałem – My Heart Is Refusing Me, Sober i Euphoria. Największej zmiany doczekały się dwa pierwsze utwory. Znaliśmy je jeszcze przed Euphorią, z My Heart Is Refusing Me Loreen próbowała swoich sił w szwedzkich preselekcjach do Eurowizji w 2011, Sober natomiast było zwykłym singlem. I o ile w przypadku Sober śmiało mogę powiedzieć – nowa wersja jest zdecydowanie lepsza od pierwotnej, tak w przypadku My Heart Is Refusing Me mam dylemat. Obie wersje – ta z 2011, i ta z 2012 są prześwietne. Obie tajemnicze, świetnie wyprodukowane, doskonale zaśpiewane i ze zniewalającym tekstem. Sama artystka twierdzi, że jest oto jej najbardziej osobisty utwór w karierze. Warto też zauważyć, że jest to również jeden z najmocniejszych punktów całego krążka. Natomiast Euphoria nie uległa znacznym zmianom – zyskała jedynie magiczne Intro znane z teledysku.

Zdecydowanie doceniam fakt, że Loreen współtworzyła ten album. Heal jest JEJ albumem – pomagali jej różni twórcy, ale przy każdym utworze znajdziemy również Lorine Zeineb Nora Talhaoui, czyli właśnie Loreen. A kogo oprócz niej? W dużej mierze za krążek odpowiada Björn Djupström, twórca utworu Cypru z Eurowizji 2012 (La La Love w wykonaniu Ivi Adamou). Björn nie mniej jednak współpracował również z Ericiem Saade, Enrique Iglesiasem (utwór I Like How It Feels), Sarah Connor, Havana Brown czy Nicki Minaj (utwór Whip It). Szwedce pomagała również Marianne Sveen z norweskiego zespołu Katzenjammer oraz niemiecki producent (laureat Grammy) Oh, Hush!, mający na koncie współpracę m.in. z Cee Lo Greenem. Jest to na pewno świetny zestaw autorów tekstów i producentów, jednak na krążku cały czas obecna jest Loreen, słychać i czuć ją tam.

The more I try, the more I dieThe more we lie, the more we cry

Wszyscy, którzy poznali Euphorię spodziewali się zapewne dynamicznego, tanecznego, eurodancowego albumu. Nic bardziej mylnego. Ciężko jest określić gatunek muzyczny w jakim porusza się Loreen na tych dwunastu kompozycjach. Są to utwory na granicy muzyki elektronicznej, electro popu, synth popu, czy nawet trance’u. Utworów takich jak Euphoria jest naprawdę mało – jedynie See You Again (które uwielbiam) oraz Breaking Robot są standardowymi, dyskotekowymi hiciorami. I tak jak napisałem – See You Again jest naprawdę świetne, optymistyczne i skoczne. O tyle w przypadku Breaking Robot nie podoba mi się tytułowy robot, który towarzyszy Loreen i zdecydowanie jest wytworem komputera. Przypomina mi trochę dwie kompozycje t.A.T.u z ich debiutanckiego albumu – Malchik Gay oraz Robot.

Your Music Matters, Loreen

Now nothing could be like what it was before. When everything said and done I need to know. Do we even matter to you?

Wszystkie kompozycje zaskakują. Pozytywnie. Sidewalk, Do We Even Matter oraz If She’s the One to utwory błądzące gdzieś w krainach elektronicznego r’n’b czy soulu (jeśli w ogóle coś takiego istnieje), które wyróżniają się doskonałymi tekstami oraz niebywale tajemniczym, mocnym i robiącym wrażenie wokalem Loreen. Szczególnie w utworze If She’s the One, prawdopodobnie najmocniejszym wokalnie utworem krążka Heal.

Na krążku znajdziemy jedną balladę – taką z prawdziwego zdarzenia – która od początku do końca jest spokojna, prosta i… porażająca. Nie spodziewałem się takiego utworu po Loreen, ja naprawdę myślałem, że to będzie krążek pełen kolejnych Euphoriopodobnych utworów – w dobrym znaczeniu tego słowa. Loreen mnie zaskoczyła, bardzo pozytywnie.

Crying Out Your Name, to utwór, który wybrano na kolejny singiel – moim zdaniem dobry wybór. Świetnie współgra ze stylistyką My Heart Is Refusing Me i Euphorii, które słuchacze europejscy już znają (równolegle z Crying Out Your Name, single została nowa wersja My Heart Is Refusing Me).

http://youtu.be/MjSk2-DPlD0

Na dwanaście kompozycji, tylko jeden utwór mi się nie spodobał – jest to tytułowe i końcowe Heal. Nie wiem dlaczego, ten utwór po prostu nie ma nic, czym by mnie ujął, zainteresował.

Podsumowując, jeden z najbardziej oczekiwanych debiutów tego roku stał się jednym z najlepszych debiutów tego roku. Jak i również jedną z najlepszych płyt roku 2012 roku. Przepełniona magią, tajemniczością, mrocznością – wszystko za sprawą wokalu Loreen, który jest nieziemski. Z kosmosu, z jakiejś innej planety.

Zdecydowanie polecam zapoznać się z tym krążkiem – jeśli pokochaliście Euphorię, zobaczcie, co jeszcze zwyciężczyni Eurowizji 2012 ma dla was do zaoferowania. Jeśli nienawidzicie Euphorii – jeszcze lepiej, drugiego takiego utworu na krążku Heal nie ma. Są inne, lepsze.

Czytaj również