Kongos – Egomaniac (2016), recenzja Dominiki Mrówczyńskiej

0
220

Kto z nas nie zna hitu Come With Me Now, który od 2014 roku gra we wszystkich światowych radiostacjach, niejednokrotnie został wykorzystywany w reklamach, serialach czy nawet jako hymn Copa America 2015 (nieoficjalny). W zeszły piątek twórcy tego hitu wydali kolejny krążek zatytułowany Egomaniac, a po jego przesłuchaniu można stwierdzić, że współpraca czterech braci nadal jest niecodzienną, jednak stylową i intrygującą melodią alternatywnego rocka.

Od samego początku na płycie wita nas nieśmiertelny w tym zespole akordeon. Singlowe Take It From Me, to przede wszystkim rytm, a cały kawałek dokładnie ukazuje, czym jest muzyka Kongos. The World Would Run Better jest nieco bardziej taneczne. Ten charakter nadaje utworowi indie-rockowa gitara. Jednak wokal, który w zwrotkach przejawia się w wersji niemal recytatorskiej sprawia, że kawałek nie jest zwykłą, nudną kompozycją. Numer 3 Egomaniac to I Want It Free, w którym znów na pierwszy plan powraca akordeon, a wokalne zakończenia wersów prowadzą do jednego muzycznego skojarzenia – country. Jednym z najbardziej przykuwających uwagę utworów na tej płycie jest mocno elektroniczne Autocorrect. Jak widać Kongos, potrafią poruszać się między różnymi stylistykami muzycznymi, mieszając dużą dawkę syntezatorów z wyraźnym rytmem perkusji i nadal niezapomnianym akordeonem.

Kolejną piątkę rozpoczynają lekko spokojniejsze kompozycje, z których pierwszą jest Where I Belong, skomponowane przez Danny’ego Kongosa. Wydaje mi się, że jest to utwór, który bardzo dobrze przyjąłby się w radiu. Nie jest nad wyraz alternatywny, a jednak nadal utrzymany w charakterze tej muzyki. Takie nie jest już zdecydowanie Birds Do It. I tutaj szczególne ukłony dla Johnny’ego Kongosa za solo na akordeonie. Bardzo dobrze wpłynęło to na całość utworu. 2 In The Morning, jeszcze bardziej spowalnia tempo płyty, chociaż piosenka nie należy do najlepszych. Look At Me to ponownie dawka elektroniki zmieszana z, tym razem, melodyjnym wokalem i dość ciekawym rytmem.

I tutaj zbliżamy się do jednego z moich ulubionych utworów tej płyty, a mianowicie I Don’t Mind. Kompozycja idealna na drugiego singla. Buja jak trzeba, nic tylko wsiąść w Cadillaca, włączyć radio i ruszyć amerykańską prerią. Repet After Me przyciąga linią basu i sprowadza Egomaniac w klimat tajemniczości, czy nawet pewnego rodzaju wzniosłości. Na sam koniec wybrzmiewa If You Could, gdzie ponownie wracamy na prerię. Może w trochę mniejszym stopniu niż w I Don’t Mind, bo ta kompozycja zahacza gdzieś o spokojną część indie-rocka. Celowo po drodze nie wspomniałam o dwóch utworach – Underground oraz Hey You, Yeah You, gdyż trochę niszczą mi całości tego wydawnictwa.

Jednej rzeczy nie można zarzucić braciom Kongos – przez te 4 lata od wydania Lunatic widać, że postawili na rozwój swojej muzyki. Jeśli ktoś lubi niecodzienne wydanie alternatywy rockowej, w której gitary i perkusja przenika się z elektroniką oraz akordeonem, a dołącza do nich intrygujący wokal na pewno nie zawiedzie się słuchając trzeciego wydawnictwa Kongos.