O.S.T.R w toruńskim Lizard King. Relacja i zdjęcia Doroty Kutnik

Do polskiej klasyki hip-hopu podchodzę z sentymentem, bo zawsze mogę znaleźć coś, co przypadnie mi do gustu. Dlatego, gdy nadarzyła się okazja, chętnie wybrałam się na koncert Ostrego. Po kilkukrotnym przesłuchaniu Życia po śmierci byłam szalenie ciekawa, jak raper zaprezentuje się na żywo i czy będę pozytywnie zaskoczona. I nie jestem ani trochę rozczarowana, bo oprócz tego, że posłuchałam dobrych kawałków, zobaczyłam też jakim sympatycznym człowiekiem jest O.S.T.R.

Wiadomość o koncercie Ostrego w Toruniu sprawiła, że 31 marca w toruńskim klubie Lizard King zebrała się masa ludzi. Wejściówki zostały wyprzedane na długo przed tym wydarzeniem, a wielu zapalonych fanów w wieczór koncertu długo czekało na głównego sprawcę zamieszania. Było to raczej uzasadnione, bo nowy krążek rapera spotkał się głównie z pozytywnymi ocenami. Ja sama jestem zachwycona tym jak skonstruowano ten album, bo Życie Po Śmierci to prawdziwa opowieść z przesłaniem i polecam zapoznanie się z nią każdemu.

Wracając do koncertu, nasze długie oczekiwanie na rapera i resztę jego ekipy zostało zakończone tym, od czego rozpoczyna się nowy album O.S.T.R.-a. Mowa o paru ważnych słowach Od Autora, które były idealne na wejście. Ostry wspomina, że czekał na spotkanie z muzyką i z fanami, ale to oczywiście odwzajemnione. Raper wbiegał na scenę przy początkowych dźwiękach do piosenki We Krwi (Since I Saw You). Według mnie to jeden z lepszych numerów, które zaprezentował. W międzyczasie Ostry przedstawił resztę ekipy. Wspomagali go raperzy, czyli Kochan z grupy Tabasko Green, oraz DJ Haem odpowiadający za świetną muzykę. Wspierali go w następnych numerach, na przykład w Kto Gasi Światło? czy Scenariusz Sądnych Dni. W pamięć zapadła mi też piosenka Miami i kończąca wszystko Spowiedź, która była świetnym przypieczętowaniem koncertu.

Jednak w ciągu półtorej godziny O.S.T.R. nie rapował tylko piosenek z określonego schematu i nie trzymał się kurczowo setlisty. Oprócz nowych kawałków, mogliśmy usłyszeć też stare, dobre utwory rapera takie jak Szary Mały Człowiek czy klasyk – Kochana Polsko. Tu mogli się popisać Ci, którzy nowej płyty Ostrego nie wyuczyli się na pamięć. Fajnym ukłonem w stronę toruńskich fanów był też cover piosenki Małpy. Świetne były również momenty, kiedy raper freestylował i robił to naprawdę udanie. Nie zapomnę wtrąceń o Podsiadle czy telewizyjnych serialach. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że O.S.T.R. ma zarówno dobre flow, jak i poczucie humoru. Uwierzcie, na takim koncercie trudno było się nie śmiać! Raper w naturalny sposób rozładowywał atmosferę i było widać, że ma ogromny dystans do siebie. Tak często powtarzał i żartował ze swojej wagi aż w końcu zapamiętałam, że przede mną stoi 115 kg czystego humoru, ale też skromności. Jego po prostu nie da się nie lubić.

Co więcej, O.S.T.R. wraz z Greenem i Kochanem, utrzymywali bardzo dobry kontakt z zadowoloną publicznością. Na tym koncercie na pewno nie było ani trochę nudno. Ciekawostką jest też to, że w ciągu miesiąca ta ekipa zagrała prawie 30 koncertów! Trzeba przyznać, że wyrobili sobie dobrą formę i zarazili wszystkich entuzjazmem. Toruński koncert Ostrego zaliczam do udanych, a Was odsyłam do krążka Życie Po Śmierci!

Czytaj również