Fismoll – Abandoned Stories (2015), recenzja Katarzyny Turowicz

5 piosenek, a dokładnie 23 minuty wystarczą, by stworzyć magię. To zadanie nie tyle karkołomne, co niemal niewykonalne. Nie dla Fismolla. Zdaję sobie sprawę, że ten pseudonim wielu Czytelnikom niewiele mówi. Niestety. A powinien.


Fismoll, a właściwie Arkadiusz Glensk, zadebiutował w 2013 r. albumem At Glade wydanym nakładem wytwórni Nextpop. Tak mocnym debiutem mogą się poszczycić jedynie nieliczni. Rozwój jego twórczości i kariery obserwuję właśnie od tamtego krążka. I jestem stale zaskakiwana. Jedynie pozytywnie, czego dowodem jest najnowsza EP-ka Fismolla zatytułowana Abandoned Stories, która pojawiła się na sklepowych półkach 4. grudnia.

Bardzo drobiazgowo dopracowany mini album to wynik kolejnej współpracy artysty z producentem Robertem Amirianem. Trzeba przyznać, że również tym razem efekt ich działań jest niesamowity. Materiał wypełniający to wydawnictwo pochodzi z sesji nagraniowych do poprzednich albumów: (At Glade) oraz Box Of Feathers, które finalnie nie znalazły się na żadnym z krążków. Kompozycje oraz aranżacje są dziełem Fismolla. Natomiast warstwa tekstowa EPki powstała w wyniku połączenia sił artysty oraz producenta tego wydawnictwa. 5 utworów tworzących całość tego wydawnictwa to 5 stycznych punkcików w odniesieniu do poprzednich wydawnictw – Abandoned Stories skupia w sobie najbardziej charakterystyczne cechy wcześniejszych płyt Fismolla, zapewnia pewną ciągłość jego dotychczasowej twórczości.

Z jednej strony pewien minimalizm formy, subtelna nastrojowość, z drugiej – ogromna treść. Właśnie to charakteryzuje utwór otwierający ten krążek, czyli April Sun. Emocjonalny, głęboki wokal Fismolla idealnie współbrzmi z muzyką. Artysta zabiera poprzez Abandoned Stories swojego słuchacza w krótką baśniową opowieść, a pierwszy utwór jest jej idealnym preludium.

Najnowsza EP-ka Fismolla to również symboliczny przełom w dorobku artystycznym muzyka. Na mini albumie pojawia się po raz pierwszy utwór, którego tekst został stworzony w języku polskim. To Jaśnienie. Ogromna wrażliwość oprawiona w klimatyczne dźwięki. Brzmi niesamowicie.

Stylistycznie twórczość Fismolla zbliżona jest do muzyki prezentowanej przez Bena Howard’a. Ten młody polski artysta stanowi ewenement na rodzimym rynku, nie ma swoich odpowiedników w kraju. Równie trudno mu przypiąć łatkę jednego „gatunku muzycznego” – Fismoll sprawnie porusza się w świecie dźwięków, wyławia najlepsze z nich i składa niezwykłe kompozycje. Można jednak usłyszeć w jego twórczości wpływy muzyki akustycznej czy elementy Indie pop.

To nieugłaskana płyta. Trochę wydarta, wyciągnięta z gardzieli dźwięków, ale dzięki temu niezafałszowana. Słychać, że materiał nie był wielokrotnie umieszczany we wszelakich „przerabiarkach studyjnych”, by osiągnąć absolutnie bezbłędne brzmienie, a jednocześnie materię trudną do przełknięcia potencjalnemu odbiorcy. To sprawia, że ta EP-ka żyje własnym życiem, nie emanuje sztucznością, nadętością brzmień i pozwala „przeżywać się” słuchaczowi. Abandoned Stories to artystyczny majstersztyk, ale komercyjny niewypał, podobnie jak jej poprzedniczki. Nie usłyszymy jej, tak jak utworów z poprzednich albumów Fismolla, w komercyjnych rozgłośniach radiowych – dla jednych niestety, dla innych na szczęście. Bezsprzecznie należę do tej drugiej grupy. Taka muzyka nie powinna „lecieć” w każdym radiu do każdego kotleta. Niszowość ratuje wrażliwość. To atut.

Czytaj również