Informacje o studyjnym następcy No Line on the Horizon z 2009 docierały do nas właściwie od końca 2012 roku. Jego premiera była stale przesuwana, w tzw. międzyczasie usłyszeliśmy kawałki Ordinary Love oraz Invisible, w końcu ujawniono listę producentów z… Davidem Guettą i RedOnem na czele. Nie muszę chyba nawet dodawać, że te wiadomości nie napawały optymizmem. W końcu jednak U2 wydali album. Po prostu, bez żadnej zapowiedzi, na iTunes, za darmo.

The largest album release of all time

Po udostępnieniu Songs of Innocence na U2 spłynęła fala krytyki. Co może zabawne, nie dotyczyła wcale muzyki. Ludzie narzekali, że nowy album zajmuje im miejsce w bibliotece iTunes, że dodał im się bez ich wiedzy i zgody, w końcu antyfani wysnuli teorię, że płyta jest tak koszmarna, że zespół musi wciskać ją ludziom na siłę za darmo. Zostawmy jednak te śmieszne komentarze, przejdźmy do muzyki.

A na tym polu… również hejt. U2 zarzucało się, że ich nowy album w porównaniu do starych jest mało wyrazisty i bez emocji. Że grupa skupiając się na marketingu, zupełnie muzykę zaniedbała. W końcu – że tkwienie tyle lat w tym samym gatunku pozbawiło utwory zespołu jakiegokolwiek elementu zaskoczenia. Kiedy jednak zapomnimy o akcji z Apple i weźmiemy pod uwagę, że U2 płytę życia już stworzyli (niepokonana The Joshua Tree), zauważymy, że Songs of Innocence to po prostu dobry krążek będący kolejnym krokiem w karierze legendarnej kapeli.

Ważną rolę na nowej płycie odgrywają teksty. W końcu – jak twierdzi Bono – Songs of Innocence to najbardziej osobisty album U2. Mamy tu dużo nawiązań do młodości członków zespołu, ich życia w Irlandii. Tak jest chociażby w Cedarwood Road czy California (There Is No End to Love), w którym dodatkowo zaprezentowany zostaje kontrast Dublinu z Los Angeles. Song for Someone to kawałek dedykowany żonie wokalisty, Ali Hewson, zaś w Iris (Hold Me Close) wspomniano jego matkę, która zmarła, gdy miał ledwie 14 lat. Nie zabrakło tu i bardziej drastycznych fragmentów. W Sleep Like a Baby Tonight poruszono problem pedofilii wśród księży. A kończąc bardziej pozytywnym akcentem, bardzo podoba mi się fragment refrenu The Miracle (of Joey Ramone):

I woke up at the moment when the miracle occurred
Heard a song that made some sense out of the world

Ogólnie teksty to ważna i dopracowana część krążka.

Przechodząc do samych utworów – tak naprawdę sporo piosenek nawiązuje stylistycznie do starszych. Fani grupy zadowoleni powinni być chociażby z Volcano, jednego z mocniejszych i bardziej charakterystycznych momentów płyty, czy wzruszającego Iris (Hold Me Close) (ta gitara… to mogła być piosenka tylko U2). Dobrze prezentują się także utwory takie jak Raised by Wolves (świetnie budowane napięcie z zwrotkach, intrygujący refren), piękne, balladowe Song for Someone oraz podnoszące na duchu Cedarwood Road. Promujące płytę The Miracle (of Joey Ramone) to również kawałek ciekawy, przebojowy, chwytliwy, ale ja bym go na singla nie wybrał pod żadnym pozorem. Mając takie smaczki jak dwie piosenki opisane poniżej?

Dwa utwory zupełnie mnie zaskoczyły i powaliły na kolana. Zupełnie się czegoś takiego po krążku U2 nie spodziewałem, stąd też większy szacunek. Pierwszym kawałkiem jest Sleep Like a Baby Tonight. Już sam jego tekst zaskakuje i nie pozostawia słuchacza obojętnym. Wydawać się może prosty i nijaki (tost, herbata, cukier w pierwszym wersie), ale co się dzieje dalej:

Tomorrow dawns like someone else’s suicide
(…)
When the church is where the war is

…przyprawia o ciarki. Biorąc pod uwagę stronę liryczną, sama melodia wydaje się bardzo… zimna. Zamiast typowego dla U2 rockowego grania usłyszymy tu jednostajny syntezator i mocno przetworzony wokal Bono. Cudo. Drugą zaskakującą kompozycją jest zamykające Songs of Innocence The Troubles. Nie spodziewałem się usłyszeć tu kawałka z Lykke Li, autorką jednego z najlepszych albumów 2014 roku. Współpraca legendarnego zespołu z niepowtarzalną artystką to delikatna i subtelna ballada. Ale jakże poruszająca i emocjonalna!

Przyznam, że po trzech przyjemnych, ale niezbyt odkrywczych albumach (All That You Can’t Leave Behind, How to Dismantle an Atomic Bomb, No Line on the Horizon) niejako postawiłem na U2 krzyżyk. Oczywiście wciąż ich lubiłem, lecz nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek nagrają coś tak świetnego jak The Joshua Tree, Achtung Baby czy chociażby Pop. A jednak. Może Songs of Innocence nie jest dziełem tak przełomowym, nie łamie też konwencji, to wciąż pokazuje, że zespół nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i nadal liczy się w muzycznym świecie. A gdyby The Troubles czy Iris (Hold Me Close) wydali jakieś 10 lat temu, dziś byłyby klasykami.

u2 son of innocence

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here