Zespołu Negatyw przedstawiać nikomu nie trzeba. Chłopcy pochodzą z ciemnej, owianej tajemnicą i zapomnianej przez Boga krainy hut i kopalni, czyli z malowniczych Mysłowic. Pierwsze kroki na rynku muzycznym mają już dawno za sobą a niebawem stuknie im 16-tka. Dorastali koncertując u boku takich znamienitości jak T. Love, czy Hey i z całą pewnością do klasyków muzyki rockowej swoje trzy grosze dorzucili. Amsterdam na stałe wszedł do kanonów utworów nuconych pod nosem przez butną młodzież a bez kawałka Dziewczyny Nie Palcie Marihuany trudno sobie nawet wyobrazić porządne „ognisko”. 18-ego lutego ukazał się piąty już w karierze muzyków album zatytułowany Albinos. Co na nim znajdziecie?
Krążek otwiera singlowe Zrobię Wszystko Tak Jak Chcę. Bazę utworu stanowi dosyć mało wyszukana linia wiodącej gitary w asyście perkusji. Całości dopełnia stonowany i raczej daleki od przeszywających wprawek z poprzednich płyt wokal. Mam dziwne wrażenie, że panowie z zespołu Negatyw bardzo starali się dać swoim fanom maleńki płomyczek dobrej myśli ale niestety zamiast nieco już przykurzonego ale wciąż niedoścignionego Mieć Czy Być Myslovitz wyszedł im raczej piorunujący mix Borysewicza z Kukizem i Feela. Teledysk za to zrealizowany według klasycznych zasad realizacji teledysków rockowych czyli chłopcy i ich instrumenty w akcji.
Podobna zasada organizuje utwór Bliżej. Jest prosto, pogodnie i przyjemnie. Motyw wiodący ogniskuje się wokół monotonnie powtarzających się kilkudźwiękowych partii gitarowych a wokal zarówno natężeniem emocji jak i tekstem niebezpiecznie ciąży w kierunku Krzysztofa Krawczyka i Kombi.
List w Butelce to kompozycja nieco marzycielska i melancholijna. Motyw wiodący rodzi się na przecięciu przytłumionej i rozkołysanej linii gitary z niemal niewyczuwalnym tłem instrumentów perkusyjnych. Gdzieś pomiędzy nimi świta kołysankowa wokaliza. Kropla Słońca to kolejna pełna prostoty i pogody ducha propozycja. Nie rozbudowane partie gitarowe oscylujące wokół kilku monotonnie powtarzających się dźwięków, tu i ówdzie jakieś niezrozumiałe kobiece pojękiwania bliższe raczej Gosi Andrzejewicz niż starym rockowym wyjadaczom i uwłaczający swoją banalnością tekst – to nie wróży nic dobrego.
Jeśli myśleliście, że z kołysankami będzie koniec muszę was rozczarować – Co Obce i Co Złe to kolejna kołysankowo-pościelowa ballada. Trochę dzwoneczków, trochę przaśnej i nieskomplikowanej gitary i trochę „uśmiechów miłości” i tym podobnych tekstowych kwiatków.
Znacznie lepiej sprawa wygląda w tytułowym Albinosie. Utwór otwiera rozedrgana i niepokojąca ścieżka gitary, która wraz z rozwojem utworu rozlewa się poza granice wiodącego drżenia, nadając utworowi przestrzeń. Również wokal dzięki fortunnemu przypomnieniu sobie o możliwości modulacji głosu, którą przecież Mietall Waluś opanował całkiem nieźle zbliża się do dawnej świetności Negatywu. Całość dopełnia rytmizująca perkusja.
Kenya to urocza i spokojna reedycja kawałka Myślałem że, który pojawił się na debiutanckim albumie muzyków – Paczatarez. Nie znajdziecie tutaj tego charakterystycznego dla dawnego Negatywu rozmytego, deszczowego brzmienia ani obezwładniająco pesymistycznych refrenów. Tutaj wszystko jest jasne, wypowiedziane i mimo leniwie-melancholijnego motywu wiodącego pogodne. W warstwie fonicznej dominują dość proste i krążące wokół kilku spokrewnionych ze sobą dźwięków syntetyzatory.
W Omenie znów pojawia się posmak dawnych, buńczucznych i niepokornych dokonań Negatywu. Wokaliza obrasta w buntowniczo zgryźliwe pogłosy a gitara nareszcie dostaje skrzydeł i przełamuje monotonną manierę powtarzających się w kółko taktów z kilku poprzednich utworów i odbija od motywu wiodącego wraz z ustaniem pierwszego refrenu.
Również Jeśli Bóg Istnieje poziomem znacznie przewyższa pierwszą część płyty. Utwór bazuje na dość prostej ale dzięki zagęszczeniu efektów elektronicznych i dominującej nad całością rozedrganej gitarze wzruszająco urokliwej melodii. Refreny zdumiewająco lustrzane względem nieco już zapomnianego Amsterdam. Wydaje się, że jedyną różnicą między kawałkami jest jeden z zamykających refren dźwięków, który w Amsterdamie podnosił się o pół tonu, tutaj natomiast ciągnie w dół.
Podobnie został skonstruowany kawałek zamykający Albinosa – I Do Lustra Czasem Mówię. Dosyć banalne partie wiodącej melodycznie całość gitary zostają przełamane w refrenach, gdzie zaskakujące zwroty wokalizy rozjeżdżającej się w końcowych częściach i odbijające od motywu wiodącego wiraże gitary nadają całości przestrzeni.
Płyta z całą pewnością zaskakująca – zaskakująco nierówna. Można by podzielić ją na dwie części, z których pierwsza zbliża muzyków raczej do gwiazdeczek współczesnej i w większości funta kłaków niewartej sceny pop, druga natomiast to Negatyw w pełnej krasie, więc z całą pewnością każdy znajdzie coś dla siebie.


