Oryginał vs. Cover #15: Lana Del Rey, Taylor Swift i Sia

Po dłuższej nieobecności powracamy do naszej autorskiej rubryki Oryginał vs. Cover. Od tej pory oprócz wersji studyjnych piosenek i sampli, porównywać i oceniać będziemy również wersje koncertowe coverów. Dziś proponujemy Wam Lanę Del Rey z Sarah Vaughan, Taylor Swift z Vance Royem oraz Się z Madonną.

The Other Woman – Lana Del Rey i Sarah Vaughan (napisana przez Jessie Mae Robinson)

W połowie czerwca do sklepów trafiła nowa płyta Lany Del Rey, Ultraviolence. Krążek jak się spodziewano, osiągnął spory sukces. Dotarł na szczyt Billboardu, UK Singles Chart, czy ich odpowiedników w Polsce, Portugalii, Danii i kilkunastu innych państwach. Ostatnim utworem na jedenasto-oczkowej trackliście podstawowej wersji płyty jest utwór The Other Woman.

Jak się okazuje, utwór ten powstał już w połowie lat pięćdziesiątych i napisała go Jessie Mae Robinson. Pierwsze wykonanie utworu przypisuje się Sarah Lois Vaughan, znakomitej amerykańskiej wokalistki jazzowej. Nastąpiło to w roku 1955, rok później piosenka została oficjalnie wydana. Wiele jednak z nas może ten utwór pamiętać z wykonania innej gwiazdy światowego jazzu Niny Simone. To jednak nastąpiło dopiero w połowie lat sześćdziesiątych.

Produkcji piosenki w wersji Lany Del Rey podjął się Amerykanin Dan Auerbach.

Ocena wersji Lany Del Rey: Wokalistka całkowicie odeszła od jazzowego klimatu piosenki. Nadała jej jednak dream-popowy smak, który idealnie komponuje się z delikatnym głosem Lany. Dzięki temu klasyk nie został zniszczony, a został mu nadany nowy, interesujący charakter.

Riptide – Taylor Swift i Vance Roy

Dla wielu osób Vance Joy pojawił się znikąd. Dla tych, którzy go nie kojarzą wyjaśniam, że pochodzi z dalekiej Australii i w tym roku wydał swój debiutancki album utrzymany w klimatach indie folkowo popowych. Zanim to jednak nastąpiło wydał singiel Riptide, który nie wiedzieć czemu w niektórych krajach dopiero teraz podbija listy przebojów. Cóż, taki mamy rynek muzyczny. Wracając jednak do singla, stał się on dość popularny zarówno w Europie jak i za Oceanem. Prosta melodia oparta na małej, proste gitarze została przełamana unikatowym głosem. Głosem, który podziela – jednych zaskakuje, a drugich irytuje piskliwość w wyższych rejestrach.

Na początku października na potrzeby programu Live Lounge na BBC Radio 1 piosenkę tę zaśpiewała Taylor Swift w odmienionej i pasującej do siebie wersji oczywiście.

Ocena wersji Taylor Swift: Wokalistka postanowiła zagrać utwór na fortepianie. Zaśpiewała to prosto, bez zbędnych ozdobień i melizmatów. Piosenka straciła przy tym warstwę emocjonalną, jednak zyskała nowy, popowy wymiar. Nie jest to wybitny cover, ale warto go posłuchać.

Oh Father – Sia i Madonna

Był rok 2010. Australijska wokalistka Sia wydaje swój piąty studyjny krążek We Are Born, utrzymany stylistycznie w indie popie z domieszką new wave’u, R&B i eksperymentalnym synthpopem. Wówczas znana była głównie w swojej ojczyźnie, bliskiej Nowej Zelandii i przelotnie w innych krajach . Napisała również piosenki dla Christiny Aguilery na Bionic i Burleskę. Dopiero rok później zasłynęła dzięki Titanium Guetty czy Wild Ones Flo Ridy. Na tej właśnie płycie znalazła się piosenka Oh Father.

Piosenka jednak została napisana już w 1989 roku przez Patricka Leonarda i samą Madonnę, która śpiewała tę piosenkę. Utwór znalazł się na jej płycie Like a Prayer i został jej czwartym singlem. Niestety bez większego powodzenia na listach światowych.

Ocena wersji Sii: Wokalistka praktycznie odwzorowała oryginalną wersję. Zmieniła się jednak trochę melodia, do której zostały dodane dźwięki i inne instrumenty komponujące się w resztę płyty. Cover nie zachwyca niczym specjalnym, nawet charakterystyczny głos Sii zlewa się nieco z podkładem. Całość wypada dobrze, ale bez polotu. Również wersja oryginalna nie jest niczym specjalnym.

Czytaj również